czwartek, 31 marca 2011
Nie spałam do pierwszej w nocy, obudziłam się przed szóstą. Tylko po to, żeby uczyć się na sprawdzian z fizyki, którego nie było. Tak, stanowczo takiego obrotu sprawy chciałam.
A dzisiejsza rozmowa przez telefon w nocy... Pamiętam mniej, niż połowę. Jezu, jestem takim plackiem w nocy. Nie idzie mnie zrozumieć, a jednak. Nawet nie pamiętam, czy czegoś nie palnęłam. Miło byłoby, gdybym została uświadomiona, jeśli jednak coś palnęłam. :P
środa, 30 marca 2011
8 dni
Zaświeciło się światełko w tunelu. O jej, żeby wszystko poszło po mojej myśli...
Po pierwsze primo - jutro sprawdzian z fizyki. Nie umiem jeszcze nic. Tutaj też mogłoby pójść po mojej myśli i mogłaby dać... no, mogłaby.
Po drugie primo - jeśli jutro ktoś przebije mi moje trampki na Allegro, to znajdę, zgwałcę, zabiję i powieszę za jaja. Won mi od nich, one są moje.
Po trzecie primo - ta pogoda ma się utrzymać. Tyle czekałam na możliwość wyjścia z domu w samej bluzie, że nie zamierzam teraz zmieniać tego stanu rzeczy.
I tak bym coś jeszcze napisała, ale między Bogiem a prawdą, to mam mnóstwo rzeczy do zrobienia tego wieczora. Począwszy od nieszczęsnej fizyki, kończąc na podaniu na polski.
Zawiało mi wakacjami w pokoju...
poniedziałek, 28 marca 2011
10 dni
Sok z pomidora zdecydowanie nie powinien skapywać perfidnie na klawiaturę i touchpada laptopa. Sok z pomidora to napój szatana. Nie działa mi teraz przez niego touchpad. No to teraz trzeba powiedzieć o tym mamie...
Z racji, że wstałam jakieś piętnaście minut po siódmej, nie było opcji pójścia na pierwszą lekcję. A że mama szła na dziewiątą na indywidualne, to jej coś wkręciłam i był spokój. Matematyczka zabiła mnie parę razy wzrokiem na przerwie. No, nie było mnie na matematyce. I była wojna. Na wychowawczej. O chemię. Bo tak to już jest, jak ktoś zdaje sobie sprawę, że nie ma racji, a i tak dalej upiera się przy swoim. Tylko, że my mieliśmy przewagę 28:1. Głupia baba, niech idzie niańczyć dzieci, wyrodna matka.
Przyszła uczennica (powtarzam, jak się dostanę, co graniczy z cudem) pierwszej klasy o profilu menadżerskim w II LO dostała bojowe zadanie. Zarezerwować bilety do kina, zorganizować autokar i zebrać pieniądze. I tydzień na to mam, ogarnę to. Plus parę spraw z lekcją otwartą w ZSP 6. No nic, trzeba spiąć poślady i działać.
AC/DC - You Shook Me All Night Long
Do pierwszego egzaminu zostało 15 dni. Po egzaminach pocisnąć do połowy maja, a później total chillout. Koniec roku przewiduję na 31 maja. Później "bal", wyjazd, powrót, poranki nad Pilicą i rozdanie świadectw. Wakacje szykują się pozytywnie. Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, czekają mnie dwa wyjazdy plus rodzice zgarną mnie gdzieś. Tylko chcę w góry. Tam można dopiero poczuć, że się żyje. Stojąc na jakimś szczycie można poczuć dystans do całego tego zgiełku, zabieganego życia i w ogóle. Chcę w tym roku zaliczyć wszystkie szczyty Czerwonych Wierchów, wejść znów na Kasprowy i przejść gdzieś w Tatry Wysokie. Jak tu nie kochać gór? I w zimie i w lecie, zawsze.
A jak tak się idzie szlakiem, to można pomyśleć o wielu rzeczach.
Uczucia? Czuję presję, zniesmaczenie, zażenowanie i strach.
