czwartek, 29 grudnia 2011

piątek, 23 grudnia 2011

Jest już ta wielce wyczekiwana i upragniona, niestety chyba tylko przez nielicznych, Wigilia. Mimo wszystko chcę Wam, moi drodzy, życzyć wszystkiego najlepszego. Wszystkim szkolniakom tego, żeby zdali rok. Wszystkim pozostałym zdrowia, szczęścia, pomyślności i jeszcze raz pieniędzy. :) Oby ten rok, który niebawem się zacznie, był jeszcze lepszy od tego, który właśnie mija. I pamiętajcie - umiejętnie otwierajcie prezenty, papier przyda się za rok!
Ja tymczasem idę pakować moje prezenty. 


Read More

czwartek, 22 grudnia 2011

Dobry wieczór. Tak chyba powinnam zacząć.
Jejku, ale to wszystko zleciało. A tyle się pozmieniało, tyle się wydarzyło. Część przeszłości pozostawiam za sobą. Dziś spęd w szkole. Pomimo wszystko, mimo całej tej obecnej "otoczki świętości", podobało mi się. Może jedynie Moni ze mną w jednej klasie przy stole z mandarynkami mi nie pasowała do całokształtu. Kocham tych ludzi. Szkoda, że jedyne twarzowe zdjęcie z Michałkiem jest takie:


Uwielbiam go. Człowiek potrafi rozśmieszyć do łez. Dosłownie. :)

I ktoś mi złożył bardzo miłe, baaardzo miłe życzenia. To Ten od opłatka z deltą. Dziękuję Ci. Jesteś wspaniały. Naprawdę. :) :*


PS Coś dobrego się płodzi! Czymam kciuki za siebie!
Read More

wtorek, 13 grudnia 2011

niedziela, 11 grudnia 2011

Chyba nic mi się nie chce i chyba chcę usnąć na jakiś czas. Z pozoru tydzień był bolesny, naprawdę, ale dał mi trochę wytchnienia od tej całej rutyny. Ona powoli się kończy, bo nadchodzi wolne, ale nadal nie mam czasu na nic. Z drugiej strony było zupełnie inaczej. I zrozum tu człowieku kobietę. A my chciałybyśmy zrozumieć jeszcze same siebie. To jest dopiero poziom hard. W każdym bądź razie mam dość.

Od pewnego czasu cenię sobie ponad wszystko szczerość. Serio.

Chyba straciłam. Coś bardzo ważnego.
Read More

poniedziałek, 5 grudnia 2011


Nie, nie przestawiłam się na robienie zdjęć żelazkiem, ale cierpię na brak kabla USB do aparatu, który po remoncie zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach nawet nie wiem kiedy. Gdyby ktoś widział takiego smutnego i zapłakanego kabelka, to on jest mój. Mogę nawet zapłacić za znaleźne. My się kochamy i bardzo za sobą tęsknimy, no.
Ala nie byłaby sobą, gdyby przeżyła choć jeden dzień bez zrobienia sobie czegokolwiek. Tak. Altacet się kończy, bandaż uciska, a jutro do szkoły. I zero szans na łyżwy w tym tygodniu. Bosko. Ale następny tydzień należy do mnie. Żadna noga, żaden Altacet.

+ nie popadajcie w paranoję, to chore
Read More

piątek, 25 listopada 2011

W przeciągu ostatniego tygodnia umarłam jakoś trzykrotnie. Za każdym pieprzonym razem się podnosiłam. Choć lepiej brzmi "wskrzeszałam". 
Oddycham głęboko, stawiam piedestały.
Jeszcze raz. Cześć. Śmiem twierdzić, że jestem człowiekiem sukcesu. Tak po części. Bo jakby nie patrzeć, osiągam w życiu swoje cele. Powoli, po trupach, niejednokrotnie jest ciężko, nawet bardzo, ale dopinam swego. Teraz też tak będzie.
I nienawidzę generalizowania. Wsadzanie ludzi do jednego worka jest jak mówienie "Cola" na Pepsi i Coca-Colę. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku też, że nie wszystkie dziewczyny lubią "Romea i Julię", wiesz? :D No, ale ja mogę sobie tak mówić/pisać, krytykować innych, a sama nie zachowuję się czasem lepiej. Ale jednego nie dam sobie wmówić - ja nie obgaduję, ja stwierdzam fakty. Swoją drogą, to ciekawe jak środowisko potrafi zmienić osoby nie do poznania. Prawie zawsze sprawdza się przysłowie "Kiedy wpadniesz między wrony, musisz krakać jak i one". Dobrze, że ja mam zajebiste środowisko. Skromna Ala.
The more I see the less I know
The more I'd like to let it go
"Mniej wiesz, będziesz zdrowszy" / "Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany" - popieram.


Niedawno ponownie dało się we znaki moje zboczenie do saksofonu. I może "Pjanoo" nie jest czymś dobrym w oryginale, tak ten cover pokochałam całym sercem.


PS Jutro Ala kupuje sobie zegarek. Może wreszcie przestanę się spóźniać na lekcje. :)
Read More

poniedziałek, 21 listopada 2011

Biorąc pod uwagę zapowiadający się tydzień, wątpię w posiadanie choć trochę więcej wolnego czasu, żeby móc tutaj wkrótce cokolwiek napisać. Bo mija dzień za dniem, wszystko kręci się jak w kołowrotku, mała chwila na wzięcie powietrza do płuc i lecimy dalej. I tak niby było dotychczas, od września. Szkoda tylko, że tak jak mówiłam wcześniej, ten tydzień będzie gorszy. Dzisiaj w pewien sposób mi się upiekło z geografią, ale to nie znaczy, że odkładanie ciągle tego sprawdzianu na później jest dobrym rozwiązaniem. Jutro analiza z polskiego, czyli coś, na widok czego mam drgawki i niemalże wysypkę nerwową. Dwie godziny pisania o niczym. Ala i jej dopracowane do perfekcji lanie wody. W środę sprawdzian z chemii. I tutaj już nie jest "pod górkę", tu jest pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Byłam na maksymalnie dwóch lekcjach. Nie umiem nic. Żadna nowość. W czwartek sprawdzian z polskiego ZE WSZYSTKIEGO od początku roku. Już widzę tą piękną, kształtną i jędrną jedyneczkę. Plus wyżej wspomniany sprawdzian z geografii. W piątek robimy z siebie debili na czarno-biało, a od poniedziałku znowu. O, zapomniałabym, jutro sprawdzian z niemieckiego.
Dlatego też trzeba wziąć się w kupę i ociekając szczęściem, spiąć poślady i zacząć się uczyć.

Arbuz narzekający na swój żywot. To takie mainstreamowe...
Read More

sobota, 19 listopada 2011

Muszę się chyba jednak zgodzić z tym, że życie to jedna wielka huśtawka. Tylko taka bez ograniczników wychylenia. Taka, która ma możliwość obrotu 360 stopni. Czasem, jak zakręci, jest super. Wiatr we włosach, uśmiech na ustach, jest adrenalina. Tylko czasami jest tak, że od tych obrotów ma się potworne wzdęcia. I nie, nie będzie to żadna kolejna notka przesiąknięta patosem. Chciałam tylko wspomnieć, że dziękuję wszystkim za ich żywot. Jestem co raz szczęśliwsza.

I mogłabym coś tu jeszcze napiasać, ale nie wiem, czy czasem tego nie czytasz. Dziękuję.
Read More

czwartek, 17 listopada 2011

piątek, 11 listopada 2011

poniedziałek, 7 listopada 2011

Więc tak jak już pisałam na Facebooku, tak napiszę i tutaj - nie pijcie czegokolwiek z kofeiną po północy, jeśli chcecie normalnie funkcjonować. Alusia wypiła sobie coś takiego o pierwszej, do tego kawa o północy i poszła spać po czwartej, a wstała po szóstej. Na hiszpańskim zasypiałam na siedząco, a jak wróciłam, to tylko 15 minut przy komputerze i w kimę na półtorej godziny. Potem tylko śmierć Hanki, jogurcik, rozmowa z mamą i tak zleciało do północy. Teoretycznie na jutro nie mam chyba nic do nauki. Teoretycznie. Na polski wypadałoby powtórzyć, ale czy ja nie mam ciekawszych rzeczy do roboty? Siódmy odcinek 90210 sam się nie obejrzy. Zadania z matmy? Zrobię zaraz ze dwa, a resztę się ogarnie przed matmą. Niemiecki? To nie wymaga większego komentarza. Pozostaje jeszcze kwestia taka, czy idę na zerówkę. Paradoksalnie lubię (ta, "lubię", na razie tylko raz szłam na zerówkę do szkoły) chodzenie na siódmą, bo wtedy jest jeszcze nieco ciemno, zimno, mróz, mgła, wszystko śpi. Ale ja też chcę się wyspać. Może w końcu mi się to uda.

No i chyba rozpoczynam urządzanie pokoju. Wreszcie!
Read More

niedziela, 6 listopada 2011

Co za dzień... Od rana coś robię. Poważnie. Szkoda, że od rana nie robię tego, co powinnam zrobić już w piątek, a nawet w środę. Ale o tyle dobrze, że w ogóle przypomniało mi się o tym wszystkim wcześniej, niż o 23:00 na przykład. No bo sprawa wygląda tak, że mamy wpół do jedenastej, a ja w sumie nie wiem, czy jestem dopiero na półmetku lekcji. Ale muszę Wam powiedzieć, że o niebo lepiej jest, kiedy zapalisz podgrzewacze w całym pokoju, puścisz nastrojową muzykę, popijesz to wszystko naturalnym kakałkiem, spojrzysz przez okno i zobaczysz, że z drzew spadły już niemalże wszystkie liście. No, niedługo zima. Porządna zima i z porządnymi mrozami. Może nie aż tak porządne, ale już pierwsze przymrozki mają być w ten weekend. Czekam z niecierpliwością. Do tego nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam powyższy suwaczek, który będzie tutaj wisiał aż do 24 grudnia.

Read More

sobota, 5 listopada 2011

No, tośmy sobie pogadali na Skype. Godzinka z Żorami szła normalnie, dopiero potem przyszedł ten rybak z Koszęcina i zaczął mi fale robić. Następnym razem połowy zostaw na inne okazje i siedź przy mikrofonie jak normalny człowiek. :P

Co jest? Koniec soboty, mam full do nadrobienia, leżą skany na pulpicie, ale ciężko mi się wziąć w kupę i zacząć pisać. Ale trzeba. Trzeba, bo chcę mieć dobre oceny i załapać się na wymianę, right? Right, więc dupa w kupę i do roboty.

No, a jeszcze dodam, że byyyć moooże fajny projekt rozpocznę za jakiś czas. Wszystko jest w fazie negocjacji, ale jak już będzie coś pewnego, dam znać. Oby wypaliło, bo to coś, co zawsze mi się marzyło. Ale papierowa robota, ech.


Chcę lodowisko, chcę kakałko, chcę -15'C, chcę parę z ust, chcę sanki.
Read More

piątek, 4 listopada 2011

czwartek, 3 listopada 2011

środa, 2 listopada 2011

O proszę, ktoś tu zjebał na samym początku. No cóż, cieszę się, że tym razem nie byłam to ja. Pozdrawiam tą personę dość słabo. A mogło być tak pięknie. :)

Ala znowu choruje. Chociaż "choruje" nie jest chyba dobrym stwierdzeniem. Występują małe komplikacje w moim stanie zdrowia. O, już lepiej. No i co mogę napisać... Wpieprzam chrupki kukurydziane na przemian z biszkoptami. Nawet kisielków nie jem, bo tata się na mnie wypiął i kupił cytrynowe. Nienawidzę cytrynowych kisielków. Jeszcze chcą mi zabronić picia herbaty z cytryną, bo podobno cytryna (ogólnie - owoce cytrusowe) nie są dobre na problemy z żołądkiem. Kij, ja nie pijam herbat bez cytryny, a herbaty są jedynymi napojami, jakie mogę pić. Według mamusi. 

No i znowu poważniej patrzę na opcję wyjazdu na wymianę do Stanów. Rozmawiałam z dziewczyną, która była na takim czymś w poprzednim roku szkolnym. Chodzi do tej samej szkoły, więc powiedziała, że może się ze mną spotkać i poopowiadać, jak i co załatwić.
To czego się dowiedziałam na obecną chwilę to to, że wcale nie trzeba mieć świadectwa z paskiem na zakończenie roku poprzedzającego rok szkolny, w którym mam lecieć na wymianę. Organizacja YFU "wymaga" średniej minimalnie 4,00, a i to nie jest specjalnie sprawdzane. No najwyżej dyrektor może nie puścić. Tak czy siak muszę wziąć się w kupę.
Druga sprawa, która szczególnie mnie interesuje - jest jakaś szansa, że mogę jechać na pół roku, co równa się temu, że nie będę musiała powtarzać roku po powrocie. Nie chcę powtarzać, bo rocznik pode mną ma tą inną, chujową podstawę programową. Jeśli nawet nie polecę na pół roku, to jest możliwość, że po powrocie będę musiała zaliczyć przedmioty kierunkowe - matematykę, geografię i angielski. Nie wiem, może dam radę.
No i koszty. Są bardzo duże, ale mniejsze, niż się spodziewałam. Pełna kwota obejmuje praktycznie wszystko - cena samego wzięcia udziału w programie wymiany szkolnej, pensja pracowników, przelot w obie strony. Do tej sumy trzeba dodać kieszonkowe, które co miesiąc wysyłają rodzice. Jeśli zsumujemy wszystko i podzielimy w taki sposób, że wyjdzie nam kwota za dwa tygodnie uczestnictwa, nie będzie to droższe, niż niejedna wycieczka dwutygodniowa za granicę.
Nie jest to tani wyjazd. Z pewnością nie jest. I wbrew pozorom głównym celem wyjazdu nie jest nauka w szkole, zdobywanie wiedzy szkolnej. Nie. Głównym celem jest szkoła życia. Człowiek zdobywa niezbędne cechy potrzebne w dalszym życiu takie jak odpowiedzialność, samodzielność, odporność na stres. Do tego dochodzi niemalże perfekcyjne obchodzenie się z językiem obcym, co na przykład dla mnie jest ważniejsze w karierze zawodowej, niż niejeden świstek z jakiejś tam uczelni w Polsce. Okej, do tego dochodzi fakt, że poprzez taki wyjazd spełniłabym częściowo swoje największe marzenie. Największe i najdroższe, nie ma co tu kryć.

A teraz muszę wziąć się za angielski.
Read More

wtorek, 1 listopada 2011

Paradoksalnie lubię, kiedy jest mi źle. Wtedy dopiero jest o czym pisać. Poprzedni wpis był bez sensu, ale takie też się zdarzają. Bo kiedy siadasz nad pustą kartką z pamiętnika i chcesz coś napisać, a nie masz większych przemyśleń czy czegoś, co można byłoby fajnie opisać, nie pisz. Szkoda drzewa. Tak jest i tutaj, szkoda tej małej przestrzeni internetowej. Ja przynajmniej mam takie rozumowanie, do którego i tak nie zawsze się stosuję. Mniejsza.

Jest źle. Jest okropnie. Od jutra będzie jeszcze gorzej. Nienawidzę takich momentów. Człowiek jest bezradny, a ludzka bezsilność jest dołująca. Bezsilność? O czym ja piszę, przecież mogłabym pstryknąć palcami, zmienić parę rzeczy i byłoby w porządku. No, ale czasem się nie da. Jest taka blokada, która powoduje, że nie da się czegoś zrobić, choć chce się tego straszliwie. Człowiek prze z całych sił, widać jakieś skutki, ale po pewnym czasie brakuje sił, wszystko się cofa i zaczynamy od początku. I boli. Znów boli.

Do tej pory śmiałam się na stwierdzenie "jesienna depresja". Nie istniało coś takiego w moim wszechświecie, a każdy, kto mianował się samozwańczym posiadaczem tej dolegliwości, był przeze mnie wyśmiewany za lenistwo i brak konsekwencji w działaniu. Problem widzi się inaczej, kiedy dotyka on nas. Bo w sumie chyba tak jest, że na mnie też przyszedł czas. Czas takiego nicniechcenia. Ale to nie jest lenistwo czy inne potoczne ustrojstwo. To jest silniejsze od człowieka i trzeba to przeczekać. I możecie mnie nazwać leniem, obibokiem czy pierdolonym uczniem pierwszej klasy licealnej, sama nie dam rady. Muszę poczekać. Poczekać. Muszę.

I ta kobieta z lewej strony jest jakimś tam symbolem. Ona ścina swoje włosy, ja odcinam się od części mojej przeszłości. Będzie nowa, lepsza Alicja. Nie trzymajcie kciuków. Po pierwsze - nie wiecie za co, po drugie - to oklepane.
Read More

poniedziałek, 31 października 2011

środa, 26 października 2011

#125

Dopiero dzisiaj ogarnęłam fakt, że ten weekend będzie faktycznie długim weekendem, że nawet we wtorek będzie wolne. Biorąc pod uwagę, że w piątek jedziemy do Oświęcimia, jeszcze tylko dzień jutrzejszy i wreszcie porządnie się wyśpię. Dzisiaj już trochę podładowałam akumulatory, fakt, ale to tylko na dzisiejszy wieczór i dzisiejszą noc, bo czwartek będzie ciężkim dniem, oj ciężkim.

A do świąt, po odliczeniu wszystkich świąt i te pe, został mi dokładnie miesiąc i jeden tydzień chodzenia do szkoły. I już powoli robi się tak pięknie. O osiemnastej jest już ciemno. 30 października przesuwamy zegarki o godzinę wstecz, więc już o siedemnastej będzie mrok. Super, mi się podoba. Jeszcze tylko ktoś tam mógłby wcisnąć przycisk ON przy napisie śnieg

Dziękuję, dobranoc. Idę się uczyć.
Read More

wtorek, 25 października 2011

#124

Dobra, biorę się w garść. Zwiększam obroty, zacznę się wysypiać, regularnie jeść i jeszcze coś tam zdrowego. No, zacznę się uczyć. To też. Dlatego teraz idę pisać polski, robić matmę i zerknę w fizykę. Jeszcze angielski. I do Mieszka też. Cholera...

Chcę te buty.
Read More

poniedziałek, 24 października 2011

#123

Dobry wieczór. Dziś krótko. Znów zmieniłam szablon. Cierpię na jakąś chorobę czy coś? Nudzą mnie rzeczy, tak też znudził mnie ten beżowy szablon. Ten sobie powisi z miesiąc. Mam przygotowany kolejny, ale to jak już będzie ładna zimna. Taka, której chcę i wyczekuję z zapartym tchem każdego ranka.

Moje plany, żeby nauczyć się wszystkiego zanim zajdzie słońce oczywiście padły z fiaskiem. Leży przede mną jabłko, herbatka i zeszyt od niemieckiego. Piszę jutro kartkówkę. I sprawdzian z informatyki. Pozdro szejset, zaczynam zerówką, na którą pewnie i tak nie wstanę. Do tego dwie godziny polskiego, how nice.

Żałuję tylko, że nie mogę być ciałem na urodzinach Klaudii. Duchem będę, no. Ale te erotyczne gry towarzyskie kuszą. :(

A na koniec dodam, że nie przenoszę się z Drugiego do żadnej innej szkoły. Jest za bardzo wyjebana w kosmos, żeby iść gdzieś indziej. I nigdzie indziej nie ma takich fajnych du... no właśnie. Oldżi, prawda? Zostajemy. Choćby dla tego powodu.

:*
Read More

#122

Cześć. Namiastki świątecznego klimatu nadal utrzymują się całkiem dobrze. Thank God It's Christmas jakoś tak szczególnie dziś. Dokładnie dzisiaj mija dziesięć lat od śmierci Freddiego. Nie będzie już takiego drugiego człowieka. I to puste miejsce w Queen powinno pozostać. Swoisty hołd dla mistrza. Średnio przejmuję się zmianami wokalistek w Varius Manx, serio, ale Lady GaGa w Queen... Z całym szacunkiem, nie ujmuję jej jakiegoś tam talentu i pomysłu na siebie, ale w Queen to ona może co najwyżej butelki z wodą mineralną nosić.

Po seansie filmu 1920 Bitwa Warszawska jestem w pozytywnym szoku. Ale zacznę od początku. Pomijając fakt, że niemalże pierwsza mig i druga ak nie weszłaby na seans, bo nasze szanowne panie profesor spóźniły się z biletami, weszliśmy na salę prawie punktualnie. Pierwszy szok to panowie w drzwiach rozdający okulary do filmów w 3D. Słyszałam coś wcześniej, że ten film można sobie obejrzeć w trójwymiarze, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, że nasze zapyziałe kino mogłoby takie filmy puszczać.
Produkcja sama w sobie bardzo mi się spodobała. Nie jestem fanką filmów stricte wojennych, dlatego byłam nastawiona dość sceptycznie. Szczerze powiedziawszy myślałam, że przez te dwie godziny się zdrzemnę, wstanę po dziesiątej i pójdę na angielski. Tylko że od samego początku akcja mnie wciągnęła. Nie chcę spoilerować, więc nie powiem co, gdzie i jak. Niektórych (mnie w sumie też) irytowała Natasza Urbańska odgrywająca jedną z głównych ról. No cóż, nie dziwię się producentom, dlaczego ją wybrano. Wnioskuję, że zgodnie ze scenariuszem potrzebowali kogoś, kto i śpiewa, i tańczy i posiada jakiś tam chociaż minimalny warsztat aktorski. Co do jej aktorstwa wypowiadać się nie będę, bo prócz tego filmu nie widziałam żadnego innego z jej udziałem, ale dwa pozostałe kryteria spełnia niemalże najlepiej. Potrzebowali kogoś z Buffo, więc wzięli ją.
Zakończenie typowe, szczęśliwe. Wzruszające? Może i tak, ale gdybym oglądała ten film w domowym zaciszu, nie w kinie, nie ze szkołą.
No i niezmiennie boski Borys Szyc... Huehue.

Dobra, a teraz zassałam Lejdis, bo jeszcze tego nie widziałam. Później Vicky Christina Barcelona, a na koniec Dziennik Nimfomanki (który obejrzę, jak zwolnię miejsce na dysku, bo właśnie wyskoczył błąd o braku pamięci, lawli).


PS. To chyba dziś jest ten dzień, kiedy Ala ma tak mało zadane i ogarnie się tak szybko, że skończy, nim się ściemni. Wish me luck!
Read More

niedziela, 23 października 2011

#121

¡Buenas tardes! Ala kolejny wieczór spędza siedząc przed komputerem, otwartym zeszytem od polskiego i robiąc kompletnie nic.



No, Ala słucha sobie Maroon 5 teraz i rozmyśla, że kolejny weekend nie przyniósł tego, czego chciała. Piątek był miły, fakt, nawet całkiem bardzo. Przyjdzie poniedziałek, Ala będzie musiała zebrać się w kupę i dalej pierdolić szkołę, jak robiła to wcześniej. No bo co, że niby teraz ma się wszystko zmienić? Nie tak szybko, nie gwałtownie. Na wszystko przyjdzie czas. Jeszcze tylko kuje jedno - ciężko jest patrzeć, jak innym spełniają się Twoje marzenia, Twoje potrzeby, uczucia znajdują "odbicie w sobie". Ale nie to, że ja się nie cieszę, że innym jest dobrze. Nie, naprawdę jest miło. Tylko coś jeszcze mogłoby się zmienić. Tak jakoś, no. Ugh, to coś powyżej zostało spłodzone przypadkowo, brak głębokiego przekazu może zostać usprawiedliwiony.

Kocham Ewę. Bo wprowadziła mnie już w świąteczny klimat. Bo mi rzuciła Last Christmasem i opowiadała o pieczeniu pierniczków, jeżdżeniu na łyżwach, kakałku na parapecie, kiedy za oknem prószy, o śnieżkach, o wieczornych spacerach. ♥ 
Read More

czwartek, 20 października 2011

#120

Dobry wieczór. Za chwilę dwudziesta druga. Ala sobie słucha The Pretender Foo Fighters. I tak sobie myślę, że naprawdę jest mi dobrze w tej szkole. Spodziewałam się czegoś innego, spodziewałam się swego rodzaju codziennego zapierdolu. No i niby tak jest, że codziennie chodzę spać koło trzeciej w nocy, nie wysypiam się, pijam kawę hektolitrami i generalnie wyglądam jak trup człowieka, ale to wszystko tylko z mojego niezorganizowania. Tylko i wyłącznie. Bo niby wymagają, plują się, rzucają jedynkami na lewo i prawo, ale tak na dobrą sprawę nie jest strasznie. Ktoś mnie nawet ostatnio zapytał, czy nie wolałabym być teraz w gimnazjum, czy nie wolałabym tam wrócić. Tylko, że liceum a gimnazjum to jak niebo a ziemia. Byłam tam ostatnio. Nawet parę razy, sprawy różne tego wymagały. I mówię mocne "nie" na pytania, czy nie chciałabym wrócić do gimnazjum. Może to kwestia mojego podejścia? Może to takie moje lekkie wyjebanie na wszystko? No dobra, nie na wszystko, bo jest parę, a nawet dużo spraw, na których cholernie mi zależy. Żebym tylko się na tym moim wyjebaniu nie przejechała, bo rocznik niżej jest troszkę... No... Nie wszyscy, ale no... No muszę zdać tą pierwszą klasę, tyle.


Z czymś takim fajnie się zasypia.

Cieszy mnie tylko fakt, że najcięższa część tygodnia jest za mną. Tygodnia, który tak sprytnie sobie znika z szybkością nadzwyczajną. No i dzisiaj miła niespodzianka. Miłe to było, nawet jeśli wymuszone, albo tylko dlatego, bo "tak wypada". Whatever, miło dzisiaj było. Tak generalnie, miły dzień. Lekki. Taki normalny. Wszystkie powinny być takie. Nawet sprawdzian z geo był miły. Mieszko na koniec dnia wprawił mnie w spazmatyczne śmiechy. Że co? Że ludzie z drugiego jak nie mają kasy, to piją denaturat? Spoko!

No i ten, Maczek sobie wraca ze Stanów, a ja sobie myślę, jak to fajnie byłoby tam polecieć. I nawet sobie pomyślałam, że jak już będę na tym AGH, SGH albo AON-nie, to sobie polecę tak jak Maczek na trzy miesiące. I sobie tam będę mieszkać. Tylko ja się nie wpakuję w więzienne hostele. :P

Wanna have a champagne shower?
Read More

poniedziałek, 17 października 2011

niedziela, 16 października 2011

#118

Dwie kawy w ciągu godziny chyba nie były za dobrą decyzją. Biorąc pod uwagę, że miałam cały wieczór na naukę, a nie zrobiłam praktycznie nic, nie były mi one potrzebne. Mam tylko nadzieję, że prof. Śmigiel nie trzepnie mi jutro sprawdzianem przed nosem, a z fizyki nie zastanę kartkówki. To, że z biologii polegnę, jest bardziej niż wiadome. Mamy 2:05, o 6:00 wstaję. Bosko.
Maczko zrobił mi ochotę na Toronto. Ponoć jest tam pięknie. Za to w Montrealu podobno są fajni faceci. To kiedy lecimy na weekend do Kanady?

Cześć i czołem, bo jutro od ósmej do osiemnastej jestem poza domem i te niecałe cztery godziny snu jednak dobrze by mi zrobiły.
Read More

sobota, 15 października 2011

#117

Dobry wieczór. W sumie to powinnam "dobra noc", ale z racji, że przyjęło się to jako pożegnanie, głupio by brzmiało na powitanie. Niech będzie ten "wieczór". Mamy 3:04 na zegarze. Powinnam już dawno spać, bo niedziela zapowiada się na bardzo męczącą, więc mój organizm powinien przyswoić jakieś dziesięć godzin snu. Tymczasem dobrze będzie, jak położę się przed czwartą. Biorąc pod uwagę, że obudzą mnie koło dziesiątej czy jedenastej, łatwo można obliczyć, o ile mniej godzin snu będzie tej nocy. No, a w nocy z niedzieli na poniedziałek położę się też pewnie przed pierwszą czy drugą. A obiecałam sobie, że pierwsza klasa liceum będzie rokiem, w którym zacznę się wysypiać. Mhm, mądrze, Alu, mądrze myślisz. Wprowadź to jeszcze w czyny, a będzie fabulous.
EwaEwaEwa ze swoim facetem do mnie dzisiaj wpadła późnym wieczorem. Ekhm, mieliśmy oglądać Ludzką Stonogę, ale jakoś tak wyszło, że skończyło się na moim stwierdzeniu, że pocałunek dziewczyny w czoło przez drugą dziewczynę można uznać jako stosunek analny partnerów heteroseksualnych czy coś tam. Ewuniu, pomóż mi i przypomnij, jak to dokładnie brzmiało. Dodatkowo Ala wykazała się bujną wiedzą biologiczną i znajomością podziału zwierząt na królestwa. Tak, Konrad z Ewą musieli mi przypomnieć, że mój żółw jest gadem i nie rodzi się poprzez jako taki poród z brzucha mamy-żółwicy. Tutaj to mi nawet wymówka Nie jestem w klasie b-ch! nie pomoże. No cóż, ech...
Co na Laście? Foo Fighters i Red Hot Chili Peppers dzisiaj. Mega pozytywnie, jutro też chcę, żeby tak było.
I och, skurczyłam się. Ala jest niższa. Ala jest NIŻSZA. ALA JEST NIŻSZA. Wspaniałe 178 cm. Dziękuję. Dobranoc.

PS. Nie wiem, Maczku, czy w ogóle czytasz jeszcze czasem tego bloga, ale chciałam tylko przypomnieć, że to coś pod klawiaturą nadal się klei i to coś ciągle czeka, aż przyjdziesz i to wyczyścisz. Wiesz, ja chciałam, ale to coś się na mnie wydarło Ala, nie! To jest iście królewska robota, niech więc przyjdzie Piotr Król i to wyczyści!. No widzisz, miałam szczere chęci. I nie pytaj, czemu Ty akurat masz to robić. Jakoś tak, wiesz, jak to jest. Prawo dżungli.
Read More

czwartek, 13 października 2011

#115

Z racji, że nie za bardzo uznaję tych nijakich pór roku, jakimi są jesień i wiosna (choć co do tej drugiej prawie zawsze zmieniam zdanie, kiedy po lutowej czy marcowej plusze robi się ciepło), na blogu powoli zaczyna panować zima. A zima kojarzy mi się z tymi oto kolorami; beż, ecru, ciepła szarość. I lubię zimę, taką puszystą, śnieżną, lekką, mroźną. I lubię te wszystkie tandetne i oklepane świąteczne piosenki, poważnie. Jak zaczyna się grudzień, Ala siada sobie wieczorem przy komputerze, włącza All I Want For Christmas Is You kobiety, która nazywa się Mariah Carey, popija ciepłą herbatę z cytryną i jest fajnie. Minioną zimę spędziłam praktycznie cały czas w domu z wiadomego powodu. Tyle o ile, że listopad i początek grudnia były miesiącami jako tako mroźnymi i trochę tego śniegu dane było mi zobaczyć. No i 24 grudnia jak próbowałam się doczłapać do samochodu w czwarty dzień po operacji. A szwy ciągnęły jak skurwysyn...



PS. Jeśli coś jest nieczytelne, dajcie znać.  
Read More

środa, 12 października 2011

wtorek, 11 października 2011

#113

Leżę w łóżku, powinnam spać. Ale nie, Ewa przypomniała mi o istnieniu "Króla Lwa", pół godziny i film już był na dysku. Płakać, płakałam. Owszem. No bo... kto nie płacze na "Królu Lwie"? Jestem pewna, że TY też.
Choróbsko mnie wykańcza. Mam tylko nadzieję, że jak jutro wstanę, będzie lepiej. Za dużo rzeczy dzieje się poza domem. I, paradoksalnie mówiąc, chcę iść do szkoły. Seriously, tam jest naprawdę fajnie. Pomijając te wszystkie szmaty (och, mama wie tylko o trzech), lubię tam chodzić. Bo jest tam ktoś, dla kogo warto tam chodzić.
Ugh, zrobiło się za poważnie. Hakuna matata, idę spać, dobranoc.

PS. Papier toaletowy jest bardziej ekonomiczny podczas kataru, niż chusteczki higieniczne, wiecie?
Read More

piątek, 7 października 2011

#112

O matko!  Wróciłam sobie właśnie z densów z Ewcią. Pokręciłyśmy sobie bioderkami, tyłkami i innymi walorami przez godzinę. Super sprawa, baaardzo mi się spodobało. :P
Wreszcie weekend, który i tak zleci cholernie szybko jak poprzedni. Ale jutro idziemy sobie na ośrodek. Byle tylko nie było pogody na minusie.

let yt rejn ołwer miiiiiiiiii
zatrzymaj, bach, bioderko i tyłek!
nisko, nisko, seksownie i bioderko! 
 
Read More

czwartek, 6 października 2011

#111

Kolejna szmata. Muszę wziąć się w garść, bo ten... to już chyba nawet przestaje być śmieszne. A będzie jeszcze mniej śmieszne, jak mama dostanie dostęp do dziennika elektronicznego.

Wersja robocza zapisana o 20:50

Okej, pomalowałam paznokcie i powracam do pisania.

Wersja robocza zapisana o 21:31

No, jestem. Prezentacja na wok, polski, matma. No fajnie, znowu nic nie zrobię.


No i co, no nie mam o czym napisać, Karo. Nie mam polotu i finezji. Powiem tylko tyle, że jutro rozdam katalogi, a za tydzień zamawiam.
I pozdrawiam Tomeczka, który mógłby zacząć odpisywać na smsy!
Read More

środa, 5 października 2011

#110

Mija godzina za godziną, a Ala jeszcze nie zaczęła tego, co miała zacząć. Mija dzień za dniem, a Ala nie podjęła się tego, czego miała się podjąć. Mija miesiąc za miesiącem, a Ala nadal nie wzięła się na tyle w garść, na ile miała się wziąć. I co? I pstro, znowu ujawnia się mój słomiany zapał. Tylko najgorsze jest, kiedy człowiek się czegoś podejmie, a druga osoba jest tym kłopotem swego rodzaju. Wtedy albo trzeba dać sobie spokój, albo dać z siebie wszystko. I to jest ten największy dylemat sytuacyjny. A że Ala zawsze ma problemy w takich chwilach, toteż siedzi na dupie i myśli co zrobić. I w chuj uniemożliwia jej to mrugające coś co chwilę na monitorze. I znowu nasuwa się ten sam dylemat...

Tak, powinnam teraz pisać polski, angielski albo matematykę. O niemieckim nawet nie wspomnę. Ale tak sobie zaczęłam wspominać, jak to mam w zwyczaju ostatnio. Na tyle, na ile sięgam pamięcią, to lata 2010 i 2011 są jednymi z najlepszych dotychczas. Serio, wydarzyło się tyle zajebistych rzeczy, poznałam tylu zajebistych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. W 2010 Hiszpania, w 2011 Grecja. W obu krajach było pięknie, ale to towarzystwo dopełnia wszystko. I z tego miejsca chcę pozdrowić Ewę, która umila mi niemalże każdą chwilę swoją osobą. Kocham Cię, głuptasie.
 Przełom tych dwóch lat może i nie był najlepszym okresem w moim życiu, ale zaowocował całkiem nieźle. Nie będę pisać już w co, bo wspominałam już o tym chyba pisząc notkę z wspomnieniami z roku szkolnego. I ten, chyba się zmieniłam. A raczej (cytuję) "ktoś mnie zepsuł, nie ma już Alusi, jest Alicja". HUEHUE, przepraszam najmocniej, ale taka kolej rzeczy. :*

No i co, szmata za szmatą szmatą pogania.  


Read More

wtorek, 4 października 2011

poniedziałek, 3 października 2011

#108



Ciągle bawię się Instagramem, przepraszam. (:
Teoretycznie powinnam robić teraz prezentację na informatykę. Praktycznie niespełna półtorej godziny temu wróciłam do domu po obejściu połowy miasta i załatwieniu paru spraw. Od następnego tygodnia hiszpański! Como estas, bejbe? A Coca-Cola w lodówce w Kauflandzie zmrozi się do jutra na bank! A, jutro siłownia,
I ciągle, ciągle, CIĄGLE ociekam szczęściem. Hyhy, nie zniszczcie tego.
  • kartkówka z polskiego
  • sprawdzian z matematyki
  • NIEMIECKI
  • PP...
  • prezentacja na informatykę
Pocisnę!


Read More

sobota, 1 października 2011

piątek, 30 września 2011

#106

No i tak zasiadłam, by napisać coś wartościowego. mija parę minut Dobra, nic wartościowego dzisiaj nie spłodzę. Przywieźli mi wreszcie rolety i nikt mnie już nie widzi i mogę robić w pokoju cokolwiek mi się żywnie podoba i nikt nie będzie tego widać, hyhy.
Ktoś mógłby się sprecyzować.
A łóżeczko mam naprawdę super - wygodne, duże, nie za twarde ani za miękkie.  
Read More

czwartek, 29 września 2011

środa, 28 września 2011

#102

Nie lubię, nienawidzę wręcz, kiedy ktoś robi mnie w chuja. Już nawet nie chodzi o to, że zwalniałam się niepotrzebnie z lekcji, ale stanie jak słup soli we Włókniarzu po nic nie było zajebistym doświadczeniem. 

I tak sobie teraz przenoszę wszystko z laptopa na stacjonarny pendrivem 8 GB, bo nie mam dysku zewnętrznego i nie potrafię skonfigurować połączenia LAN. I tak kopiuję muzykę, której nie słuchałam od miesięcy. I tak doszłam do wniosku, że każdy miesiąc mojego ostatniego roku ma własną ścieżkę dźwiękową. I to takie fajne jest, bo jak słucham danego zespołu, od razu na myśl przychodzą mi wydarzenia z danego miesiąca. Styczeń - kwiecień to bardzo burzliwa płyta by była.
Read More

wtorek, 27 września 2011

poniedziałek, 26 września 2011

#100

I po co ja tu siedzę? Powinnam się ogarnąć, wziąć do roboty. Idę po najmniejszej linii oporu i chociaż z pozoru jest to łatwe i wygodne, to później dostanę po dupie. I niby mogłabym zrobić teraz zwrot o 180 stopni, mogłabym coś tam zmienić i naprawić, to mi się najzwyczajniej w świecie nie chce. Jestem takim pierdolonym życiowym leniem w każdej dziedzinie życia codziennego. No, to chyba pozostanę z tym stanem rzeczy na razie.

Od paru dni chodzą mi po głowie przyjemne myśli. I nie są to bynajmniej jedynie myśli erotyczne. Bo sobie coś uświadomiłam. Jest coś, do czego chcę w życiu jednak dążyć. MAM jakieś cele, które chcę osiągnąć. No, ale to kosztowało, kosztuje i będzie kosztować ciągle. W takim razie, wciąż pozostając życiowym leniem, muszę spiąć poślady i iść po swoje. Coś, co mi się należy.

I mam dziwne wrażenie, że druga część postu jest totalnym zaprzeczeniem pierwszej, ale to naprawdę ma sens. Przynajmniej w mojej głowie. Ze świadomością tych wszystkich faktów.

Karolinko, zaobserwowałam. Ewo, jestem z Ciebie dumna.
A teraz idę dalej pisać polski i matematykę. Dobranoc, dziękuję. To już setny post. Było ich wiele, wiele więcej, ale nastał taki moment w moim życiu, że musiałam poprzednie pokasować, bo poznałam Ciebie, lol.
Read More

sobota, 24 września 2011

sat ur day, maaan

Leżę sobie w łóżku, testuję touchowe aplikacje (m. in. Blogger App) i myślę o tym, czy aby nie muszę wstać i zapieprzać po książki.
Poza tym, kroi się piękna wizja środy - tylko dwie pierwsze lekcje, a później do Włókniarza odevrać jakąś tam nagrodę z jakiegoś tam konkursu o Stanach w gimnazjum. Anyway, ważne, że nie będzie mnie na fizyce, chemii i czymś tam jeszcze.
To ja idę się ogarnąć.
Read More

czwartek, 22 września 2011

środa, 21 września 2011

wtorek, 20 września 2011

be

Cześć.
Za 28 minut minie wtorek, a ja już mam dość. Tyle o ile, że widok pewnych twarzy w szkolnych murach podnosi mnie na duchu. Naprawdę podoba mi się to liceum, a kwestia nauczycieli nie ma tutaj nawet najmniejszego znaczenia. Londyn czeka.
Miałam napisać coś życiowego, głębokiego i fajnego, ale chyba jest za późno. Farbnęłam włosy. Cóż za życiowa informacja. Wiem, nie zaśniecie.
[TV series maniac mode on]Jestem w trakcie ostatniego odcinka drugiego sezonu Pamiętników Wampirów, jutro w nocy będzie drugi odcinek czwartej serii 90210, nadrobię PlotkaręGlee. Może zacznę coś nowego. Czuję, że już i te moje trzy godziny snu się zmniejszą. 

Dobrze, a teraz Ala idzie się uczyć. A przynajmniej łechtać swoje ambicje myślą o nauce.
Read More

czwartek, 15 września 2011

Połowa

miesiąca minie o północy. Zleciało, że szok. Aż mi się zapomniało, szczerze powiedziawszy, o tym blogu. Ktoś mi dzisiaj rano skutecznie przypomniał, kiedy to biegłam do szkoły, jedząc śniadanie. Dziesięć dni roboczych lekcji minęło. Mogę już coś opowiedzieć. 
To, że Pani Profesor Jej Mość Od Historii najchętniej bym zrzuciła ze schodów jest oczywistością. Dzisiaj dołączyła do niej Pani Lucynka. No cóż, widać jakie jest moje zamiłowanie do nauczycieli przedmiotów humanistycznych. Kristofer jeszcze ciągnie, ale jego żarty i docinki z lekcji na lekcję stają się coraz bardziej nudne i przewidywalne. Gęba poszła na zwolnienie = nie zdam z chemii.
Szkoła nawet mi się podoba. Jest miło. Super ludzie, otoczenie. Asia pewnie tego nie przeczyta, bo nie zdążyłam jeszcze jej uświadomić, że istnieje coś takiego, co właśnie czytasz, ale chciałam zdementować plotki, jakobym miała super wielki fetysz stóp. Wolę dłonie, hyhy. Zapomniałabym dodać, zajebisty radiowęzeł. I kawka. ♥

Nagraliśmy sobie podcast, posłuchaliśmy go sobie, wrzuciliśmy (no dobra, okej, Jakub wrzucił) na Wrzutę i heja. Przeboleję mój głos od siedmiu boleści, fajnie było. Bo zaczął się czwarty sezon 90210, właśnie zasysam odcinek. Jeśli się wciągnę (a najprawdopodobniej tak będzie), znowu przestanę spać po nocach. Już w wakacje tak było, jak w Zakopanem się natknęłam na bysiowe audycje. Cholera, mamy rok szkolny, muszę ograniczyć swoją dobę do jakiejś... trzeciej w nocy? Byłoby super, cztery godzinki snu i do szkoły. I do czwartej, powrót i znowu. Taki kołowrotek. 

Kiedy mamy jakąś dłuższą przerwę świąteczną?

PS. Chciałam jeszcze dodać, że nie jestem fajtłapą, ani brudasem, a to, że się ubrudziłam śniadaniem w drodze do szkoły, nic nie znaczy. Tak, to do Ciebie. :P
Read More

środa, 7 września 2011

poniedziałek, 5 września 2011

kickstarts

AND THE LOVE KICKSTARTS AGAIN

Zdecydowanie nie lubię tego uczucia, kiedy wracam do domu, ledwie coś zrobię, przychodzi wieczór i siedzę z myślą, że mam do COŚ do zrobienia. W sensie szkolnym. Paradoksalnie lubię po części samo chodzenie do szkoły. Tym bardziej, że jest nowa klasa, fajna klasa (o czym wczoraj zresztą pisałam). Chociaż tutaj muszę wspomnieć, że do cholery jasnej, skoro wszyscy tacy wygadani na Facebooku, to czemu na szkolnym korytarzu milczą jak zaklęci? Akurat ja, Ala i Damian jakoś ogarniamy, ale reszta... No cóż, mam nadzieję, że to tylko tymczasowe. Ale wracając do tematu - stanowczo nie lubię tego, że muszę coś robić w moim czasie wolnym. To ma być czas na odpoczynek od szkoły/po szkole, żeby nabrać sił i energii na kolejny (teoretycznie pracowity) dzień w szkole, tak? To dlaczego zalewają (no może nie jeszcze, ale wkrótce z pewnością) nas masą zadań, ćwiczeń, nauki itd.? Czy szkolny program nauczania, jak sama nazwa wskazuje, nie powinien być realizowany W SZKOLE? No tak, ale tak to już jest, że samo szkolnictwo jest na tyle rozwinięte, że to po prostu niemożliwe. Kurwa.

Where is Konewka? - cytat dnia dzisiejszego, język angielski, konwersacje

Miałam w sumie napisać coś a propo wymienionego na górze cytatu z piosenki, ale się powstrzymam. Zawijam odrabiać lekcje (?!). Tak, odrabiać lekcje... Ale jeszcze przejrzę forum, Facebooka, sprawdzę, co na Poplerze, Pudelku, Kwejku, Byście?, zajrzę na Lasta, ściągnę jakąś aplikację na iPoda, w sumie Google+ by obejrzeć i jeszcze coś tam... 

Dobranoc! 

Read More

niedziela, 4 września 2011

skipping a beat

Sometimes my heart is skipping a, skipping a beat
I've got a bomb blast ticking in, ticking in me


Okej. Czyli piątek mam za sobą. Jutro poniedziałek, kołomyi początek. Ważne, że reszta klasy jest w miarę tak samo jebnięta jak ja. I nie zawsze myślimy w grzeczny sposób. Będzie cool.

A teraz posłucham Paolo Nutini i I'm From Barcelona. I przepiszę matematykę. Dobranoc.
Read More

sobota, 3 września 2011

Po pierwszym dniu mam
  • już ochotę zepchnąć ze schodów Kozioł-Machel

  • wrażenie, że na lekcjach matematyki nie będę się nudzić

  • pewność, że będą to jedne z najlepszych lat mojej edukacji

  • wciąż niekupione zeszyty, książki i wszystko inne, nie chce mi się

Więc no, zaczynam opierdalać się kolejny rok. Może być ciekawie zważając na fakt, że w tej szkole opierdalanie się nie jest mile widziane. Ale czuję, że z Gurakiem się dogadamy. On będzie myślał, że jesteśmy nikim, my, że jest niedopieszczonym matematykiem po pięćdziesiątce. Tak, będzie kolorowo. 
Read More

środa, 31 sierpnia 2011

wtorek, 16 sierpnia 2011

16/08/2011

Cześć i czołem! Melduję się z Kościeliska. Jest zimno, ciemno, ale przynajmniej (chyba) nie ma komarów. Jutro planuję podbić Zakopane, pojutrze jakieś szlaki, a popojutrze Białkę Tatrzańską. Brakowało mi gór jakoś, a jak już jestem, to mi zimno.
Mam już czerwone ściany w pokoju. Kurewsko czerwone. Jest pięknie. ♥ Po przyjeździe rodzice przykleją tapetę w zebrę, ogarnę ten brud i będzie jeszcze piękniej. Z tym, że nie mam łóżka do października najprawdopodobniej. Nie żebym się do kogoś wpychała na łóżko, fajnie się śpi na materacu hahahahah :D
Niedziela minęła ABSOLUTnie wyborowo w towarzystwie Ewy. Hłe hłe, jesteś boska. ♥

Btw. BYŚCIE Bena Afflecka? Byśmy!
Btw. 2 Jest fajnie. Wciąż jest fajnie!
Btw. 3 Dziś jeszcze wrzucę film z rejsu na Skiathos. :)
Read More

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

8/1/2011

więc tak
czasem trzeba wyluzować i zrobić coś szalonego
i ja właśnie coś takiego robię
i proszę, nie martwcie się (Ty w szczególności, potrafię o siebie zadbać, zresztą mówiłam Ci o tym, ale Ty po chamsku nie odpisujesz)

nadrabiam Plotkarę, nadrobię 90210, zrobię coś fajnego
i rozmawiam z zajebistymi ludźmi, w nocy
Read More

czwartek, 28 lipca 2011

7/28/2011, chillin'

Okej, to jestem już na działce. Po wczorajszej przeprowadzce jestem masakrycznie padnięta, a to jeszcze nie koniec sprzątania w blokach. Co roku nie obchodziło mnie to, co się dzieje w blokach, ale tym razem będzie inaczej. Trzeba wszystko wyjąć z półek, bo będzie remont. Szczerze powiedziawszy mam już dość tych remontów. Do tego całą noc było mi zimno, a dopiero rano zobaczyłam, że nie zamknęłam okna na noc...
Położyłam się przed piątą, bo oglądałam Burlesque. Nie będę ciągnąć, dlaczego to oglądałam, bo stanę się maksymalnie monotematyczna.
Obiecane zdjęcie dla Jaśmy :D
Read More

poniedziałek, 25 lipca 2011

sobota, 23 lipca 2011

almost two weeks

Jakie są wartości innych ludzi? Czy można je ot tak nagle diametralnie zmienić? Chyba jednak można.

Nie było mnie tutaj prawie dwa tygodnie. Tyle się działo, ale cholernie nie chciało mi się tutaj zaglądać. To znaczy zaglądałam, ale o pisaniu nie było mowy. Powiem szczerze, że nawet przeszło mi przez myśl, żeby tą przygodę z blogiem zakończyć, ale jednak czasami on mi się przydaje. Chociażby jako ostatnia deska ratunku, kiedy pożera mnie gigantyczna nuda. Nuda? Tyle rzeczy do zrobienia non stop, a ja śmiem mówić o czymś, co ludzie nazywają nudą...
10 lipca było ognisko. Z pewnością nie ostatnie w takim składzie. Było fajnie, pomijając mój gnój zamiast trampek po nocy. Jednak uprałam je i nadają się do pokazania na zewnątrz. 13-15 lipca to dni spędzone w Łodzi. Z tego miejsca, choć nie wiem, czy to czyta, chciałam pozdrowić i podziękować za użyczenie łóżka w swoim mieszkaniu Kasi. Mój świadek z bierzmowania, super dziewczyna, studentka drugiego roku Europeistyki na UŁ, najlepsza i najukochańsza kuzynka na ziemi. No i w Łodzi mają fajnych murzynów. :D Powrót nie obył się bez utrudnień, bo nasze polskie PKP nie byłoby polskim PKP, gdyby coś nie poszło nie po naszej myśli. Tak więc spędziłyśmy fajne popołudnie na dworcu w Koluszkach zajadając się bułkami, twarożkiem i parówkami.
Zleciał już miesiąc wakacji, a ja ich kompletnie nie czuję. Może to przez to, że wciąż mieszkam jeszcze blokach, zamiast na działce? Niestety, ale przez remont nie dane było nam wynieść się do domku letniskowego na działce, więc cały lipiec spędzimy chyba w blokach. Brakuje mi tego, że mogę o dziewiątej rano wyjść w samej piżamie na trawę, położyć się na łóżku polowym i zjeść na dworze śniadanie. Brakuje mi też tego, że mogę do drugiej w nocy siedzieć na tarasie (po remoncie jest jeszcze większy!), pić herbatę, rozmawiać z Kasią i innymi, grać w Scrabble i w ogóle. Ponoć już w poniedziałek idziemy tam sprzątać, a we wtorek mama chce już tam spać. Ja w to nie wierzę, no ale jak ona tak mówi, to coś w tym musi być hahahah...
No tak, było jeszcze parę spraw, które przyprawiły mnie o szybsze bicie serca, wymioty czy łzy. No cóż, nasze życie nie zawsze jest jak kraj mlekiem i miodem płynące.

Teraz tylko jakiś sierpniowy wyjazd, bo nie WYTRZYMIĘ tutaj dłużej.
Poza tym, wyszłabym gdzieś.
Read More

niedziela, 10 lipca 2011

#82

No i mamy kolejną niedzielę wakacji prawie za sobą. 
Z utęsknieniem i zanikającą wręcz nadzieją czekam jutro na bluzę, która została wysłana priorytetem w zeszły czwartek. 
Jutro w nocy ognisko, które zapowiada się całkiem całkiem. 
W środę wyruszam do Łodzi na noc lub dwie. Do kuzynki.
Chyba zakończę pewien etap w moim życiu. Ten, co do którego miałam wiele wątpliwości. To już zaczyna nie mieć sensu.
Od jutra nie ma rodziców.
Nie będę miała dużego łóżka. 
Nie ssę ślimakom i nie połykam. Jasne?
RICHIE SAMBORA MA DZISIAJ 52 URODZINY. OCH! HAPPY BIRTHDAY, RICHIE! ♥



Jego głos jest jak afrodyzjak. I działa dość dobrze. 
Read More

sobota, 9 lipca 2011

it's hot here, my friend

Ciepło dziś. Mogłabym powiedzieć, że za ciepło, ale to w sumie nic, co było w Grecji. :P Ach, wróciłabym tam... Dziewięć dni totalnego chilloutu, plażowania, opalania, kąpania się, picia, tańczenia i śmiania się. I to w jakim doborowym towarzystwie. Nie ma bata, za rok jedziemy jako absolwenci.
Po raz kolejny powiem, że duży wzrost nie jest fajny, a co dopiero długie nogi. Cycki przynajmniej się przydają, kiedy w godzinach szczytu trzeba przejść przez pasy...
A dzisiaj pół dnia spędziłam na działce. Inauguracja sezonu grillowego dopiero. 




Poszłam spać przed piątą. I tylko śmiać mi się zachciało z tych wszystkich ludzi, który o tej porze w szlafrokach czy kurtkach wychodzili z psami przed blokiem. Chciało się pieska w blokach, to się ma.

4:42
Read More

piątek, 8 lipca 2011

*gone*

A co sobie nie napiszę posta o 0:38, jak sobie napiszę.
Przez ostatnie trzy godziny narkotyzowałam się lakierami do paznokci. Teoretycznie próbowałam doprowadzić je do stanu używalności. Jak mogłam się spodziewać, gówno z tego wyszło. Zachciało się Ali water marble... Mam tylko uwalone biurko, ręce, wszystko dookoła. Super. Good job, Ala!
W poniedziałek rodzice jadą na Węgry. Do piątku ich nie będzie. ♥ A, i grilla nie będzie chyba, bo panowie dalej pod nieobecność moich rodzicieli będą remontować dach. No chyba, że koło czwartku.

Mała Ala na dziś: 


PS. Niemiłosiernie wkurwia mnie, kiedy ktoś, kogo w życiu nie słyszałam na uszy, na oczy nie widziałam, dłonią nie dotknęłam czy z jednej michy nie jedliśmy, zaprasza mnie do znajomych na fejsie. Taki czelendż? Im więcej znajomych tym lepiej? Nawet jeśli mieszkam w NYC, a dodaję ludzi z Polski? No ogar...

PS. 2 TOMASZ, NIE WCHODŹ NA DRPG :D 
Read More

czwartek, 7 lipca 2011

środa, 6 lipca 2011

#77

Mamy prawie koniec pierwszego tygodnia lipca. A ja go równo przej... ekhm! zepsułam. Przespałam. Przegadałam. Przegrałam. I w ogóle. Muszę to zmienić jak najszybciej, bo w taki sposób to wakacji nie planowałam.
A dzisiaj posprzątałam w pokoju z myślą, że najpiękniejsza, najśliczniejsza, najinteligentniejsza, najbardziej pociągająca, najbardziej zabawna osoba pod słońcem (w pewnych kręgach zwana po prostu Ewą, ale tak mogą na nią mówić tylko wiajpis) wpadnie na moje M-3, a tu lipa. Wolborza jej się zachciało. Ja Ci to wypomnę. I będę Ci dokuczać. A jutro widzę Cię u mnie. Ten porządek długo trwał nie będzie... :P Nawet głośniki naprawiłam, co by nam muzyka grała w tle. No cóż, będziesz mi to musiała wynagrodzić, moja droga.
Tymczasem nie ma ciepłej wody. Ech...

A tak mi się zebrało na wspomnienia i odkopałam stare pudło. Tyyyle fajnych rzeczy w nim znalazłam. :) 

Miś, który był przyczepiony do torebki, którą dostałam od Magdy 9 lat temu. Torebka przepadła, ale on został.

Prezent od tatusia z 2000 roku. Pierwsze wczasy w Skowronkach, mała Alusia (lat pięć) dzielnie asystowała tacie, kiedy ten babrał się w wikolu tylko po to, żebym się uśmiechnęła i go wyściskała.

A teraz mała reklama. Super zespół, polecam. :)


A teraz dziękuję, dobranoc.
Nad szablonem pracuję. Jak na razie bez efektów.
Read More

wtorek, 5 lipca 2011

#76

No to tak. Wypadałoby nadrobić tą nieobecność na blogu przez parę dni. Co się wydarzyło? Oj wiele. Malowanie rancza w Teksasie z Ewą w parku, szarlota z Ewą (przy której obrobiłyśmy dupę wielu osobom, TOBIE też :D), były listy przyjętych w szkołach ponadgimnazjalnych. Była super pizza z klasą i gościem honorowym. Było spotkanie inaugurujące wakacje. Jej, tylko pogoda ostatnio się zepsuła. Jaśma wyleciała do Stanów. Tęsknię i zazdroszczę.

A Ewa jest na DRPG

Dziękuję, dobranoc.
Read More

#75

Nowy szablon. Jeszcze wygląda trochę chustkowo, ale dopracuję go wieczorem.

Zapomniałam dodać, że jestem już uczennicą II LO im. Stefana Żeromskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Tylko kuźwa nie ten profil... Ale ja to ogarnę. Na pewno nie zostanę w tej GIejowskiej klasie. O.
Read More

poniedziałek, 27 czerwca 2011

poniedziałek dwudziestego siódmego czerwca

Czyżby już wakacje? Wakacje?! No tak, wakacje. :D
Rozpoczęły się dość fajnie, było miło. Gra w puszkę, przystań, toalety na przystani, dało to wszystko radę. Ale punktem kulminacyjnym dotychczasowych dni wakacji była sobota. Miałam jechać na Gienka Loskę, ale nie wyszło. Po 21:00 przypomniało mi się, że od 20:00 jest audio stream z koncertu Bon Jovi z Hard Rock Calling 2011 in London! Biegiem do komputera, odpalamy stream, forum BJ i jedziemy. To było C U D O W N E! Począwszy od kondycji zespołu. Jon dał super show mimo kontuzji kolana. Wokal zajebisty wręcz. Dawno tak nie było. Publika szalała. (no a ja może bym nie szalała?) Richie "ujeżdżał" swoją gitarę jak rasowy casanova wśród gitarzystów. Poza Jonem to był jego wieczór. Dave, Bobby i Tico też nie schodzili poniżej swojego wysokiego poziomu. Był ogień. Dali trzygodzinny koncert. Setlista WYŚMIENITA:
1. Raise Your Hands
2. You Give Love a Bad Name
3. Born to Be My Baby
4. We Weren't Born to Follow
5. Lost Highway
6. It's My Life
7. In These Arms
8. Blaze of Glory
9. Lay Your Hands on Me
10. Captain Crash & the Beauty Queen From Mars
11. Bad Medicine / Pretty Woman
12. Hallelujah (Leonard Cohen cover)
13. When We Were Beautiful
14. I'll Be There For You
15. Who Says You Can't Go Home
16. I'll Sleep When I'm Dead
17. Hey God
18. Have a Nice Day
19. Keep the Faith

Encore:

20. Dry County
21. Wanted Dead Or Alive
22. Someday I'll Be Saturday Night
23. Livin' on a Prayer

Encore 2:

24. Always
25. These Days
26. Blood on Blood

Encore 3:
27. I Love This Town


Pewnie i tak Wam to nic nie mówi. Trudno. Chociaż nie, Tomasz ma jakieś już obeznanie chyba, nie? trolololol Powiem tak - weszłam na Lay Your Hands on Me. To ma kopa. Super rozpoczęcie jak dla mnie. Później Captain, więc ujdzie. Na medleyu Bad Medicine / Pretty Woman skakałam przed monitorem. Hallelujah na odpoczynek. I dla mnie i dla Jona i dla chłopaków z zespołu. Beautiful, czyli sztampowy numer prawie każdego koncertu. Żadne zdziwienie i neutralne podejście z mojej strony. I nadeszło I'll Be There For You! ♥ Jej, łza mi się zakręciła w oku. Ze szczęścia i z żalu, że nie mogę tam być. Ale ostro słuchałam dalej na słuchawkach. Później SZLAGIER It's Alright!, czyli Who Says You Can't Go Home. Naprawdę nie lubię tej piosenki, ale po czternastu tak zajebistych wykonach nawet to było super i cieszyło. Następnie Sleep, czyli piosenka, której tytuł jest moim swoistym credo. Hey God, czyli coś mocniejszego, czas na popis Richiego. Po tym przyszedł czas na HAND. I tutaj jest dziwna sytuacja. Jako studyjną wersję nie za bardzo ją lubię. Ale live zmienia wszystko... Jeśli tylko Jon na koncercie podoła zadaniu i śpiewa to tak jak należy, to jest show. No i KEEP THE FAITH z Jonem i jego marakasami. (którymi notabene jebnął się w głowę - http://www.youtube.com/watch?v=tz_aV8K7OS8 około 4:11) 
Encore 1. Dry County i Wanted, czyli znowu popis Richiego z ZAJEBISTYMI solówkami. (chociaż co do Dry County to polecam studyjną wersję)  Ale ej, Jon też jest w tym super. Później Saturday, podobnie jak z Who Says - nie lubię, ale jeśli dają TAKI koncert, to nawet takie kawałki są fajne. No i Livin' on a Prayer ♥ Ach, mistrzostwo. Zawsze, zawsze, wszędzie mistrzostwo. Jezus, śmiem rzec, że niemal docho... Albo nie, jednak nie. MISTRZOSTWO. Dobra, schodzą ze sceny po raz drugi. 
Encore 2. Always. No i tutaj serio się poryczałam. Ze szczęścia no. Że... o Boże, tak jakby pierwszy raz słyszę Always live. Do tego Jon zaśpiewał to miliard razy lepiej niż w Dreźnie (a dotychczas Drezno było takim wyznacznikiem zajebistej formy zespołu)! Łzy mi płynęły ciurkiem po policzkach, prześpiewałam cały tekst, no. Dobra, ale i tak nikt inny niż fan tego nie zrozumie. :P These Days i Blood fenomenalnie. Im bliżej końca, tym lepsza forma. Ale chyba gorzej z kolanem Jona, bo z tego, co widzę na filmikach z YT, to coś kulał pod koniec. No i poszli. Już tam ten gostek z radia sialalala, że super koncert, że dali radę. Coś tam mówi o kolejnych koncertach, a tam nagle publika w szał. I co się okazało? 
ENCORE NO. 3! Dali na koniec I Love This Town. Że niby kochają Londyn? Nie wiem. Wiem, że ja ich kocham. Tak z całego serca. Na dobre i złe. Och... 

Oto fragment recenzji z jednego z brytyjskich serwisów. Recenzent wystawił festiwalowi ogólną ocenę 6/10. I teraz uwaga - jedynym zespołem, który dostał 10/10 było Bon Jovi. Rod Stewart np. tylko 9/10  "Like an earthquake, the subsonic waves of anticipation for tonight’s headliner Bon Jovi (10/10) are felt long before the final, catastrophic impact. He slams through a set-list strewn with fan favourites like ‘Bad Medicine’, ‘You Give Love a Bad Name’ and ‘Living on a Prayer’, as well as covers of Roy Orbison’s ‘Pretty Woman’ and Billy Joel’s ‘Hallelujah’. Three hours begins to drag for some eager leavers, but the aftershocks are felt long after the speakers are turned off."
I portalu http://musosguide.com/hard-rock-calling-friday-saturday-2011/16245 "Bon Jovi’s mammoth three-hour headline set (how do you drum for three hours, solid?) is one-paced, short on humour but of course, packed with hits. ‘It’s My Life’, ‘You Give Love A Bad Name’, ‘Livin’ On A Prayer’, ‘Bad Medicine’ – they’re all there, and the screaming masses have the time of their lives. It would’ve been a welcome move if Jon and his friends acknowledged their own silliness, but instead we are left flat by a repetition of the same power chords to a slightly different tempo. A cover of Leonard Cohen’s ‘Hallelujah’ tips the set over into the deep end, and spontaneity doesn’t feel like an option here – it’s just one of Bon Jovi’s stops on a check-in/check-out world tour." 
 

Niedziela w Warszawie i Lesznie. Dzisiaj z Pauliną lody w Euforii. Jutro Focus. Dzieje się, dzieje. :D

PS. Zdjęcia z Grecji będą, jak się spotkam z Ewą i da mi płytę ze zdjęciami z Konrada aparatu. :D

PS. 2  A, jeszcze zdjęcia mojej gitary, o!




Read More

wtorek, 21 czerwca 2011

tmr i'll be happy

No więc tak. Nie mam czasu, żeby ogarnąć jakąś mądrzejszą, lepszą, dłuższą, zdjęciową notkę. Dlatego wybaczcie, ale nie zrobię tego też i tym razem. Jutro już wakacje, więc może jutrzejszy wieczór będzie końcem tego przekładania. Teraz tak - czas na podsumowanie roku szkolnego. 
Po pierwsze powiem, że zawsze mogło być lepiej. Wiele razy "fuksem" uniknęłam czegoś tam. I każdy by się cieszył, ale ja wiem, że prędzej czy później to wyjdzie. Ale na tyle nie jestem głupia, żeby się tym teraz zadręczać. Trudno, jak mus to mus. W sumie to jestem nawet dumna, że parę razy udało mi się zataić nieprzygotowanie przed WICEDYREKTORKĄ. Teraz mogę wszystko. O Boże, nie o piosenkę mi chodziło...
Pierwsze półrocze w sumie się dłużyło. Ciągłe przygotowania. A to do egzaminów, a to do bierzmowania. Zesrała się bida i piszczy. Jakieś tam wycieczki (jestem jedną z tych osób, które zapisują się na wszystkie możliwe), apele, wagary, kłótnie, spory, konfrontacje. Grudzień. W grudniu się wszystko pokomplikowało, bo miał miejsce mój cały zabieg, potworny ból, narkotyzowanie się ketonalem, ciągłe spanie, leżenie, zero chodzenia, w sumie spaprana cała Wigilia. A do tego wszystkiego choroba babci. Sylwester w domu, bom kaleką była. Praktycznie do końca ferii zimowych (czyli do końca stycznia) nie ruszałam się z domu za bardzo. Później teoretycznie musiałam to wszystko nadrabiać, te całe zaległości w szkole. Ale to też mi tak jakby uszło. Przez to drugie półrocze  było masakryczne. Egzaminy, bierzmowanie, biwak, Grecja. 
I jestem tutaj. W tym miejscu, 21 czerwca. Mam czerwony pasek, w miarę dobre oceny. To też mi uszło. A nie chcę, żeby cokolwiek mi uchodziło, no. No ale tak jest, trudno. Jutro po raz ostatni zobaczę tych wszystkich ludzi. Tak wspólnie, razem. I wiem, że będę płakać jak bóbr. (co prawda obiecuję sobie, że tak nie będzie, ale realia są inne) 
Jaki był ten rok? Generalnie udany, najlepszy. Wszyscy się zżyli, niektórzy ukazali swoje drugie oblicza. (z tego miejsca pozdrawiam Magdę - mistrzynię ciętej riposty!) I będzie mi ich brakować, każdego, każdego z osobna.
Jeśli chodzi o sprawy prywatne, pozaszkolne. O Boże, ile ich było... Wymienię tylko kilka, więcej nie dam rady. No tak, o kontuzji już mówiłam. Sprawy miłosne, to moje prywatne sprawy, nie będę o tym pisać. O, wiem! Zaczęłam udzielać się na forum Beverly Hills 90210! A żeby nie było lipy, to zapodam reklamą i linkiem - www.bh90210-forum.pl Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich tych ludzi, których tam poznałam (tak, Ciebie też, lolu), których polubiłam (tych których nie polubiłam też, bo przyjaciół powinno się mieć blisko siebie, ale wrogów jeszcze bliżej), których chciałabym poznać na żywo i tych, których już poznałam (co ja pieprzę, nikogo stamtąd jeszcze nie spotkałam!). Uwaga, robię dobry PR forum. Tam jest fajnie. Pomijając paru userów, których krótko mówiąc nie trawię, jest naprawdę super. Wcześniej ponoć było fajniej, ale mnie wtedy nie było, nie wiem. 
Lolu, dziękuję za płytę jeszcze raz. Zdzieram ją teraz mocniej niż ostatnio!

To chyba koniec tego ckliwego monologu. Chciałabym teraz walnąć jakimś rozczulającym cytatem, fajną sentencją czy złotą myślą, ale nie umiem. Dlatego powiem tak - dziękuję wszystkim (rodzinie, przyjaciołom, znajomym ze szkoły, spoza szkoły, znajomym z for) za towarzyszenie mi w tym roku szkolnym. Byliście wspaniali, bo dzięki Wam niejednokrotnie poprawiał mi się humor i uśmiech gościł na mojej twarzy. 

Kuźwa, ale wyszło ckliwie jednak... 
Read More

sobota, 18 czerwca 2011

#69

Dzień dobry, dobry wieczór.
Wczoraj bal. Nadal bolą mnie nogi (i przestać nie chcą), kolano ciągle boli (i przestać nie chce). Polonez wyszedł chyba dobrze, ale mieliśmy inny podkład, więc końcówka nie była tak fajna. Kapela grała znakomicie. Krój mojej sukienki nie pozwalał na zbytnio szybkie obroty, ale dałam radę. (Biskup, zapamiętaj następnym razem, że masz nie kręcić, no!) Późniejsze afterparty z Arkiem na korytarzu szkolnym o 0:30 też było super. I będzie mi Was brakowało, gnojki. Ale wakacje są długie, zdążymy coś skręcić wspólnie.
Jutro postaram się zapodać zdjęciami z Grecji i wycieczki do Warszawy. 

Żegnam Was piosenką, która udowadnia, że zbyt duża ilość imprez może zepsuć gust muzyczny.



Read More

środa, 15 czerwca 2011

i am back

Wróciłam! Boże, ile się działo, a ja tutaj cicho non stop.
Minęła Grecja, wycieczka roku! (zdjęcia niebawem) Nie wiem, czy już pisałam, że tata sprawił mi Epiphone Gibsona. Kupili mi winyla Bon Jovi "New Jersey". Mam torebkę z flagą Stanów Zjednoczonych. Miałam też niespodziewany format dysku. Tańczę w polonezie w piątek. Zapuściłam "Greatest Hits" Bon Jovi. To straszne,  ale dawno, bardzo dawno ich nie słuchałam. Ale o tym wszystkim więcej dziś wieczorem albo jutro.

I dziękuję za ponad 5000 wyświetleń bloga! :) 

Read More

wtorek, 31 maja 2011

hothothot

Wracam ze szkoły, patrzę na termometr, a tam:




Ta ciężko zapowiadana lekcja biologii wcale nie była aż taka straszna. Posiedzieliśmy od 13:30 do 15:30, pogadaliśmy, dostaliśmy piątki, poszliśmy. Z drugiej strony trochę mi smutno, bo to była w moim przypadku ostatnia już lekcja biologii w gimnazjum. I mimo tych wszystkich niepowodzeń, "Ala, przestań rozmawiać", zawalonych kartkówek, "Ala, mówiłam, przestań rozmawiać", będzie mi brakować Heniuty...
Ale za trzy dni będę już siedzieć w autokarze, z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, będzie chędogo wręcz. Szlachta musi balować.

A teraz Kuba. Dobranoc. 

Read More

poniedziałek, 30 maja 2011

sobota, 28 maja 2011

saturday-ay-ay

Zakichana sobota. Od niepamiętnych czasów wstałam przed ósmą w ten dzień tygodnia, a o 11:00 byłam już po zakupach, zmęczona, śpiąca. Przynajmniej sukienkę będę miała zajebistą.
Zdjęć z biwaku jeszcze nie będzie, bo nie zebrało mi się, żeby je w ogóle zrzucić na dysk. Ale postaram się to zrobić dzisiaj.
Jak ogarnę ten burdel w moim pokoju (i nie tylko w sumie), to zacznę ogarniać to wszystko, co muszę zrobić na poniedziałek. A trochę tego jest. I jak zwykle pewnie się nie wyrobię, bo jam jest w końcu Alicja.

A teraz proszę, spójrzcie na to, co znalazłam. Przed Wami Jamie Dornan
(kliknijcie w zdjęcia, są w dużej rozdzielczości, widać super fajne detale hohoho) 



Read More