O Jezu, tyyyyle emocji. Pozytywnych i negatywnych. Ktoś skutecznie próbuje otworzyć mi oczy. Tego komentować nie będę.
Teraz się już inaczej chodzi na spacery po ciemku. Inaczej, niż w grudniu. Po osiemnastej poszłam na główną pocztę, po kawę do McDonald's (tak, można powiedzieć, że chyba się przekonałam do latte) i na mały spacer po mieście. Tylko nie lubię ciszy, więc włączyłam iPoda. W tym czasie oczywiście milion telefonów, których nie słyszałam. I wyjaśniło się, dlaczego ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, przechodząc obok mnie - dzwonił mi telefon w kieszeni, a ja sobie ucieszona szłam chodnikiem nic nie robiąc. Z ciepłą kawą skierowałam się w stronę kościoła, bo na dziewiętnastą mieliśmy spotkanie w sprawie bierzmowania. I w sumie po cholerę szłam... Puściła nam z mp3 rekolekcje księdza jakiegośtam ze studentami w Krakowie. Półtorej godziny słuchania o seksie. Tak, tego mi było trzeba w poniedziałkowy wieczór. Do tego w kościele. Tym bardziej, jeśli tego samego słuchałam już w grudniu.
Moja dzisiejsza nauka biologii skończyła się słuchaniem tej piosenki:
You and me baby, ain't nothin' but mammals
So let's do it like they do on the Discovery Channel
Uczucia? Za dużo ich, żeby je wypisać. Targają mną, jak jakąś marionetką. Aż się nasuwa reklama z Sercem i Rozumem. Ja wybieram urządzenie wielofunkcyjne.
0 komentarze:
Prześlij komentarz