sobota, 9 lipca 2011

it's hot here, my friend

Ciepło dziś. Mogłabym powiedzieć, że za ciepło, ale to w sumie nic, co było w Grecji. :P Ach, wróciłabym tam... Dziewięć dni totalnego chilloutu, plażowania, opalania, kąpania się, picia, tańczenia i śmiania się. I to w jakim doborowym towarzystwie. Nie ma bata, za rok jedziemy jako absolwenci.
Po raz kolejny powiem, że duży wzrost nie jest fajny, a co dopiero długie nogi. Cycki przynajmniej się przydają, kiedy w godzinach szczytu trzeba przejść przez pasy...
A dzisiaj pół dnia spędziłam na działce. Inauguracja sezonu grillowego dopiero. 




Poszłam spać przed piątą. I tylko śmiać mi się zachciało z tych wszystkich ludzi, który o tej porze w szlafrokach czy kurtkach wychodzili z psami przed blokiem. Chciało się pieska w blokach, to się ma.

4:42

0 komentarze:

Prześlij komentarz