PS. Druga część wczorajszej notki to wizja mojego życia ZA ROK. No, podkoloryzowałam trochę, pomarzyłam i wyszłam narcystycznie. Trudno.
"Nie bądź komercyjna"
Nie będę, obiecuję.
PS. Druga część wczorajszej notki to wizja mojego życia ZA ROK. No, podkoloryzowałam trochę, pomarzyłam i wyszłam narcystycznie. Trudno.
"Nie bądź komercyjna"
Nie będę, obiecuję.
niedziela, 27 marca 2011
11 dni
Znowu przepieprzyłam cały weekend. Powinnam przepisać zeszyt od polskiego i matematyki, nauczyć się geografii, bo jutro nie zdążę. No, a poszłam na zakupy. Powinnam była zrobić arkusz z części ścisłej, a nie zrobiłam. Mama mnie teraz ściga wkurzona, że się nie uczę. No, normalka.
Zaczyna się kolejny ciężki tydzień. O dziwo nie przeraża mnie sprawdzian z fizyki. Gorzej z tą geografią, ale muszę spiąć poślady i dać radę, bo w końcu będę ją miała na rozszerzeniu, no.
27 marca 2012
Muszę wymyślić jakąś ciekawą audycję na następny tydzień. Ostatnio chyba im się podobało. Zapuszczę później Queen, oni to lubią.
Ciągnę z nauką, ale bez przesady. Nie będę się tak przemęczać. To dopiero pierwsza klasa, rozkręcam się. I w sumie fajnie tutaj jest. Już minęło pierwsze półrocze, nie było źle chyba. Jedni działają mi na nerwy, koło innych przechodzę obojętnie. (tutaj bym coś napisała, ale nie napiszę, bo ten temat miał być nie poruszany)
Życie towarzyskie kwitnie. Dopiero tutaj jest zajebista atmosfera. Zero niedopowiedzianych zdań i czarnych słów za plecami. Zaskoczyło mnie to w pewnym sensie, pozytywnie. Właśnie, w weekend osiemnastka kolegi z drugiej klasy. Byle się nie spili po dwóch godzinach. Może postoję za konsoletą, o.
sobota, 26 marca 2011
12 dni
Wyspałam się.
To takie fajne i niespotykane w moim życiu, że aż musiałam o tym napisać. Jeszcze raz - wyspałam się. Och, dobra, koniec.
Poszłam spać z myślą, że pieprzę dni otwarte w I LO, bo i tak tam nie idę. No, to pojechaliśmy do Focusa. Rodziców wysłałam na Czarny Czwartek. Ja, "wyposzczona" od Empiku, polazłam tam i siedziałam między książkami chyba z godzinę. Fakt faktem, nie kupiłam żadnej (chyba, że zaliczymy zakupiony słownik do angielskiego), ale lubię tam siedzieć. Zamiast książek kupiłam trochę czasopism/magazynów.
Za te cztery powyższe rzeczy kocham Empik, o. Co nie zmienia faktu, że niektóre ceny płyt są... co najmniej walące na łeb. Kupiłam w Media Markt płytę Bryana Adamsa unplugged. Dałam za nią 19,90 zł, a w Empiku taka sama miała przyklejoną cenę 39,90 zł. No coś tu jest nie halo.
Siedzę sobie przy stoliku, popijam Mirindę z lodem i czytam Teraz Rocka. Zostało mi jakieś 40 minut filmu rodziców. Dosiada się jakiś chłopak. Na oko 20 lat, strasznie wysoki. Niezły. Pyta, co piszą w tym magazynie i co ciekawego teraz czytam. W sumie mnie zatkało. I tak sobie pogadaliśmy o Queen z piętnaście minut. Powiedział, że musi iść i że fajnie się rozmawiało. Po filmie idziemy z rodzicami, patrzę, idzie ów wysoki nowo poznany kolega. Patrzy na mnie i "cześć", patrzy na mojego tatę i... lekka konsternacja, zakłopotanie i "o, dzień dobry panie profesorze". Znowu mnie zatkało. "Skąd on cię znał, tato?" "No wiesz, to mój uczeń ze Spały, siatkarz, maturalna klasa" ... :P
Uczucia? Niezmiennie zajebiście.
piątek, 25 marca 2011
13 dni
Co za dzień. Począwszy od rzekomego sprawdzianu z geografii, po (nie)zapowiedzianą kartkówkę z chemii. Nawet nie chce mi się o nim pisać.
