piątek, 21 grudnia 2012

let's begin again

Majowie przełożyli koniec świata, więc mogę spokojnie powiedzieć, że mam jeszcze trochę czasu na zrealizowanie trochę wczesnych postanowień noworocznych. A trochę ich jest. Nowo poznani ludzie zmotywowali mnie do działania, za co im bardzo, bardzo dziękuję.
Prawda jest taka, że przewartościowałam wiele spraw ostatnio. Z perspektywy czasu patrzę na kilka zdarzeń z minionego roku i trochę ze smutkiem, trochę z ulgą stwierdzam, że dobrze, że szybko były i szybko minęły. Sad but true. Czy ten rok był lepszy od 2011? Chyba jednak nie, niestety. Owszem, było wiele niesamowitych chwil, ale 2011 trudno będzie przebić. 2013 ma predyspozycje do wykonania tego zadania - koncert Bon Jovi w Gdańsku 19 czerwca. Marzenia się spełniają. :) Nie chcę dzisiaj pisać podsumowań (prawie) minionego roku, ale... ja chyba dorosłam. Tak, to cholernie patetycznie brzmi, ale to prawda. Nie nowina, że każdy dorasta. Ja tylko mocno to odczułam ostatnimi czasy.
Z Dżoaną tworzę listę "must to watch during Christmas". Niesamowite, że Niemiec może być taki przystojny. Chociaż w sumie w Berlinie dało się to trochę zauważyć. Dlatego też na pierwszy ogień idzie "Miłość z dzieciństwa".

Czasem warto przemilczeć pewne kwestie, aż ucichną, a nie bez sensu wywlekać coś na światło dzienne i borykać się z konsekwencjami własnych czynów. Czasem ktoś nie powinien się o czymś po prostu dowiedzieć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz