wtorek, 15 marca 2011

24 days

I co ja mam napisać? Że zostało 24 dni do moich urodzin? Że rozwalił mi się palec? (Znowu...) Że już połowa marca i niecały miesiąc do egzaminów? Żyję w jednym, wielkim stresie. Tylko niewiele czynników trzyma mnie przy całkiem normalnym funkcjonowaniu. Grecja pod znakiem zapytania. Komuś się coś uroiło i przez to ja mam być poszkodowana? W życiu, kuźwa, Romana. No. Więc mam taki apel do naszej zacnej społeczności polskiej - zajmijcie się swoimi sprawami i nie wpieprzajcie się w cudze życie. Tym bardziej, jeśli o czyimś życiu wie się tyle, co nic.
Teraz będzie niespodziewany zwrot akcji. Pomimo tego, co napisałam powyżej, chilloutuję. Pieprzyć stres i presję, mam wszystko w głębokim poważaniu dzisiaj. O, wypocznę. Jeszcze mnie zadziwia, pozytywnie oczywiście, mój stosunek do kilku zdarzeń. Chyba mogę tak sobie egzystować. Po cichu, w zasranym Tomaszowie. I składam papiery do LO w Łodzi. Nie dostanę się, ale przynajmniej przez parę tygodni będę żyć nadzieją. W końcu z Łodzi jest lepsze połączenie do innych miast. W sensie... na koncerty i inne. No, lepiej już skończę, bo za dużo napiszę.
Wyszło jakoś tak smutno. Bo Ashton jest brzydki i mnie odrzucało przy Zupełnie jak miłość. A tak w ogóle, to zaśpiewał jej I'll be there for you, a ona do niego, że się zaręczyła. No WTF?! Jakby mi ktoś tak połechtał zmysły (TAKĄ piosenką), to nie odpowiadałabym za swoje zachowanie.

No, wymiękam.

1 komentarz:

  1. dobrze że koszmar pt. egzaminy mam już za sobą. ale to porażka była. i jeden wielki stres. ugh. radioaktywne biedronki -,-
    miałam właśnie ten film obejrzeć :D

    OdpowiedzUsuń