piątek, 28 grudnia 2012

Limo Skyfall

1. Limonkowa bluzka, Mango
2. Kolczyki, Mango

Zaczęły się przeceny poświąteczne. Wysiew ludzi jak grzybów po deszczu, kobitki biją się o każdy skrawek materiału, faceci wyrywają sobie drogie zegarki z rąk. A byłam tam tylko 20 minut. Strach pomyśleć, co działo się gdzieś indziej.

No właśnie, nie dane było mi sprawdzić tego na własnej skórze, bo czas gonił - "Skyfall", Cinema City, 18:00. Jestem pod wrażeniem, ogromnym. Z tym, że ja koneserem nie jestem, nie znam się, pewnie nie zauważyłam wielu bubli, słabych momentów, błędów, wpadek, ale dla mnie, dla filmowego laika, film został zrobiony bardzo dobrze, rewelacyjnie wręcz. Po raz kolejny przekonałam się, że uwielbiam chodzić na filmy do kina, bo nie nowina, że duży ekran, dobra aranżacja dźwięku to diametralnie coś innego od komputerowych głośniczków i monitora. Już z T. zwróciliśmy uwagę na lepsze momenty - pociąg, Szanghaj, wyspa, metro. A oglądanie tego filmu ze świadomością, że było się w tych kilku miejscach parę miesięcy temu (Trafalgar Square, National Gallery, stacja Westminister i sama dzielnica City of Westminister) to naprawdę fajne uczucie. Jedno jest pewne - poszłabym jeszcze raz. Chce ktoś?
"Casino Royale", nadchodzę.


Read More

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po Świętach.

Mignęły jak te wszystkie asteroidy na niebie, które ogląda się latem, leżąc na wilgotnej od rosy trawie. Nie ma. Przykre. Nie wiem, co jest powodem tego, że nie zajęły w moim życiu ważniejszego miejsca. Naprawdę. Chciałabym umieć celebrować Święta, jak to było parę lat temu. Może ktoś kiedyś powie mi, jak się to robi. Może mi przypomni.
Jak zapowiadałam, tak zrobiłam. Wygląd się zmienił dość mocno. Ciekawe, ile wytrzymam tym razem. To tylko świadczy o tym, jak bardzo nie lubię zastojów, spraw stałych i niezmiennych. Dlatego po ponad siedemnastu latach życia w tej części świata duszę się. Chcę ten stan rzeczy zmienić, ale niestety to nie jest takie proste. Biorąc jednak pod uwagę moją upartość i chęć dążenia do celu, dopnę swego. Sooner or later.
Planuję nieco zmienić koncepcję prowadzenia bloga. Chyba za dużo się dzisiaj naoglądałam tych zagranicznych i jakieś nieograniczone ambicje się we mnie obudziły. Wróciły też postanowienia z przeszłości. Oh god... Ten Londyn. Tak bardzo w wakacje chcę do niego wrócić, że chyba po raz kolejny postawię na swoim i nie wiem jak, nie wiem z kim, ale spędzę tam najlepsze dni swoich pierwszych pełnoletnich wakacji.
Tymczasem żegnam się czule, słuchając Florence + The Machine. Tak bardzo smutek, tęsknota i pragnienie. Never let me go.
Read More

piątek, 21 grudnia 2012

let's begin again

Majowie przełożyli koniec świata, więc mogę spokojnie powiedzieć, że mam jeszcze trochę czasu na zrealizowanie trochę wczesnych postanowień noworocznych. A trochę ich jest. Nowo poznani ludzie zmotywowali mnie do działania, za co im bardzo, bardzo dziękuję.
Prawda jest taka, że przewartościowałam wiele spraw ostatnio. Z perspektywy czasu patrzę na kilka zdarzeń z minionego roku i trochę ze smutkiem, trochę z ulgą stwierdzam, że dobrze, że szybko były i szybko minęły. Sad but true. Czy ten rok był lepszy od 2011? Chyba jednak nie, niestety. Owszem, było wiele niesamowitych chwil, ale 2011 trudno będzie przebić. 2013 ma predyspozycje do wykonania tego zadania - koncert Bon Jovi w Gdańsku 19 czerwca. Marzenia się spełniają. :) Nie chcę dzisiaj pisać podsumowań (prawie) minionego roku, ale... ja chyba dorosłam. Tak, to cholernie patetycznie brzmi, ale to prawda. Nie nowina, że każdy dorasta. Ja tylko mocno to odczułam ostatnimi czasy.
Z Dżoaną tworzę listę "must to watch during Christmas". Niesamowite, że Niemiec może być taki przystojny. Chociaż w sumie w Berlinie dało się to trochę zauważyć. Dlatego też na pierwszy ogień idzie "Miłość z dzieciństwa".

Czasem warto przemilczeć pewne kwestie, aż ucichną, a nie bez sensu wywlekać coś na światło dzienne i borykać się z konsekwencjami własnych czynów. Czasem ktoś nie powinien się o czymś po prostu dowiedzieć.
Read More

czwartek, 29 listopada 2012

YT Narnia

Czwarta w nocy. W sumie to minuta po czwartej. Auć, dźwięk wyłączanego Windowsa zabrzmiał w głośnikach i mam nadzieję, że nie obudził rodziców. Jakaś wróżka genowefa od trzech godzin gada mi za głową. Pora ją uciszyć, pościelać łóżko i spróbować zasnąć. Ale najpierw nie obudzić rodziców...

W słuchawkach The Boy Least Likely To. Pod ciepłą kołderką, światła zgaszone, spokój.

Ten zakątek YouTube nazywany Narnią. Był ktoś tam już? Tak wspaniałe miejsce z mnóstwem indie, przesympatycznych ludzi i milionem pozytywnych emocji. To był pierwszy raz, kiedy zabłądzenie zaowocowało czymś pozytywnym. Kto wie, może zostanę tu na dłużej.

Nie powinnam była zostawać na nogach do tak późnej godziny. Trzeba się przestawić, ustawić, nastawić na odpowiednie tory. To jak ćwierć wakacji, jak ferie zimowe. A minęło tak szybko, że to naprawdę przerażające. Przerażające, jak można tak marnotrawić czas. To nie jest jedno z tych źródeł nieodnawialnych? Bo dana chwila nigdy się nie powtórzy. Czy nie mówiono, żeby chwytać każdy dzień i cieszyć się każdą chwilą? Może to był Paulo Coelho, może Kartezjusz. Nie wiem, ale miał cholerną rację.

Tak miła niespodzianka dziś. Niespodziewajka wręcz. Mały gest, a cieszy. Do tego rozmowa z moim Guru - Mrs. R. Scrapbooking nie jest zły. Można byłoby spróbować. Czyżby wyzwanie? Czemu nie, chyba nadeszła pora na stawianie odważnych kroków, podejmowanie ryzyka, stąpanie po cienkim lodzie. I nową pasję można po części do tego zaliczyć. Na liście jest jeszcze jedna rzecz do odhaczenia, ale to jest chyba za duży kaliber.


Dobranoc.
Read More

wtorek, 27 listopada 2012

beat it

Chyba polubię to nocne pisanie. Bo lubię pisać, kiedy najdzie mnie ochota, a nie wtedy, kiedy akurat pod ręką mam komputer, a mama akurat nie chce ze mną porozmawiać na, niewątpliwie zresztą, jakiś interesujący czy ważny temat.

Kiedy kończąc gimbazjum wychodziłam po raz ostatni z Szóstki jako uczennica tejże szkoły, spojrzałam na budynek zza siatki i z ekscytacją powiedziałam sobie, że właśnie tam przeżyję swoje najwspanialsze lata wczesnej młodości. No bo jak, przecież każdy mówi, że lata ogólniaka to najlepszy okres w życiu (no chyba, że ten ktoś już się wybrał na studia, to zupełnie inna kwestia imho). Tymczasem kubeł zimnej wody. Wprost na mój rozanielony łeb. Dorosłość. Nie mylić z pełnoletniością. Bo mimo naprawdę młodego wieku wszyscy tutaj ciągle próbują wsadzać nas w spodnie dojrzałości emocjonalnej, społecznej, odpowiedzialności. Resztę dopisać może sobie każdy, kto znajduje się w podobnej sytuacji. To nuży. Ileż można? Jak długo i jak bardzo intensywnie? Niektórzy wysiadają z tego pociągu o kilka stacji za wcześnie, z własnej woli lub przymuszeni. Ja chcę dojechać do końca, choć będzie trudno. Jedni uciekają od tego wszystkiego, oddając się swoim pasjom, udzielając się społecznie, śpiąc, rozmawiając z bliskimi, siedząc z podkulonymi nogami z brodą na kolanach i płacząc. Bo każdy jest inny. Oni tego nie widzą, ale ja dostrzegam to z dnia na dzień bardziej i bardziej. Z jednej strony to fascynujące, ale z drugiej prowadzi do konfliktów interesów. A to, znowu, jest bolesne. Jaka z tego konkluzja? Jeśli ktoś chce stąpać twardo po ziemi, musi przygotować się na ból, cierpienie i rozczarowanie. Ja nie noszę różowych okularów i nie mam twardej dupy. Ja wpadam na te wszystkie murowane ściany za każdym możliwym razem. Ale skoro inni sobie poradzili, ja też temu podołam. W każdym bądź razie, szkoła po półtorej roku z pewnością nie jest jak high school z amerykańskich filmów, to nie jest żadne american dream, na które zresztą Drugie powoli zaczyna się kreować.


Ale nie żałuję. Mimo wszystko.
Read More

poniedziałek, 26 listopada 2012

it always seems the same

Call you up in the middle of the night
Like a firefly without a light
You were there like a slow torch burning
I was a key that could use a little turning

(...)

Everything seems cut and dry
Day and night, earth and sky
Somehow I just don't believe it



I to wszystko jest takie bolesne. Naprawdę. Takiego cierpienia nie można sobie po prostu wyobrazić. A miliony ludzi każdego dnia to dotyka i nikt się o to nie prosi, nikt dobrowolnie nie zgotowałby sobie takiego losu. Bo najgorsza jest niewiedza.


Coldplay - The Scientist

smutek
Read More

niedziela, 25 listopada 2012

plusplus

Jeden dzień wystarczył, żeby wszystko powoli zaczęło się odmieniać. Oby o te przysłowiowe sto osiemdziesiąt stopni. A i tu z rozbawieniem przywołuję moje mylne spostrzeżenia. Za każdym pierdolonym razem obiecuję sobie, że więcej nie ocenię książki po okładce. A raczej po jej... recenzjach? Cholera, niezbyt ładnie porównywać człowieka do tak przedmiotowego posługiwania się książką. Bo prawda jest taka, że znowu się pomyliłam. Na szczęście. :) Bo jesteś siostrą, której nigdy nie miałam. Niemalże bliźniaczką, choć mówią, że zwykle bliźnięta bardzo się różnią, jeśli nie brać pod uwagę cech zewnętrznych. No nieważne, ja nawet wiem już, komu dziękować!

Szczęka, żyła, silna dłoń,
Odpływamy w męską toń.
Magia w oku, grzywką rzut,
Z ust sczytywać cię jak z nut.

ciąg dalszy nastąpi hehe :>
Read More

środa, 21 listopada 2012

good things

are mostly for bad people
No właśnie. Jak to się stało, że ktoś taki jak ja trafił na takie wydarzenie jak Puls Literatury? Dobra, wyolbrzymiam, ale poniekąd tak jest. Nigdy nie poszłabym na taki event jedynie bazując na szybkim spojrzeniu mimochodem na plakat. Nigdy. A tymczasem znalazł się ktoś, kto zaręczył, że się spodoba i dostatecznie namówił, żebym się tam w końcu znalazła. Chyba nigdy nie przestanę tej osobie dziękować. Dziękuję. Bo gdyby nie to, nie odświeżyłabym swojego spostrzeżenia na temat Tomka Bąka, nie poznałabym pana Marka Bieńczyka  i z pewnością nie natknęłabym się na niesamowitego Jakuba Pawlaka. Kogoś kto z akordeonem robi takie rzeczy, których Nigella Lawson nie powstydziłaby się w swojej kuchni, posługując się garnkami, patelniami i serami pleśniowymi.
Co za dziwne porównanie.
Przez ten wieczór, tak sądzę, siedzę teraz w domu i próbuję nie wypluć płuc, a jednocześnie choć na chwilę przemówić. Niestety, na razie moje plany biorą w łeb. Mam tylko nadzieję szybko wyzdrowieć, bo czeka na spotkanie ktoś, z kim, jak odkryłam, łączy mnie tyle rzeczy, że to tak samo surrealistyczne, jak i niesamowite. No i mamy misję do wykonania, prawda? Wyzwanie to wyzwanie. Odpuszczenie w takim momencie byłoby dyshonorem, poważnym dyshonorem. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Oczekujcie informacji wkrótce.
A w sobotę Akademia Filmowa w Tkaczu. I od soboty pluję sobie w brodę i wytykam fakt, dlaczego dopiero teraz postanowiłam się tam wybrać. No w porządku, dziewiąta rano w sobotę nie napawa optymizmem i gdyby nie to, że miałam mszę o szóstej rano, pewnie bym zaspała i z pewnością nie pisałabym tutaj o sobocie, ale jednak tam byłam. Byłam i chociaż wyszłam stamtąd przed trzynastą, to nie żałuję. Ba, cholernie mi się podobało. Człowiek, który to prowadził, wiedział, o czym mówił. A to się ceni. Bo nie sztuką byłoby zrobić prezentację w Power Point, puścić ją z projektora i czytać, co jest napisane w slajdach. Nie sztuką byłoby chociażby nauczyć się kilka zdań o kinie europejskim i wyrecytować je tym, niech będzie, trzydziestu osobom. Sztuką było to, że kiedy ów facet wypowiedział pierwsze słowa, to odeszła moja senność, odeszła myśl "co ja tu robię?", tylko słuchałam, słuchałam i słuchałam. Później "Nienawiść" i wspólna dyskusja. 1 listopada kino amerykańskie. No i jak mogłabym się oprzeć zaproszeniu na kolejne spotkanie? Odliczam dni.

Tak bardzo kocham Urban Outfitters, tak bardzo boję się kupować przez Internet z zagranicznych sklepów.
Read More

wtorek, 13 listopada 2012

piątek, 2 listopada 2012

undiscovered

Tłumy ludzi. Warszawa opustoszała, wszyscy wyjechali na swoje rodzinne wsie, a rodowici warszawiacy zostali jedynie na Powązkach. Półnagie panie z billboardów nie mają do kogo świecić tyłkiem. A to dlatego, że część społeczeństwa chodzi na cmentarz, żeby na grobach bliskich zostawić zapaloną świeczkę. Inni zaszyli się w domach i chcą to przeczekać. Czy w czasach bezgranicznej bezpruderyjności (której zarazem nie krytykuję po całości) mamy odwagę przyznać się do potrzeby świętowania Dnia Zmarłych i Zaduszek? Czy w czasach wspomnianej wyżej bezpruderyjności (ale ta wywłoka Siwiec naprawdę jest żałosna) wstydem jest powiedzieć, że chce się człowiek pomodlić za kogoś bliskiego? Dobrze, nie w każdym przypadku jest to modlitwa. Niektórzy nie umieją się modlić. Chcą tylko pójść poprzebywać blisko kogoś, kogo stracili. Pomilczeć, albo rzucać w przestrzeń nieme pytania "Dlaczego?", uronić łzę i odejść. Czy listopadowe święto może być porównywane do święta z dnia czternastego lutego? Że pamiętać o zmarłych powinno się cały rok, jak i kochać najbliższych powinno się nie tylko w ten jeden dzień? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. W sumie to jeszcze zbyt bolesne, ale pierdolę wszystkich, którzy uważają, że świętowanie 1 listopada jest passe.
Read More

piątek, 12 października 2012

I want it all!

Mieliście kiedyś takie uczucie, takie małe coś w głębi Waszej duszy, co daje Wam ogromną moc? Czuliście kiedyś, że możecie przenosić góry? Alpy, Himalaje i Kordyliery na raz? Nie wiem, skąd się to bierze, ale uwielbiam postrzegać świat w ten sposób. To tak jak iść chodnikiem wzdłuż jezdni w rytmie muzyki, która wybrzmiewa ze słuchawek odtwarzacza muzyki i czuć się jak bohater rodem z kasowego teledysku zza oceanu. Czujesz, że mimo przeciwności losu z każdej możliwej strony i mimo podrzucanych kłód pod własne nogi możesz zrobić wszystko. Możesz przesuwać horyzonty prawie tak dobrze, jak robi to Martyna Wojciechowska. Uśmiech nie schodzi z ust cały boży dzień, a każda napotkana osoba posądza o chorobę natury psychicznej. A Ty po prostu masz dobry dzień. To zabawne, kiedy wszyscy dookoła przeżywają swoje cyklicznie pojawiające się jesienne depresje, ale nie Ty. Naprawdę nie wiem, czy to sprawka tego jednego, marniutkiego plusika z fizyki, czy kilku wspaniałych i bliskich mi ludzi, czy może jednak przetarta z kurzu dyskografia Queen. Nawet nauczyciele są mniej uciążliwi. A może to po prostu piątek? Mam nadzieję, że zdołam przesłać trochę pozytywnych fluidów przez ekran niektórym z tych, którzy powzięli się na przeczytanie piątkowych wypocin. Ściskam mocno, mocno, z mnóstwem entuzjazmu na weekend. Niech Freddie będzie z Wami. :)

Read More

wtorek, 9 października 2012

sign your name

To naprawdę zadziwiające jak ludzie potrafią się zmienić. Tak diametralnie, nie do rozpoznania wręcz. I nie mówię tu o wyglądzie zewnętrznym, bynajmniej. Mi zostaje tylko stać z boku i z półuśmiechem na twarzy  przyglądać się szopce, która jest rozgrywana na naszych oczach. Ale czy na szopkę nie za wcześnie, toż to nawet Adwentu jeszcze nie ma. Niby kazano pomagać zagubionym, ślepych naprowadzać i te inne, ale to taki rozkoszny widok, kiedy ktoś na własne życzenie wywraca się na skórce od banana, którą sam sobie podłożył paradoksalnie.

Ostatnie miesiące sprawiły, że wyzbyłam się pewnych omamów co do niektórych kwestii. Ludzie to suki, tylko niektórzy dobrze się kryją. Uczą się funkcjonować w tym chorym społeczeństwie, żeby jakoś sobie radzić w życiu. I do każdego podchodzić powinno się chociażby z minimalną rezerwą. Niestety, ale niepewności uczy się na bieżąco.
Ale to nie znaczy, że nie otaczają mnie wspaniali ludzie. Ależ owszem, jest wokół mnie kochająca rodzina i mnóstwo świetnych osób, którym dziękuję niezmiernie za to, że są. Jednakowoż nie zmienia to mojego poglądu. Obecnego poglądu, bo co będzie kiedyś.... Tego nie wie nikt. 

Read More

czwartek, 20 września 2012

never give up

Kamieniołomy w Drugim czas zacząć po raz drugi. Zesrać się wszyscy chcą, a co drugi nie potrafi nawet wzbudzić respektu w uczniach wobec własnej osoby.
Mój przerost ambicji oby nie skutkował tym, co wydarzyło się rok temu. Bo to już nie ten czas, żeby się poddawać, czyż nie?

I zastanawia mnie ta jedna, jedyna kwestia. Dziwnie uczucie być czwartym kołem w trójkołowcu. Albo zmieniamy pojazd, albo potoczę się w swoją, inną stronę.
Read More

piątek, 7 września 2012

Our time is running out!

Wakacje szybciej się skończyły, niż zaczęły, a rok szkolny przyszedł, jak z bicza strzelił. Po raz kolejny obiecuję sobie pilną naukę z dnia na dzień, imprezy tylko w weekendy, a Internet w ograniczonych ilościach. Jak znam życie, będzie jak zawsze, czyli wszystkie moje ambitne plany spalą się na panewce. Tylko ten czas biegnie tak nieubłaganie. Jeśli by spojrzeć na własne zdjęcie sprzed roku, to zobaczy się zupełnie inną osobę. A co dopiero rok czy dwa wstecz... Za rok zapewne będę jeszcze inna. Może ta refleksja o przemijaniu jest wynikiem zdarzeń z ostatnich dni, ale jest cholernie słuszna i wszystko, co w niej zawarte to prawda.

Miś Yogi, czyli najbogatsza skarbnica myśli na życie:

"Nic nie jest skończone, dopóki się nie skończy."

Read More

czwartek, 23 sierpnia 2012

czwartek, 16 sierpnia 2012

wtorek, 14 sierpnia 2012

good days come and good days go


Ohh God, co to były za intensywne tygodnie! Podróż do Świnoujścia była dość ciężka pomimo, że zupełnie przypadkiem ominęliśmy końcowe korki, które ciągnęły się kilometrami aż do samej przeprawy promowej na wyspy. Pogoda średniawa, ale nawet to nie przeszkodziło mi w kompletnym spaleniu sobie pleców i ramion. Drugi i ostatni dzień plażowania zaowocował ogromnym bólem i szukaniem na gwałt apteki, bo bez Panthenolu nie szło wytrzymać.
Miasto jak miasto, trochę trącało miejscem wypoczynkowym, ale o 22:00 wszystko cichło, bo Niemiaczki pod osiemdziesiątkę są przyzwyczajeni do wczesnej ciszy nocnej. A że stanowili oni blisko 80 % turystów, to wiadomo... KLIENT NASZ PAN. Jedynie wyciszona dyskoteka na piętrze jakiegoś budynku miała rację bytu w takiej sytuacji. Na promenadzie dużo przeróżnych grajków na harmonii, flecie, grzebieniu, Indianin śpiewający z playbacku, przystojny saksofonista, ale i dziewczyny z Top Toys się znalazły. Powiedziałabym nawet, że to one robiły największą furorę.
Były Międzyzdroje, Dziwnów, Ahlbeck i inne ciekawe miejscowości. Tydzień minął jak z bicza strzelił, ale to nie koniec. Berlin. Kolejna ciężka podróż, bo nieco ponad 200 km pokonaliśmy w przeszło pięć godzin. Wszystko przez to, że wcześniej wspomniana narodowość niemiecka wyruszyła w sobotę do Polski. Dziwić im się? Zarabiają 20 euro na godzinę, to na ich miejscu też bym ściągała do Polski i za piwo płaciła pięć razy taniej. Autostradami, obwodnicami, leśnymi trasami dotarliśmy do prześlicznej dzielnicy Berlina - Konradshöhe. Otoczona lasami, jeziorami i kanałami okolica zupełnie nie przypominała Berlina ze zdjęć, filmów. Tego samego popołudnia wybraliśmy się z ciocią i wujkiem na spacer wzdłuż jeziora. Z jednej strony nadwodnie posiadłości, z drugiej prywatne pomosty odgrodzone kawałkiem siatki i furteczką. Gdzieniegdzie małe kutry, łodzie, wędki.
Następne dwa dni to intensywne zwiedzanie. Najpierw wujek zrobił nam dwugodzinny objazd samochodem, żeby później wysadzić nas w centrum i pozwolić nam zwiedzić wszystko samemu, zrobić dużo zdjęć, przekąsić coś niedaleko Sony Center. Niestety czas nie pozwolił zwiedzić nic innego oprócz flagowych miejsc Berlina - Brama Brandenburska, Alexanderplatz, East Side Gallery, Checkpoint Charlie, Holocaust-Mahnmal, Plac Poczdamski, Urząd Kanclerza Niemiec, Reichstag, Hauptbahnhof, a berlińskie zoo widzieliśmy przejazdem. To były dwa ciężkie dni, ogarnięcie komunikacji miejskiej sprawiło nam tyle frajdy, że sami nie mogliśmy się sobie nadziwić. 
Zdjęcia częściowo są już na Facebooku, większość jednak jest jeszcze tylko na dysku komputera. Przy wolnym czasie zarzucę Was tutaj foto sprawozdaniem.

A Wam jak mijają wakacje? :)
Read More

poniedziałek, 23 lipca 2012

chillin'

Nawet nie wiedziałam, że brak Internetu może być tak budujący i fascynujący. Mieszkam sobie na działce, opalam się, czytam książki, a do tego zbieram doświadczenie do CV "umiejętność malowania płotów". Jest miło i przyjemnie, w sobotę wybyw nad morze, później Berlin.

Read More

wtorek, 10 lipca 2012

"The only one thing that is more beautiful than music is silence."

Muzyka towarzyszy niemalże każdemu z nas w codziennym życiu. Mi również. Ostatnio jednak zaczęła zastanawiać mnie jedna kwestia. Jak to jest z tą legalnością i czy statystyczny Polak może sobie pozwolić na całkowite bycie w porządku z artystą.
Parę dni temu przypomniałam sobie, że jeden z zespołów, które lubię, wydał nowy krążek. Przeszło mi przez myśl, żeby wejść na stronę Empiku i sprawdzić cenę. Jestem gadżeciarzem, nie zamierzam tego ukrywać. Z tego też powodu wolę wersje oryginalne, niż tańsze, spolszczone bez exclusive dodatków i innych. Nie wryło mnie w ziemię, jak wtedy, kiedy kupowałam ponad rok temu płytę Bon Jovi za przeszło 80 zł, ale 52 zł też piechotą nie chodzi. Biorąc teraz pod uwagę, że chciałabym założyć płytotekę ulubionych pozycji muzycznych, prędzej bym zbankrutowała, niż dotrwała do połowy. Jeszcze bardziej irytuje fakt, że na zachodzie (tak, zaraz usłyszę słowa krytyki, że "każdy pierdoli, że zachód lepszy, ale w Polsce najlepiej", ale niestety taka jest prawda) płyty można kupić naprawdę za grosze. Ceny są kilkakrotnie niższe. I wiem to z autopsji - byłam, widziałam. Ja wiem, że w Polsce trudno jest się utrzymać, zarobić. Dlaczego więc nie respektuje się nas, konsumentów? Okej, artyści czy wytwórnie chcą mieć zarobek, chcą coś zgarnąć z tej sprzedanej płyty. Dlaczego tylko nie da się nic zmienić? 
Kolejny wątek to dość kontrowersyjna sprawa - piractwo. Z jednej strony horrendalne ceny krążków "zmuszają" to takich czynów, jak pobieranie muzyki z Internetu. Z drugiej pokrzywdzeni są sami artyści. Bo połowa krytykujących nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak jak wszystko u nas droższe jest od zachodnich cen, tak wyprodukowanie muzyki pociąga za sobą większe koszty. Równa się to temu, że ceny są wygórowane. Ale czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Czy da się tylko ścigać Bogu ducha winnego Polaczka za to, że nie stać go, żeby wydać dniówkę na płytę, więc pobiera ją z Internetu?
Swoją drogą, to fascynujące, jak było kiedyś. Jedynie domyśleć się mogę, z jaką ekscytacją, z jakim swego rodzaju podnieceniem kupowało się płyty winylowe. Przecież nie było YouTube, nie można było jej sobie najpierw przesłuchać. Nie wiedziało się, czy przypadnie nam do gustu to, co się na niej znajduje. A biorąc pod uwagę sytuacje finansowe ówczesnych obywateli... Nie było kolorowo, a jednak ludzie zdobywali się na to ryzyko. Chciałabym kiedyś coś takiego poczuć. :)

Wiem, że powyżej można wyczytać dużo sprzeczności, ale no taki już ten temat jest. Temat woda. Mi też głośno o pewnych sprawach nie wolno mówić. Cholera wie, kto tu wchodzi. CBŚ się mną zainteresuje i będę pisać posty zza kratek. Ach ci policjanci...

Btw, poczytałam sobie dzisiaj o całym tym związku Cruise'a i Holmes. Co za skurczysyn i patol. Travolta chociaż trzyma język za zębami i nie terroryzuje żony. A miałam go za porządnego faceta.
Read More

poniedziałek, 2 lipca 2012

Wszystko, nic, zawsze

Wszystko się kiedyś kończy. Nadal nie mogę uwierzyć, że są wakacje. Nadal nie mogę uwierzyć, że nie będę się uczyć podczas tych dwóch miesięcy do żadnej poprawki. Pogoda iście letnia jest, powoli zaczynam mieć ją po dziurki w nosie, a to dopiero drugi dzień lipca.
Wszystko jest możliwe.

Nic na siłę. 

Zawsze jest plan B, czyż nie? Tylko niektórym brak chęci czy sił czy odwagi, żeby się za niego zabrać. Są też i tacy, którzy mają dziesięć planów B. Szkoda, że tak są tak chaotyczne. 


WA-KA-CJE
Read More

niedziela, 17 czerwca 2012

In life, as in football, you won't go far...

...unless you know where the goalposts are.
Ten cytat wychwyciłam z któregoś newsa na BBC. Chyba każdy siedzi dzisiaj z grobowym nastrojem po wczorajszym meczu, czyż nie? Ale to nie zmienia faktu, że są i tacy, którzy ani troszkę nie są zdziwieni. Mi tam pasowały Jarzębinki, Oceana w radiu, wszędzie ludzie z wymalowanymi flagami na policzkach, ale nie mydliłam sobie oczu, że my coś możemy osiągnąć. Bo taka prawda. Nie z obecnym (a ponoć już byłym) trenerem, nie z PZPN-em. Nie znam się na tyle, żeby móc się dalej wypowiadać o tej całej szopce, ale jedyne, co mogę jeszcze dodać to to, że pomimo wszystko straszny wstyd, że na własnym Euro, we własnym kraju nie wyszliśmy z grupy nazywanej potocznie "grupą śmierci" czy "grupą marzeń". Ba, zajęliśmy w niej ostatnie miejsce, łapiąc jedynie dwa punkty za dwa remisy. Za duża pewność wygranej. Trochę pokory - i w zawodnikach, i w kibicach.
Czujecie wakacje? Niektórzy mają jeszcze egzaminy na studiach, ale niektórzy za tydzień będą się już pławić w słońcu, sącząc zimne piwko na OSIRze. :) Młyn jest, owszem, ale jest do czego dążyć. Żeby tylko wszystko poszło zgodnie z planem... Miałam poniekąd wspaniałe plany na te zbliżające się dwa miesiące, nie wszystko wypali, część została przeniesiona na za rok (Londyn na przykład). Karolino, jeśli to czytasz, to wiedz, że kiedyś się do Ciebie pewnie wproszę. :):)

Uciekam ponownie do geografii, bo baseny, cieśniny, zatoki i morza świata same do głowy nie wejdą. Nie chciałabym tylko, żeby ta porażka polskiej drużyny wpłynęła na atmosferę na Euro. Cieszmy się dalej, świętujmy sukcesy innych. Jednym z większych plusów Euro w Polsce jest fakt, że może w końcu zaczną odbywać się u nas jakieś koncerty większej rangi, skoro mamy te wielkie stadiony.
Read More

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Patriotism is the virtue of the vicious.

No właśnie. Tak kiedyś powiedział Oscar Wilde. Miał rację mówiąc, że patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią? To temat na głębszą rozmkinę kiedyś, w jakiś leniwy wakacyjny wieczór. Pewne jest jednak to, że teraz, podczas Euro 2012 w Polsce, możemy obserwować coś, co można nazwać "patriotyzmem na pokaz".
Ja nie mówię, że jestem przykładem do naśladowania, jeśli chodzi o patriotyzm. Chodzi mi tylko o to, że straszliwie mocno irytuje mnie sytuacja, kiedy miesiąc temu osoba XYZ miała, mówiąc kolokwialnie, wyjebane na Polskę, zero szacunku do kraju, a z dniem 8.06.2012 br. stała się najgorliwszym patriotą. Należy oddzielić chyba dwie sprawy - zagorzałe kibicowanie drużynie polskiej i bycie patriotą na miesiąc. Bo to trochę niepoważne. Ja osobiście uważam, że nie jest zbrodnią jeżdżenie z flagą na szybie samochodu. Nie jest czymś złym wywieszanie szalików w oknach, ale to jasnej cholery - bądźmy w tym szczerzy.

Kiedy ludzie mają wyrzuty sumienia, albo gdy mogą powołać się na patriotyzm, są gotowi na wszystko.

Tyle. Generalnie chciałam dać tylko wyraz mojemu poirytowaniu. Jeśli kogoś uraziłam, to bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.
Read More

sobota, 2 czerwca 2012

I keep on fallin'


Leniwa sobota. Stawiam sobie nowe cele. Jeszcze się wszyscy zdziwicie. Przy porannej kawie się udławicie. :) Nie żebym Wam źle życzyła. I nie chodzi mi bynajmniej o saksofon czy perkusję. 
Zastój zastojem, ludzie mnie denerwują, staję się co raz bardziej mainstreamowa. To takie w moim stylu.
Read More

czwartek, 24 maja 2012

Never too old to love?

No właśnie. Zaintrygował mnie temat z jednego z forów. Czy egoistycznym podejściem jest życie z kimś aż do śmierci, jeśli miłość dawno wygasła, a pozostało przyzwyczajenie, przyjaźń i wspólne cztery ściany? Czy powinno się w podeszłym wieku odchodzić od partnera czy wpsółmałżonka, żeby szukać nowego, gorącego uczucia? Teoretycznie i praktycznie starsi ludzie też mają prawo do flirtu i burzliwego okresu zafascynowania drugą osobą, ale czy to tak łatwo nadrobić po tylu latach rutyny ciągle z tą samą osobą?
Szczerze powiedziawszy nie mam nic przeciwko, żeby starsi ludzie szukali sobie kogoś nowego, ale gdyby spojrzeć na to realnie - mało która osoba z krzyżem doświadczeń na plecach będzie szukać nowych, bądź co bądź, problemów i dylematów. Większość pewnie dla świętego spokoju pozostaje w długoletnich związkach, bo tak wygodniej. Jeśli tylko ludziom jest dobrze z tym, co mają, ja nie mam nic do dodania. 
Miło by było, żebyś dodał coś od siebie w komentarzu, Czytelniku. Kimkolwiek jesteś. :)
Read More

niedziela, 20 maja 2012

poniedziałek, 14 maja 2012

Tak szybko jak wzburzyła się we mnie euforia z powodu niedoszłego wyjazdu do Hiszpanii we wrześniu, tak szybko sprowadzono mnie na ziemię. Niestety. Całą sobą teraz muszę się skierować na szkołę. Lepiej późno niż wcale, tak mówią. Głupio by było tylko wtedy, kiedy musiałabym siedzieć z książkami w czerwcu i lipcu włącznie. No głupio by było, no głupio. Ale wierzę w to, że było wielu takich jak ja i dali radę. A ja tylko panikuję jak zwykle. Wykorzystam ostatnie pokłady sił, żeby to ogarnąć. Z fizyką się dało? Dało, nie jest rewelacyjnie, ale zdecydowanie lepiej, niż w poprzednim półroczu. 

Podobno robi się cieplej. Mama wróciła z basenu i tak powiedziała. No oby, bo coraz bardziej marzy mi się wypad na weekend gdzieś poza nasz zasrany Tomaszówek. Kraków? Warszawa? Może Poznań? Ugadać rodziców i będzie miło. Ktoś chętny na coś takiego? :)

Huh, po raz który to już wprowadzam zmiany? Oby po raz ostatni. Zaciskam poślady i tyle, no.


PS. A może dziennikarstwo radiowe?
Read More

piątek, 4 maja 2012

na na na you make me feel good
Ciepło się robi, czas zapieprza, sezon serialu się kończy, czuję wakacje. 

I'll carry you home
toniiight
we are youuung
Trochę sobie rzuciłam kłodę pod nogi, ale opłacało się. Mimo wszystko, opłacało się. Teraz już tylko z górki samo pójdzie. Oby. Oby, bo nie dam sobie spokoju i będę pluć sobie w brodę.

Poza tym, poważnie myślałam nad paroma kwestiami. Trochę zmian szykuję w moim życiu. Tak z okazji tej wiosny. Więcej szczegółów niebawem.

A poooza wszystkim, to proponuję wszystkim przybranie mojej nowej dewizy życiowej - dystans do wszystkiego i wszystkich. Życie jest wygodniejsze i piękniejsze, kiedy patrzy się na nie w ten sposób. Zaręczam. :)
Read More

środa, 18 kwietnia 2012

No i co. Wróciłam. Nigdy nie sądziłam, że tak się stanie, ale zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Szalenie mi się spodobało. I jestem bardziej niż pewna, że tam wrócę. Szybciej niż mi się to wydaje. Łezka się w oku kręci, że się wróciło do tego zasranego Tomaszówka. Koło mnie leżą bilety z metra, anglojęzyczne Glamour i parę innych świstków, które będą mi przypominać o tym magicznym miejscu.
Woah! Zupełnie się tego nie spodziewałam. A jednak... 

Teraz wypadałoby się rozpakować, ogarnąć w pokoju, coś szybkiego zjeść i pouczyć się geografii. Pora wrócić do normalności. 



Read More

wtorek, 10 kwietnia 2012

Pakowanie, pakowanie, ogarnianie. Nic mi się nie chce, a tym bardziej wstawać jutro o czwartej. Nie chce mi się wracać potem i w jeden dzień ogarniać cztery lekcje geografii. Umrę, jak wrócę. Ona mnie zniszczy. A ogrom niezaliczonych sprawdzianów dobije.

Nie wiem, czy tam będzie darmowy dostęp do Internetu, także si ju lejter.

Read More

sobota, 7 kwietnia 2012

Brzydka dziś pogoda, wszyscy albo chorzy, albo gdzieś powyjeżdżali. Z tej okazji, tak urodzinowo, oglądam Alicję w Krainie Czarów.
Londyn zbliża się wielkimi krokami. Od tej pory szkołę zostawiam za sobą. Będzie, co ma być. Teraz zaczyna się zabawa. Powinnam się zacząć pakować, czyż nie? No tak, ale Ziółkowska jak zwykle zacznie się pakować w noc przed wycieczką.




Ziółkowska szaleje.

/Boże, jaki ten film jest świetny.
Read More

niedziela, 1 kwietnia 2012

Lubię niedziele jak ta. Rzadko się zdarzają, bo zwykle nie lubię tego dnia tygodnia. Sok z czarnej porzeczki, Pod słońcem Toskanii i świadomość, że jutro czeka mnie całkiem luźny dzień... Tak, to całkiem miłe uczucie. No, to wracam do filmu. Później Prima Aprillis. Dobranoc.



10 dni
Read More

piątek, 30 marca 2012

Takim sposobem minął kolejny tydzień. Kolejny tydzień z życia. Nie będę powielać schematu dygresji na temat przemijania, jak to napisała u siebie Ewa, bo w sumie nie ma już sensu, ale to cholernie prawdziwe. Za pięć lat będę śmiać się z siebie, mając przed oczami obraz 17-letniej Ali, ale tak to już jest. Chyba nie w tych kręgach społecznych w tym wieku ma się samoistną sielankę. And you know what? Wbrew pozorom przystaję na to, co jest. Jakoś nigdy nie chciałam zostać próżną i rozpieszczoną dziewuchą, której rodzice srają forsą, ma wszystko, czego zapragnie etc. Podoba mi się obecny stan rzeczy MIMO WSZYSTKO. Patetycznie mówiąc - mam wokół siebie wspaniałych ludzi, często gęsto wspaniałą atmosferę. No, lubię swoje życie.
A wracając do bardziej przyziemnych rzeczy, to po raz kolejny stwierdzam, że nawet jeśli nie jestem wzorem pedantycznego człowieka, który wszystko ma zapisane w terminarzu na kilka miesięcy do przodu, tak nie lubię mieć niejasnych sytuacji. Bo tak to na przykład jest z tym całym wyjazdem za niecałe dwa tygodnie. Jak na kilka miesięcy wstecz żyłam pewnym faktem, że mogę się pakować, tak teraz, tak z dupy nagle wyskoczyło milion powodów, dla których powinnam zrezygnować. I bądź tu człowieku mądry...

Czytnik e-booków czy namacalny papier? No i tu jest kolejna zagwozdka na przyszłe dni.


PS. Piszesz do mnie, że jesteś na dworcu w Piotrkowie w celu, żebym tam do Ciebie przyjechała czy jak? No bo chwalenie się zwiedzaniem atrakcji turystycznych tego miejsca jest co najmniej bezcelowe. :D
Read More

piątek, 23 marca 2012

czwartek, 22 marca 2012

poniedziałek, 19 marca 2012

niedziela, 18 marca 2012

sobota, 17 marca 2012

No, powiem w sumie, że podoba mi się ta pogoda. Wreszcie można wyjść z domu zakładając jedynie buty i zarzucając bluzę czy sweterek. Wszystko pięknie i ładnie, ale w poniedziałek znowu pięć stopni.



Dwa wesela, trzecia duża impreza. Fajny ten rok 2012!
Read More

piątek, 16 marca 2012

Pokłuli mnie dzisiaj, lekkie zawroty głowy, mroczki przed oczami. W sumie norma.
Pięknie jest za oknem. Tak słonecznie, tak ciepło, tak wiosennie. A ja muszę siedzieć w domu, bo tak to już jest, jak ma się nauczycieli za rodziców. Bylebym się wyrwała dzisiaj wieczorem. Bo jak nie, to sobie tego nie daruję.
A jeśli chodzi o Monique, to pozostaje mi tylko chyba się roześmiać. Co za kobieta... Z pewnością nagram reportaż siedząc sama w domu, bez pozostałych ludzi z klasy. Punkt za błyskotliwość! Ręce opadają. 
Read More

wtorek, 13 marca 2012

Osom dzień wręcz. Osom.


Mam taki strasznie dziwny humor. Stan emocjonalny chwieje się na granicy radości i realizmu. Wszyscy coś ode mnie chcą. Dni Narodów nadal nieogarnięte. Wszystko na głowie Ziółkowskiej. Tak, napiszmy jeszcze najlepiej do ambasady Zjednoczonych Emiratów Arabskich z prośbą o sponsoring. Bo ja nie mam co robić. A co, scenariusz też sobie napiszę na jutro, bo przecież sprawdzian z fizyki to tam małe piwo. Tak, Ziółkowska może wszystko.
Co nie zmienia faktu, że dzisiejszy dzień spędziłam wyborowo. Wybrana została farba dla Ewy, złocisty blond. Jutro się kłujemy.
A generalnie jest dziwnie. Dziwne napięcie. Nieswojo się czuję. Oby to minęło, bo nie jestem przyzwyczajona do tego typu sytuacji. Byle do piątku/soboty.

Read More

poniedziałek, 12 marca 2012


BUM. Prysło.
Dobrze, że zakupy są lekarstwem na wszystko. Tylko pieniądze mogłyby się nie kończyć. Słowa mogłyby mieć zawsze sens, a myśli winny być logiczne. Tymczasem siedzę, spłukana, gadam bez sensu sama do siebie i przywołuję w głowie pewne fakty.
Wstać, przeżyć, pójść spać. Tego się ostatnio trzymam i średnio na tym wychodzę. Milion myśli na minutę, bolące stawy, opadające powieki, ciągła nerwica. Chcę wysiąść z tej karuzeli zdarzeń. Chcę, żeby ktoś to do kurwy nędzy zatrzymał, zanim spadnę.
Brakowało mi kogoś takiego. Kogoś, przy kim mogę być sobą. Kogoś, przy kim łzy nie są powodem do wstydu. Kogoś, do kogo mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Kogoś, kto rozumie mnie bardziej, niż ja sama. Kogoś, kto kocha bez względu na wszystko. Kogoś, kto jest. Dziękuję, Ewa, że jesteś.


Odchodząc od tej mojej emocjonalnej rzygowiny, to kolejnym przerażającym faktem jest to, że tak jak chciałam, żeby wakacje były od zaraz, a szkoła skończyła się za parę dni, tak teraz marzę o wydłużeniu dni w miesiącach. No ja się po prostu nie ogarnę. ZA DUŻO. Wyliczyłam 22 dni robocze w szkole do końca kwietnia. Maja nie liczę, bo to bez sensu, a czerwiec to... No nieważne, czerwiec to wakacje. Włączam piąte obroty i biorę się za to. Za siebie.
Read More

środa, 7 marca 2012

poniedziałek, 5 marca 2012

U la la, dancing in the dark.
Kolejny łyk Żywca. Niegazowanego. Przed oczami staje mi obraz tego, co jeszcze muszę zrobić. Jeśli przetrwam wtorek i środę, możecie mówić na mnie Nieśmiertelna Ziółkowska. Jedyne co mnie pociesza, to jest fakt, że za równe trzy tygodnie robocze rozpoczną się dwa tygodnie wolnego. W maju kolejne. I na dobrą sprawę koniec roku. Teoretycznie jest fajnie, ale patrząc realnie, to został tylko marzec, żeby zwiększyć obroty i wziąć się do roboty. To jest chyba pierwszy raz od rozpoczęcia roku szkolnego, że chcę, żeby czas trochę zwolnił. Żeby miesiąc miał 50 dni, a nie 31. Tym bardziej, że niektóre kwestie czarno widzę.
Jutro threesome. Dobra kawa, dobra gadka. I jeśli to czytasz, to dzisiaj, kiedy za mną szedłeś, to zrobiłam to specjalnie. Taki tam żarcik. Ale przecież uwielbiasz podłą wersję Ziółkowskiej, czyż nie?
Read More

niedziela, 4 marca 2012

Raz, dwa, trzy, od dziś Facebooka nie masz TY!
Od dzisiaj zapraszam pod numer GG, telefonu, pod adres e-mail (sprawdzam kilka razy dziennie, więc no problemo) i Twittera. Na dole widnieje już piękny widget. Jak i super pro elo elo reklama bloga Ewy. Będziemy sławne jak Włodziu i Karolek.
Przejrzałam stare zdjęcia i dostałam konkretnego kopa wewnętrznego połączonego z nieziemskim motorem dopingowym. Jak nie teraz, to kiedy? To nigdy. Więc bierzemy dupę w troki i trzeba to ogarnąć. Girls run the world. 


Read More

piątek, 2 marca 2012

czwartek, 1 marca 2012


Ziółkowska czyści kartę pamięci telefonu z niepożądanych zdjęć. Na górze widnieje jedno z nich. Takie tam po rozmowie z Ewą.
Historia lubi się powtarzać. Dzisiaj miały miejsce niemalże takie same sytuacje jak te opisane ostatnio. Jakie to miłe i wkurzające zarazem. Mam ochotę coś z tym zrobić, ale nie wiem, w którą stronę iść. Czuję się jak taki saper, który zostaje wezwany do wielkiego wieżowca, w którym podłożono bombę. Musi przeciąć jeden z dwóch możliwych kabelków. Czerwony i niebieski. Jeśli przetnie ten właściwy, tysiące ludzkich istnień zostanie ocalonych. Jak się pomyli, to wszystko się zjebie. Ziółkowska, Ty nie chcesz być saperem. Nie lubisz takiej odpowiedzialności. Ma być tak, jak Ty chcesz, a nie tak, że musisz wybierać.

A co, jeśli przetnę ten zły?
Read More

środa, 29 lutego 2012

Stoję lekko przygarbiona. Setki twarzy przed oczami przelatują co jakiś czas. Najchętniej poszłabym spać. Myślę sobie wypierdalać z mojej głowy. Głośniki na każdym piętrze wydają niezidentyfikowane dźwięki. Po co grają, skoro nie wiadomo nawet co grają? Już nawet przestałam się przejmować kolejnymi szmatami. Znalazłam ważniejsze sprawy, którymi mogę się przejmować.
Ktoś zagaduje, ktoś szturcha, ja jak marionetka. I nagle impuls przeszywający całe ciało na wskroś. Szybsze bicie serca, dziwna miękkość w stawach, zawroty głowy, tętno dwieście. A później znowu spokój. Dochodzę do siebie, twarze się zmieniły, już jest nudno.
Wyglądam przez okno. Tętno dwieście, zdecydowanie zbyt duże. Czerwona twarz, żołądek w gardle, miękkie kończyny i ten uśmiech... Ten dziwny i rzadko spotykany na mej twarzy uśmiech. Uśmiech w każdej sekundzie, gdy Cię widzę.

A teraz jestem tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne. Nie wiem, czy sam tego chcę (...)

I paradoksalnie nie lubię tego czegoś.











But I'm gonna get you. Sooner or later.
Read More

wtorek, 28 lutego 2012

piątek, 24 lutego 2012

Znowu od nowa. Ile razy jeszcze sobie to powiem? Ile razy będę sobie to obiecywać? Dziękuję za pomoc, rozmowę, ciepłe słowa. Pomogło i pomagać będzie mam nadzieję. Szkoda, że dziś powtórka z rozrywki. Zerkam na tą kartkę i niby wiem, o co chodzi, co jest źle, ale słabo działa.
Proszę, bądź, kiedy Cię potrzebuję.


Read More

wtorek, 21 lutego 2012

piątek, 10 lutego 2012


Chyba kolejne wolne dni spierdoliły mi przed nosem perfidnie. Alka, zrobisz tyle, że się posrasz, ale będzie spoko. Ogarniesz to. Taaak, mów mi jeszcze. Za każdym razem mówię sobie, że nie będę sobie nic obiecywać. Zawsze obiecuję i zawsze na koniec się wkurwiam, że nic z tego nie wyszło. Kobieca natura? Człowieczeństwo? Lenistwo? Cokolwiek, potrafi zepsuć nastrój. 
Used to be fun, lot of hopes, still fun, then reality. Czyżby znów pora na nadzieje? 
Głowa mnie boli. Po niemalże całym dniu spędzonym nad zdjęciami, drukarce, gilotynie do papieru i z głową w monitorze przy edytowaniu zdjęć... Cóż, nie dziwię się mojemu organizmowi tak prawdę mówiąc. A z nim jest chyba coraz gorzej. Nabawię się niedługo anemii, tak coś czuję. 

A odpowiadanie dzieciom z przedszkola "Tak" na pytanie, czy ten pan z tapety na laptopie (Jude Law) to Twój chłopak jest całkiem w porządku. Owszem.
Read More

wtorek, 7 lutego 2012

Nie pisałam ponad tydzień, bo zamarzłam. Ho ho, taki żarcik. Siema, Tomasz. A tak serio, to w górach było na tyle zimno, że strach wyściubić rękę z rękawiczki czy kieszeni od kurtki, dlatego "super artystycznych zdjęć z luszczanki" nie ma, a moje super lansiarskie foto na desce już wisi na Fejsie.
No ale noc z niedzieli na poniedziałek była jedną z najlepsiejszych* ostatnio. "Ewa, będę u Ciebie maks o 17:00", godzina 18:45 - Ala puka do drzwi. Uprzednio zahaczając o sklep na rogu i kupując co nie co, wkroczyłam z tym plackiem na piętro. I się zaczęło... Ło panie, Ewiszon to iście perfekcyjna pani domu. Amfija mogłaby jej buty lizać! Wzięcie aparatu miało swoje dobre i złe strony. Połowa zdjęć to tyłeczek Ewci, a druga połowa to moje... no nieważne. To zdjęcie opisuje wszystko:


I pizza na śniadanie rulez, bo kanapki są zbyt mainstreamowe. 

*Ale pamiętajcie jedno - Omegle po pijaku jest zajebiste tylko do pewnego momentu.
Read More

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Zapowiadają się jedne z tych bardziej wyjebanych w kosmos ferii ever. Powinnam się właśnie pakować, bo jutro uderzam do Krynicy. No ale jakoś tak mi się przysnęło dłużej, a kolej priorytetów musi zostać utrzymana - najpierw przyjemności, później obowiązki. Nastąpiła mała zmiana planów w sobotę, czego konsekwencjami był bolący żołądek, ale nie żałuję. Cztery godziny z tak popieprzoną personą... Kocham Cię. Nic nie jest jeszcze dopięte na ostatni guzik, ale ona da radę. Osom party się szykuje. Wczoraj. Wczoraj też się widziałyśmy. Nieco w innym gronie, ale no ten... Niedziela była miła. 
Kuba, fajne masz basy w samochodzie!
Read More

poniedziałek, 23 stycznia 2012

ŚREDNIOWIECZE, kocham Cię.


Co się dzieje? Armagedon? Nie, armagedon będzie na mojej osiemnastce. Za rok. A teraz cztery dni, ferie, parę tygodni, urodziny w Wielką Sobotę, Londyn, parę tygodni, matury, PARĘ TYGODNI i CZERWIEC. Tamte wakacje miały być fajne, ale te będą jeszcze lepsze. A to, że mi jebie od paru dni, to swoją drogą... Komu to zawdzięczam? Niech się sama przyzna, kreatura potworna.

ZAPAMIĘTAJ, bracie.
Read More

sobota, 21 stycznia 2012

Bry wieczór. Właśnie wróciłam. CO ZA WIECZÓR. 


Bam, bam! Poznałam wielu fajnych ludzi, przeżyłam fałszywy alarm powrotu rodziców Dżoany do domu, kilkurazowe przypalenie parkietu, jaranie starego tytoniu (teraz już wiem, czemu brat mi go łaskawie dał za darmo), rozmawianie niekoniecznie na trzeźwo z Mihauem, picie wina z cukru, jaranie węgielków, oglądanie chorych porno horrorów z zombiakami (a właściwie pierwszego partu, BO JOANNA ZAPOMNIAŁA ŚCIĄGNĄĆ DRUGIEGO) i takie tam normalne rzeczy, które robi się na co dzień. 
Przed chwilą dostaję smsa od Emili:
- Ej, ja mam to wino.
- Nom nom.
- W poniedziałek zerujemy.
- Na długiej przerwie!
- Koniecznie!
Boże, uwielbiam tych ludzi. No uwielbiam.
- Z czego jest to wino?
- Z cukru!

Idę spać. Dobranoc.





A! A wczorajszy, tj. piątkowy, wieczór spędziłam z EWĄ. Wiedziałam, że to się tak skończy, placku! Wiedziałam. Za grosz czego? ASERTYWNOŚCI.

PS Zdjęcia jutro. Huehue, fajne są :D
Read More

czwartek, 19 stycznia 2012

wtorek, 17 stycznia 2012

Wyobraź sobie, że masz wielki, gigantyczny kamień w klatce piersiowej. Mówią, że po lewej stronie, ale to tylko taka biologiczna zmyłka. Żyjesz sobie z takim kamieniem na sercu, za każdym pierdolonym razem przy próbie wskrzeszenia w sobie entuzjazmu i radości on staje się jakby tysiąc razy cięższy. To nie to. Uśmiech znika z Twojej twarzy i nie wiesz, co masz robić. Nieudane podchody do zajebistego, nowego życia kończą się tak szybko, jak szybko są rozpoczynane. I nagle nadchodzi moment, w którym ten ciężar spada. Odchodzi, pozostawiając miejsce na odetchnienie, na coś fajnego. Zajebiste uczucie. Polecam spróbować.

W każdym bądź razie mam pięć z informatyki, dwa z polskiego i pięć z pepe na semestr. Dalej kozaczę. Do czwartku. Trolololo, umrę.
Read More

środa, 11 stycznia 2012

Część postanowień noworocznych już chuj strzelił. No na przykład moja obecność o tej porze jeszcze wśród nieśpiących. A miałam chodzić spać o północy... Ale no dwa referaty na WOK już pyknięte, angielski też. Teraz tylko ogarnąć niemiecki i szykować dobrą gadkę na odwleczenie zaliczenia z geo na piątek.
No i co, grunt to położyć lachę na wszystko i robić tak, żeby mi było dobrze. Tak, egoistyczne to dość, ale powoli mam dość robienia innym dobrze, a sama na tym tracąc. Więc zdobędę się chociaż na tyle i przeproszę z góry, jeśli ktoś przeze mnie będzie poszkodowany. So sad, ale straciłam wiarę w ludzi.
Read More

wtorek, 10 stycznia 2012

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHHAHAHAHHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAAHAHAAHAHHAHAHAHHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAAHAHAAHAHHAHAHAHHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHA! Ma ktoś ochotę jeszcze rozjebać mi życie? Śmiało, przyzwyczaiłam się już jakoś. No, nie ociągać się, wbijać szpile, gdzie się da.
Read More

niedziela, 8 stycznia 2012

Geologia, układ pokarmowy i krwionośny, miliard słówek z angielskiego, analiza tekstu z polskiego i Iron Maiden w tle. Cóż, po czterech dniach podchodzenia do nauki Ala wreszcie zaczyna się uczyć tego, co powinna umieć już w chuj dni temu. Idę wstawić wodę na kawę, rozkładam książki ponownie i "n-ta próba nauki - #1 scene".

szkoda, że się nie spotkamy, ładnie dziś wyglądam
Read More

piątek, 6 stycznia 2012

Po niemalże roku odpoczynku od Bon Jovi odświeżam dyskografię. Zdmuchuję kurz, który grubo już na niej osiadł. Dźwięki pieszczą moje uszy. Album "These Days" to mistrzostwo. Proszę, Czytelniku, jeśli możesz, odpal na YouTube utwór "Dry County", wsłuchaj się w słowa, przymknij oczy, zapomnij. Przy "(It's Hard) Letting You Go" się płacze. Przy "These Days" też, ale to już taki refleksyjny płacz. Gdzieś tam na końcu pojawia się uśmiech, gdy wybrzmiewają ostatnie nuty piosenki. Cholernie prawdziwe słowa, że aż boli. A jeszcze dodam, że "Lie To Me" to jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości, jakie kiedykolwiek nagrano. No i "Something To Believe In". Tego słucha się na full volume. Uderza w umysł, w człowieka. Zostawia ślad.
Zastanawiam się, ileż można. Ile czasu to może trwać. Co zyskam, ale co stracę. A jeśli nic nie zyskam, a wszystko stracę? Nie chcę. Nie chcę Cię stracić. Nie.
Read More

wtorek, 3 stycznia 2012

Mały przegląd dzisiejszego dnia pod względem muzycznym:
Cause you changed the way you kiss me. 
To call for hands from above to lean on wouldn´t be good enough for me, no. 
Nevermind, I'll find someone like you. 
Love don't let me go.
Uszy mnie już bolą od basów, chyba przestanę. Nowe postanowienie dzielone razem z Raffcią zmusiło mnie to przeczesania wzdłuż i wszerz mojego dysku i  co się okazało? Znalazłam mnóstwo niepublikowanych wcześniej zdjęć (tak przynajmniej kojarzę). Odpaliłam fotoszopa i na pierwszy rzut idą te:



Wakacje. Ciepło, morski wiaterek, żadnych trosk, jeszcze wtedy było fajnie. Z małymi poprawkami może uda nam się powtórzyć taki wyjazd. :)

Gdyby nie padł mi laptop, a ładowarka nie była w innym pokoju pod nogami jakiegoś super przystojnego ucznia na korkach mojej mamy, wrzuciłabym jeszcze zdjęcia z Wielkanocy. Bo fajne znalazłam, ale bateria odmówiła posłuszeństwa i nie zdążyłam zgrać na pendriva. 

 

To chyba na tyle tym razem. Zabieram się. Za wszystko.

taj2YX on Make A Gif, Animated Gifs
Kocham Cię, Zosiu.
Read More

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Sylwestra nie skomentuję. Nie chce mi się i nie mam siły.
Nowy rok, nowe postanowienia. Serio, chcę się zmienić. I nie mam totalnie głowy dzisiaj do pisania, dlatego obawiam się, że dzisiejszy wpis osiągnie maksymalnie sześć czy siedem zdań. Co będzie Ala robić? Chodzić regularnie do szkoły i zacznie się regularnie uczyć.

Read More