poniedziałek, 12 marca 2012


BUM. Prysło.
Dobrze, że zakupy są lekarstwem na wszystko. Tylko pieniądze mogłyby się nie kończyć. Słowa mogłyby mieć zawsze sens, a myśli winny być logiczne. Tymczasem siedzę, spłukana, gadam bez sensu sama do siebie i przywołuję w głowie pewne fakty.
Wstać, przeżyć, pójść spać. Tego się ostatnio trzymam i średnio na tym wychodzę. Milion myśli na minutę, bolące stawy, opadające powieki, ciągła nerwica. Chcę wysiąść z tej karuzeli zdarzeń. Chcę, żeby ktoś to do kurwy nędzy zatrzymał, zanim spadnę.
Brakowało mi kogoś takiego. Kogoś, przy kim mogę być sobą. Kogoś, przy kim łzy nie są powodem do wstydu. Kogoś, do kogo mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Kogoś, kto rozumie mnie bardziej, niż ja sama. Kogoś, kto kocha bez względu na wszystko. Kogoś, kto jest. Dziękuję, Ewa, że jesteś.


Odchodząc od tej mojej emocjonalnej rzygowiny, to kolejnym przerażającym faktem jest to, że tak jak chciałam, żeby wakacje były od zaraz, a szkoła skończyła się za parę dni, tak teraz marzę o wydłużeniu dni w miesiącach. No ja się po prostu nie ogarnę. ZA DUŻO. Wyliczyłam 22 dni robocze w szkole do końca kwietnia. Maja nie liczę, bo to bez sensu, a czerwiec to... No nieważne, czerwiec to wakacje. Włączam piąte obroty i biorę się za to. Za siebie.

1 komentarz: