Wyobraź sobie, że masz wielki, gigantyczny kamień w klatce piersiowej. Mówią, że po lewej stronie, ale to tylko taka biologiczna zmyłka. Żyjesz sobie z takim kamieniem na sercu, za każdym pierdolonym razem przy próbie wskrzeszenia w sobie entuzjazmu i radości on staje się jakby tysiąc razy cięższy. To nie to. Uśmiech znika z Twojej twarzy i nie wiesz, co masz robić. Nieudane podchody do zajebistego, nowego życia kończą się tak szybko, jak szybko są rozpoczynane. I nagle nadchodzi moment, w którym ten ciężar spada. Odchodzi, pozostawiając miejsce na odetchnienie, na coś fajnego. Zajebiste uczucie. Polecam spróbować.
W każdym bądź razie mam pięć z informatyki, dwa z polskiego i pięć z pepe na semestr. Dalej kozaczę. Do czwartku. Trolololo, umrę.
0 komentarze:
Prześlij komentarz