Bry wieczór. Właśnie wróciłam. CO ZA WIECZÓR.
Bam, bam! Poznałam wielu fajnych ludzi, przeżyłam fałszywy alarm powrotu rodziców Dżoany do domu, kilkurazowe przypalenie parkietu, jaranie starego tytoniu (teraz już wiem, czemu brat mi go łaskawie dał za darmo), rozmawianie niekoniecznie na trzeźwo z Mihauem, picie wina z cukru, jaranie węgielków, oglądanie chorych porno horrorów z zombiakami (a właściwie pierwszego partu, BO JOANNA ZAPOMNIAŁA ŚCIĄGNĄĆ DRUGIEGO) i takie tam normalne rzeczy, które robi się na co dzień.
Przed chwilą dostaję smsa od Emili:
- Ej, ja mam to wino.
- Nom nom.
- W poniedziałek zerujemy.
- Na długiej przerwie!
- Koniecznie!
Boże, uwielbiam tych ludzi. No uwielbiam.
- Z czego jest to wino?
- Z cukru!
Idę spać. Dobranoc.
A! A wczorajszy, tj. piątkowy, wieczór spędziłam z EWĄ. Wiedziałam, że to się tak skończy, placku! Wiedziałam. Za grosz czego? ASERTYWNOŚCI.
PS Zdjęcia jutro. Huehue, fajne są :D
PS Zdjęcia jutro. Huehue, fajne są :D
0 komentarze:
Prześlij komentarz