Co za dzień... Od rana coś robię. Poważnie. Szkoda, że od rana nie robię tego, co powinnam zrobić już w piątek, a nawet w środę. Ale o tyle dobrze, że w ogóle przypomniało mi się o tym wszystkim wcześniej, niż o 23:00 na przykład. No bo sprawa wygląda tak, że mamy wpół do jedenastej, a ja w sumie nie wiem, czy jestem dopiero na półmetku lekcji. Ale muszę Wam powiedzieć, że o niebo lepiej jest, kiedy zapalisz podgrzewacze w całym pokoju, puścisz nastrojową muzykę, popijesz to wszystko naturalnym kakałkiem, spojrzysz przez okno i zobaczysz, że z drzew spadły już niemalże wszystkie liście. No, niedługo zima. Porządna zima i z porządnymi mrozami. Może nie aż tak porządne, ale już pierwsze przymrozki mają być w ten weekend. Czekam z niecierpliwością. Do tego nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam powyższy suwaczek, który będzie tutaj wisiał aż do 24 grudnia.
niedziela, 6 listopada 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz