Chyba polubię to nocne pisanie. Bo lubię pisać, kiedy najdzie mnie ochota, a nie wtedy, kiedy akurat pod ręką mam komputer, a mama akurat nie chce ze mną porozmawiać na, niewątpliwie zresztą, jakiś interesujący czy ważny temat.
Kiedy kończąc gimbazjum wychodziłam po raz ostatni z Szóstki jako uczennica tejże szkoły, spojrzałam na budynek zza siatki i z ekscytacją powiedziałam sobie, że właśnie tam przeżyję swoje najwspanialsze lata wczesnej młodości. No bo jak, przecież każdy mówi, że lata ogólniaka to najlepszy okres w życiu (no chyba, że ten ktoś już się wybrał na studia, to zupełnie inna kwestia imho). Tymczasem kubeł zimnej wody. Wprost na mój rozanielony łeb. Dorosłość. Nie mylić z pełnoletniością. Bo mimo naprawdę młodego wieku wszyscy tutaj ciągle próbują wsadzać nas w spodnie dojrzałości emocjonalnej, społecznej, odpowiedzialności. Resztę dopisać może sobie każdy, kto znajduje się w podobnej sytuacji. To nuży. Ileż można? Jak długo i jak bardzo intensywnie? Niektórzy wysiadają z tego pociągu o kilka stacji za wcześnie, z własnej woli lub przymuszeni. Ja chcę dojechać do końca, choć będzie trudno. Jedni uciekają od tego wszystkiego, oddając się swoim pasjom, udzielając się społecznie, śpiąc, rozmawiając z bliskimi, siedząc z podkulonymi nogami z brodą na kolanach i płacząc. Bo każdy jest inny. Oni tego nie widzą, ale ja dostrzegam to z dnia na dzień bardziej i bardziej. Z jednej strony to fascynujące, ale z drugiej prowadzi do konfliktów interesów. A to, znowu, jest bolesne. Jaka z tego konkluzja? Jeśli ktoś chce stąpać twardo po ziemi, musi przygotować się na ból, cierpienie i rozczarowanie. Ja nie noszę różowych okularów i nie mam twardej dupy. Ja wpadam na te wszystkie murowane ściany za każdym możliwym razem. Ale skoro inni sobie poradzili, ja też temu podołam. W każdym bądź razie, szkoła po półtorej roku z pewnością nie jest jak high school z amerykańskich filmów, to nie jest żadne american dream, na które zresztą Drugie powoli zaczyna się kreować.
Ale nie żałuję. Mimo wszystko.
0 komentarze:
Prześlij komentarz