Tak szybko jak wzburzyła się we mnie euforia z powodu niedoszłego wyjazdu do Hiszpanii we wrześniu, tak szybko sprowadzono mnie na ziemię. Niestety. Całą sobą teraz muszę się skierować na szkołę. Lepiej późno niż wcale, tak mówią. Głupio by było tylko wtedy, kiedy musiałabym siedzieć z książkami w czerwcu i lipcu włącznie. No głupio by było, no głupio. Ale wierzę w to, że było wielu takich jak ja i dali radę. A ja tylko panikuję jak zwykle. Wykorzystam ostatnie pokłady sił, żeby to ogarnąć. Z fizyką się dało? Dało, nie jest rewelacyjnie, ale zdecydowanie lepiej, niż w poprzednim półroczu.
Podobno robi się cieplej. Mama wróciła z basenu i tak powiedziała. No oby, bo coraz bardziej marzy mi się wypad na weekend gdzieś poza nasz zasrany Tomaszówek. Kraków? Warszawa? Może Poznań? Ugadać rodziców i będzie miło. Ktoś chętny na coś takiego? :)
Huh, po raz który to już wprowadzam zmiany? Oby po raz ostatni. Zaciskam poślady i tyle, no.
PS. A może dziennikarstwo radiowe?
Katowice i masz już chętnych.
OdpowiedzUsuńCzuję, że Twoja historia mnie wzrusza...
OdpowiedzUsuń