Biorąc pod uwagę zapowiadający się tydzień, wątpię w posiadanie choć trochę więcej wolnego czasu, żeby móc tutaj wkrótce cokolwiek napisać. Bo mija dzień za dniem, wszystko kręci się jak w kołowrotku, mała chwila na wzięcie powietrza do płuc i lecimy dalej. I tak niby było dotychczas, od września. Szkoda tylko, że tak jak mówiłam wcześniej, ten tydzień będzie gorszy. Dzisiaj w pewien sposób mi się upiekło z geografią, ale to nie znaczy, że odkładanie ciągle tego sprawdzianu na później jest dobrym rozwiązaniem. Jutro analiza z polskiego, czyli coś, na widok czego mam drgawki i niemalże wysypkę nerwową. Dwie godziny pisania o niczym. Ala i jej dopracowane do perfekcji lanie wody. W środę sprawdzian z chemii. I tutaj już nie jest "pod górkę", tu jest pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Byłam na maksymalnie dwóch lekcjach. Nie umiem nic. Żadna nowość. W czwartek sprawdzian z polskiego ZE WSZYSTKIEGO od początku roku. Już widzę tą piękną, kształtną i jędrną jedyneczkę. Plus wyżej wspomniany sprawdzian z geografii. W piątek robimy z siebie debili na czarno-biało, a od poniedziałku znowu. O, zapomniałabym, jutro sprawdzian z niemieckiego.
Dlatego też trzeba wziąć się w kupę i ociekając szczęściem, spiąć poślady i zacząć się uczyć.
Arbuz narzekający na swój żywot. To takie mainstreamowe...
Always look on the bright side of life ;)
OdpowiedzUsuńtę jedyneczkę* jeśli jesteśmy już przy języku polskim :D
OdpowiedzUsuńSiemka! Zdecydowałam się na założenie bloga. Jak chcesz/możesz to dodaj do obserwowanych:)
OdpowiedzUsuń