Dwie kawy w ciągu godziny chyba nie były za dobrą decyzją. Biorąc pod uwagę, że miałam cały wieczór na naukę, a nie zrobiłam praktycznie nic, nie były mi one potrzebne. Mam tylko nadzieję, że prof. Śmigiel nie trzepnie mi jutro sprawdzianem przed nosem, a z fizyki nie zastanę kartkówki. To, że z biologii polegnę, jest bardziej niż wiadome. Mamy 2:05, o 6:00 wstaję. Bosko.
Maczko zrobił mi ochotę na Toronto. Ponoć jest tam pięknie. Za to w Montrealu podobno są fajni faceci. To kiedy lecimy na weekend do Kanady?
Cześć i czołem, bo jutro od ósmej do osiemnastej jestem poza domem i te niecałe cztery godziny snu jednak dobrze by mi zrobiły.
niedziela, 16 października 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
jutro lecimy, jutro
OdpowiedzUsuń