wtorek, 21 czerwca 2011

tmr i'll be happy

No więc tak. Nie mam czasu, żeby ogarnąć jakąś mądrzejszą, lepszą, dłuższą, zdjęciową notkę. Dlatego wybaczcie, ale nie zrobię tego też i tym razem. Jutro już wakacje, więc może jutrzejszy wieczór będzie końcem tego przekładania. Teraz tak - czas na podsumowanie roku szkolnego. 
Po pierwsze powiem, że zawsze mogło być lepiej. Wiele razy "fuksem" uniknęłam czegoś tam. I każdy by się cieszył, ale ja wiem, że prędzej czy później to wyjdzie. Ale na tyle nie jestem głupia, żeby się tym teraz zadręczać. Trudno, jak mus to mus. W sumie to jestem nawet dumna, że parę razy udało mi się zataić nieprzygotowanie przed WICEDYREKTORKĄ. Teraz mogę wszystko. O Boże, nie o piosenkę mi chodziło...
Pierwsze półrocze w sumie się dłużyło. Ciągłe przygotowania. A to do egzaminów, a to do bierzmowania. Zesrała się bida i piszczy. Jakieś tam wycieczki (jestem jedną z tych osób, które zapisują się na wszystkie możliwe), apele, wagary, kłótnie, spory, konfrontacje. Grudzień. W grudniu się wszystko pokomplikowało, bo miał miejsce mój cały zabieg, potworny ból, narkotyzowanie się ketonalem, ciągłe spanie, leżenie, zero chodzenia, w sumie spaprana cała Wigilia. A do tego wszystkiego choroba babci. Sylwester w domu, bom kaleką była. Praktycznie do końca ferii zimowych (czyli do końca stycznia) nie ruszałam się z domu za bardzo. Później teoretycznie musiałam to wszystko nadrabiać, te całe zaległości w szkole. Ale to też mi tak jakby uszło. Przez to drugie półrocze  było masakryczne. Egzaminy, bierzmowanie, biwak, Grecja. 
I jestem tutaj. W tym miejscu, 21 czerwca. Mam czerwony pasek, w miarę dobre oceny. To też mi uszło. A nie chcę, żeby cokolwiek mi uchodziło, no. No ale tak jest, trudno. Jutro po raz ostatni zobaczę tych wszystkich ludzi. Tak wspólnie, razem. I wiem, że będę płakać jak bóbr. (co prawda obiecuję sobie, że tak nie będzie, ale realia są inne) 
Jaki był ten rok? Generalnie udany, najlepszy. Wszyscy się zżyli, niektórzy ukazali swoje drugie oblicza. (z tego miejsca pozdrawiam Magdę - mistrzynię ciętej riposty!) I będzie mi ich brakować, każdego, każdego z osobna.
Jeśli chodzi o sprawy prywatne, pozaszkolne. O Boże, ile ich było... Wymienię tylko kilka, więcej nie dam rady. No tak, o kontuzji już mówiłam. Sprawy miłosne, to moje prywatne sprawy, nie będę o tym pisać. O, wiem! Zaczęłam udzielać się na forum Beverly Hills 90210! A żeby nie było lipy, to zapodam reklamą i linkiem - www.bh90210-forum.pl Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich tych ludzi, których tam poznałam (tak, Ciebie też, lolu), których polubiłam (tych których nie polubiłam też, bo przyjaciół powinno się mieć blisko siebie, ale wrogów jeszcze bliżej), których chciałabym poznać na żywo i tych, których już poznałam (co ja pieprzę, nikogo stamtąd jeszcze nie spotkałam!). Uwaga, robię dobry PR forum. Tam jest fajnie. Pomijając paru userów, których krótko mówiąc nie trawię, jest naprawdę super. Wcześniej ponoć było fajniej, ale mnie wtedy nie było, nie wiem. 
Lolu, dziękuję za płytę jeszcze raz. Zdzieram ją teraz mocniej niż ostatnio!

To chyba koniec tego ckliwego monologu. Chciałabym teraz walnąć jakimś rozczulającym cytatem, fajną sentencją czy złotą myślą, ale nie umiem. Dlatego powiem tak - dziękuję wszystkim (rodzinie, przyjaciołom, znajomym ze szkoły, spoza szkoły, znajomym z for) za towarzyszenie mi w tym roku szkolnym. Byliście wspaniali, bo dzięki Wam niejednokrotnie poprawiał mi się humor i uśmiech gościł na mojej twarzy. 

Kuźwa, ale wyszło ckliwie jednak... 

1 komentarz: