Nie pisałam ponad tydzień, bo zamarzłam. Ho ho, taki żarcik. Siema, Tomasz. A tak serio, to w górach było na tyle zimno, że strach wyściubić rękę z rękawiczki czy kieszeni od kurtki, dlatego "super artystycznych zdjęć z luszczanki" nie ma, a moje super lansiarskie foto na desce już wisi na Fejsie.
No ale noc z niedzieli na poniedziałek była jedną z najlepsiejszych* ostatnio. "Ewa, będę u Ciebie maks o 17:00", godzina 18:45 - Ala puka do drzwi. Uprzednio zahaczając o sklep na rogu i kupując co nie co, wkroczyłam z tym plackiem na piętro. I się zaczęło... Ło panie, Ewiszon to iście perfekcyjna pani domu. Amfija mogłaby jej buty lizać! Wzięcie aparatu miało swoje dobre i złe strony. Połowa zdjęć to tyłeczek Ewci, a druga połowa to moje... no nieważne. To zdjęcie opisuje wszystko:
I pizza na śniadanie rulez, bo kanapki są zbyt mainstreamowe.
*Ale pamiętajcie jedno - Omegle po pijaku jest zajebiste tylko do pewnego momentu.

zombie
OdpowiedzUsuńTak, siema. Tak, czytam :P
OdpowiedzUsuń