poniedziałek, 5 grudnia 2011


Nie, nie przestawiłam się na robienie zdjęć żelazkiem, ale cierpię na brak kabla USB do aparatu, który po remoncie zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach nawet nie wiem kiedy. Gdyby ktoś widział takiego smutnego i zapłakanego kabelka, to on jest mój. Mogę nawet zapłacić za znaleźne. My się kochamy i bardzo za sobą tęsknimy, no.
Ala nie byłaby sobą, gdyby przeżyła choć jeden dzień bez zrobienia sobie czegokolwiek. Tak. Altacet się kończy, bandaż uciska, a jutro do szkoły. I zero szans na łyżwy w tym tygodniu. Bosko. Ale następny tydzień należy do mnie. Żadna noga, żaden Altacet.

+ nie popadajcie w paranoję, to chore

2 komentarze: