piątek, 25 marca 2011

13 dni

Co za dzień. Począwszy od rzekomego sprawdzianu z geografii, po (nie)zapowiedzianą kartkówkę z chemii. Nawet nie chce mi się o nim pisać.
Po pierwsze, chcę do kina. Są trzy opcje: "Sala samobójców", "Oczy Julii" i "Sucker Punch". Potrzebuję jeszcze kogoś ze sobą, dużą colę i możemy iść. Nie to, żebym desperacko szukała kogoś na blogu. Tak się tylko tym dzielę. :P
Po drugie, w ten weekend muszę przepisać polski i matematykę. Od miesiąca prowadzę te zeszyty (w sumie to nie tylko te, ale tylko te wypadałoby ogarnąć) od tyłu. Sama już się gubię. Czyli z polskiego jakieś pięć wypracowań. Zapowiada się weekendowy fun!
Po trzecie, powinnam posprzątać w pokoju. Ale trzymam się zasady, że lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu. O.

Uczucia? O matko... Jest tak wspaniale. Mimo tego całego popsutego dzisiaj humoru jest wspaniale. Wreszcie czuję, że żyję. Tak pełną parą. Oczywiście, brakuje mi paru czynników do pełnej ekstazy i w ogóle, ale nie jest źle. Jest super. To jest takie uczucie, że wstajesz rano i wiesz, że jak wrócisz ze szkoły, to będzie nieziemsko. Tak po prostu. Że aż chce się iść do tej szkoły, bo im wcześniej się pójdzie, tym szybciej się wróci. To tak, jakby się miało niewidzialne skrzydła przytwierdzone do łopatek i z każdym uśmiechem i przypływem radości one unosiłyby cię pod niebo. Nie chcę, by ten stan się zmienił. Może być tylko lepiej, mam nadzieję.

0 komentarze:

Prześlij komentarz