czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po Świętach.

Mignęły jak te wszystkie asteroidy na niebie, które ogląda się latem, leżąc na wilgotnej od rosy trawie. Nie ma. Przykre. Nie wiem, co jest powodem tego, że nie zajęły w moim życiu ważniejszego miejsca. Naprawdę. Chciałabym umieć celebrować Święta, jak to było parę lat temu. Może ktoś kiedyś powie mi, jak się to robi. Może mi przypomni.
Jak zapowiadałam, tak zrobiłam. Wygląd się zmienił dość mocno. Ciekawe, ile wytrzymam tym razem. To tylko świadczy o tym, jak bardzo nie lubię zastojów, spraw stałych i niezmiennych. Dlatego po ponad siedemnastu latach życia w tej części świata duszę się. Chcę ten stan rzeczy zmienić, ale niestety to nie jest takie proste. Biorąc jednak pod uwagę moją upartość i chęć dążenia do celu, dopnę swego. Sooner or later.
Planuję nieco zmienić koncepcję prowadzenia bloga. Chyba za dużo się dzisiaj naoglądałam tych zagranicznych i jakieś nieograniczone ambicje się we mnie obudziły. Wróciły też postanowienia z przeszłości. Oh god... Ten Londyn. Tak bardzo w wakacje chcę do niego wrócić, że chyba po raz kolejny postawię na swoim i nie wiem jak, nie wiem z kim, ale spędzę tam najlepsze dni swoich pierwszych pełnoletnich wakacji.
Tymczasem żegnam się czule, słuchając Florence + The Machine. Tak bardzo smutek, tęsknota i pragnienie. Never let me go.

2 komentarze:

  1. I'm AN almost 18-year-old polish girl who doesn't always think the same way AS others. Actually, I might think I don't belong here, TO this society. I want to move on, get out of this place and become a part of NYC's hustle and bustle.

    OdpowiedzUsuń
  2. A dziękuję, kimkolwiek jesteś :)

    OdpowiedzUsuń