Muzyka towarzyszy niemalże każdemu z nas w codziennym życiu. Mi również. Ostatnio jednak zaczęła zastanawiać mnie jedna kwestia. Jak to jest z tą legalnością i czy statystyczny Polak może sobie pozwolić na całkowite bycie w porządku z artystą.
Parę dni temu przypomniałam sobie, że jeden z zespołów, które lubię, wydał nowy krążek. Przeszło mi przez myśl, żeby wejść na stronę Empiku i sprawdzić cenę. Jestem gadżeciarzem, nie zamierzam tego ukrywać. Z tego też powodu wolę wersje oryginalne, niż tańsze, spolszczone bez exclusive dodatków i innych. Nie wryło mnie w ziemię, jak wtedy, kiedy kupowałam ponad rok temu płytę Bon Jovi za przeszło 80 zł, ale 52 zł też piechotą nie chodzi. Biorąc teraz pod uwagę, że chciałabym założyć płytotekę ulubionych pozycji muzycznych, prędzej bym zbankrutowała, niż dotrwała do połowy. Jeszcze bardziej irytuje fakt, że na zachodzie (tak, zaraz usłyszę słowa krytyki, że "każdy pierdoli, że zachód lepszy, ale w Polsce najlepiej", ale niestety taka jest prawda) płyty można kupić naprawdę za grosze. Ceny są kilkakrotnie niższe. I wiem to z autopsji - byłam, widziałam. Ja wiem, że w Polsce trudno jest się utrzymać, zarobić. Dlaczego więc nie respektuje się nas, konsumentów? Okej, artyści czy wytwórnie chcą mieć zarobek, chcą coś zgarnąć z tej sprzedanej płyty. Dlaczego tylko nie da się nic zmienić?
Kolejny wątek to dość kontrowersyjna sprawa - piractwo. Z jednej strony horrendalne ceny krążków "zmuszają" to takich czynów, jak pobieranie muzyki z Internetu. Z drugiej pokrzywdzeni są sami artyści. Bo połowa krytykujących nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak jak wszystko u nas droższe jest od zachodnich cen, tak wyprodukowanie muzyki pociąga za sobą większe koszty. Równa się to temu, że ceny są wygórowane. Ale czy naprawdę nie da się z tym nic zrobić? Czy da się tylko ścigać Bogu ducha winnego Polaczka za to, że nie stać go, żeby wydać dniówkę na płytę, więc pobiera ją z Internetu?
Swoją drogą, to fascynujące, jak było kiedyś. Jedynie domyśleć się mogę, z jaką ekscytacją, z jakim swego rodzaju podnieceniem kupowało się płyty winylowe. Przecież nie było YouTube, nie można było jej sobie najpierw przesłuchać. Nie wiedziało się, czy przypadnie nam do gustu to, co się na niej znajduje. A biorąc pod uwagę sytuacje finansowe ówczesnych obywateli... Nie było kolorowo, a jednak ludzie zdobywali się na to ryzyko. Chciałabym kiedyś coś takiego poczuć. :)
Wiem, że powyżej można wyczytać dużo sprzeczności, ale no taki już ten temat jest. Temat woda. Mi też głośno o pewnych sprawach nie wolno mówić. Cholera wie, kto tu wchodzi. CBŚ się mną zainteresuje i będę pisać posty zza kratek. Ach ci policjanci...
Btw, poczytałam sobie dzisiaj o całym tym związku Cruise'a i Holmes. Co za skurczysyn i patol. Travolta chociaż trzyma język za zębami i nie terroryzuje żony. A miałam go za porządnego faceta.