czwartek, 29 listopada 2012

YT Narnia

Czwarta w nocy. W sumie to minuta po czwartej. Auć, dźwięk wyłączanego Windowsa zabrzmiał w głośnikach i mam nadzieję, że nie obudził rodziców. Jakaś wróżka genowefa od trzech godzin gada mi za głową. Pora ją uciszyć, pościelać łóżko i spróbować zasnąć. Ale najpierw nie obudzić rodziców...

W słuchawkach The Boy Least Likely To. Pod ciepłą kołderką, światła zgaszone, spokój.

Ten zakątek YouTube nazywany Narnią. Był ktoś tam już? Tak wspaniałe miejsce z mnóstwem indie, przesympatycznych ludzi i milionem pozytywnych emocji. To był pierwszy raz, kiedy zabłądzenie zaowocowało czymś pozytywnym. Kto wie, może zostanę tu na dłużej.

Nie powinnam była zostawać na nogach do tak późnej godziny. Trzeba się przestawić, ustawić, nastawić na odpowiednie tory. To jak ćwierć wakacji, jak ferie zimowe. A minęło tak szybko, że to naprawdę przerażające. Przerażające, jak można tak marnotrawić czas. To nie jest jedno z tych źródeł nieodnawialnych? Bo dana chwila nigdy się nie powtórzy. Czy nie mówiono, żeby chwytać każdy dzień i cieszyć się każdą chwilą? Może to był Paulo Coelho, może Kartezjusz. Nie wiem, ale miał cholerną rację.

Tak miła niespodzianka dziś. Niespodziewajka wręcz. Mały gest, a cieszy. Do tego rozmowa z moim Guru - Mrs. R. Scrapbooking nie jest zły. Można byłoby spróbować. Czyżby wyzwanie? Czemu nie, chyba nadeszła pora na stawianie odważnych kroków, podejmowanie ryzyka, stąpanie po cienkim lodzie. I nową pasję można po części do tego zaliczyć. Na liście jest jeszcze jedna rzecz do odhaczenia, ale to jest chyba za duży kaliber.


Dobranoc.

0 komentarze:

Prześlij komentarz