Po pierwsze, chcę do kina. Są trzy opcje: "Sala samobójców", "Oczy Julii" i "Sucker Punch". Potrzebuję jeszcze kogoś ze sobą, dużą colę i możemy iść. Nie to, żebym desperacko szukała kogoś na blogu. Tak się tylko tym dzielę. :P
Po drugie, w ten weekend muszę przepisać polski i matematykę. Od miesiąca prowadzę te zeszyty (w sumie to nie tylko te, ale tylko te wypadałoby ogarnąć) od tyłu. Sama już się gubię. Czyli z polskiego jakieś pięć wypracowań. Zapowiada się weekendowy fun!
Po trzecie, powinnam posprzątać w pokoju. Ale trzymam się zasady, że lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu. O.
Uczucia? O matko... Jest tak wspaniale. Mimo tego całego popsutego dzisiaj humoru jest wspaniale. Wreszcie czuję, że żyję. Tak pełną parą. Oczywiście, brakuje mi paru czynników do pełnej ekstazy i w ogóle, ale nie jest źle. Jest super. To jest takie uczucie, że wstajesz rano i wiesz, że jak wrócisz ze szkoły, to będzie nieziemsko. Tak po prostu. Że aż chce się iść do tej szkoły, bo im wcześniej się pójdzie, tym szybciej się wróci. To tak, jakby się miało niewidzialne skrzydła przytwierdzone do łopatek i z każdym uśmiechem i przypływem radości one unosiłyby cię pod niebo. Nie chcę, by ten stan się zmienił. Może być tylko lepiej, mam nadzieję.
wtorek, 22 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
17 dni
O Jezu, tyyyyle emocji. Pozytywnych i negatywnych. Ktoś skutecznie próbuje otworzyć mi oczy. Tego komentować nie będę.
Teraz się już inaczej chodzi na spacery po ciemku. Inaczej, niż w grudniu. Po osiemnastej poszłam na główną pocztę, po kawę do McDonald's (tak, można powiedzieć, że chyba się przekonałam do latte) i na mały spacer po mieście. Tylko nie lubię ciszy, więc włączyłam iPoda. W tym czasie oczywiście milion telefonów, których nie słyszałam. I wyjaśniło się, dlaczego ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, przechodząc obok mnie - dzwonił mi telefon w kieszeni, a ja sobie ucieszona szłam chodnikiem nic nie robiąc. Z ciepłą kawą skierowałam się w stronę kościoła, bo na dziewiętnastą mieliśmy spotkanie w sprawie bierzmowania. I w sumie po cholerę szłam... Puściła nam z mp3 rekolekcje księdza jakiegośtam ze studentami w Krakowie. Półtorej godziny słuchania o seksie. Tak, tego mi było trzeba w poniedziałkowy wieczór. Do tego w kościele. Tym bardziej, jeśli tego samego słuchałam już w grudniu.
Moja dzisiejsza nauka biologii skończyła się słuchaniem tej piosenki:
You and me baby, ain't nothin' but mammals
So let's do it like they do on the Discovery Channel
Uczucia? Za dużo ich, żeby je wypisać. Targają mną, jak jakąś marionetką. Aż się nasuwa reklama z Sercem i Rozumem. Ja wybieram urządzenie wielofunkcyjne.
niedziela, 20 marca 2011
sobota, 19 marca 2011
19 dni
Poszłam na drzwi otwarte 2 LO. Niby wszystko pięknie, ładnie, zajebisty radiowęzeł, ludzie super, ale przecież i tak się nie dostanę. A jak wybiorę wszystkie profile, to mnie nie będą chcieli przepisać do menu czy do (uwaga, uwaga!) g-i. Tak, biorę pod uwagę klasę geograficzno-informatyczną. Nerd ze mnie. No, ale mają taki super radiowęzeł. Chyba ze względu na niego głównie tam pójdę.
A po LO pójdę sobie na jakiś uniwersytet. Będę studiować zarządzanie. Albo marketing. Kiedyś jeszcze myślałam o stosunkach międzynarodowych, ale to jednak... zbyt humanistyczne chyba. A już wcześniejsze pomysły takie jak na przykład filologia angielska... Zdecydowanie nie.
Do pierwszego egzaminu (humanistycznego) zostały 24 dni. 13 kwietnia (szczęście w nieszczęściu, że to środa, nie piątek) ścisły. Polegnę. 13 kwietnia zapiszę sobie w kalendarzu jako dnień zagłady. Za to po egzaminach... No, już się doczekać nie mogę :P
PS. Chłopaki z zespołu byli zajebiści, ale tej dziewczynie to chyba powinni podziękować...
Mówiłam już, że jara mnie perkusja, lecę na perkusistów i chcę się nauczyć grać na perkusji?
czwartek, 17 marca 2011
podcast #2
No i proszę bardzo, jak mówiłam, tak zrobiłam. I ten... Dziwnie zabrzmiało wymawianie nazwiska autorki. Coś się spieprzyło, ja wymówiłam je dobrze :P
wondering
Ala, zastanów się, co Ty robisz
może kogoś krzywdzisz
samą siebie?
takie masochistyczne zapędy...
Ale ja mam jeszcze czas na zmiany. W tym roku kończę aż tylko 16 lat. No, trzeba się ustatkować. Boże, o czym ja w ogóle piszę...
W każdym bądź razie, wynegocjowałam z rodzicami obóz językowy. Może Londyn. A w Londynie dużo przystojnych Brytyjczyków w garniturach, spieszących się do pracy z kawą w ręku. Zawsze chciałam zrobić komuś takie zdjęcie. No tak, ale nie podejdę do pierwszego lepszego faceta przy London Eye i nie powiem do niego Hello, can I take you a few pictures? Aż taka śmiała nie jestem. W takim razie muszę znaleźć sobie jakiegoś modela. Ala, o czym Ty w ogóle myślisz...
Miał być obiecany podcast, ale szczerze powiem, że mi się nie chciało. Może po południu/wieczorem coś nagram. I zmieniłam szablon. Tamtym waliło po oczach. Takie coś pseudo w techikolorze. Ten jest przejściowy. Znajdę coś normalnego i nadającego się do ludzi.
Szykuje nam się wycieczka. Stawiam na Kraków, jak co roku.
Miało być coś o uczuciach jeszcze. Coś, tam głęboko, odczuwa niezdecydowanie. Jest też coś a'la poirytowanie, choć bezpodstawne w sumie. I chęć czegoś. Jakiegoś uczucia chyba.
Miało być coś o uczuciach jeszcze. Coś, tam głęboko, odczuwa niezdecydowanie. Jest też coś a'la poirytowanie, choć bezpodstawne w sumie. I chęć czegoś. Jakiegoś uczucia chyba.
wtorek, 15 marca 2011
24 days
I co ja mam napisać? Że zostało 24 dni do moich urodzin? Że rozwalił mi się palec? (Znowu...) Że już połowa marca i niecały miesiąc do egzaminów? Żyję w jednym, wielkim stresie. Tylko niewiele czynników trzyma mnie przy całkiem normalnym funkcjonowaniu. Grecja pod znakiem zapytania. Komuś się coś uroiło i przez to ja mam być poszkodowana? W życiu, kuźwa, Romana. No. Więc mam taki apel do naszej zacnej społeczności polskiej - zajmijcie się swoimi sprawami i nie wpieprzajcie się w cudze życie. Tym bardziej, jeśli o czyimś życiu wie się tyle, co nic.
Teraz będzie niespodziewany zwrot akcji. Pomimo tego, co napisałam powyżej, chilloutuję. Pieprzyć stres i presję, mam wszystko w głębokim poważaniu dzisiaj. O, wypocznę. Jeszcze mnie zadziwia, pozytywnie oczywiście, mój stosunek do kilku zdarzeń. Chyba mogę tak sobie egzystować. Po cichu, w zasranym Tomaszowie. I składam papiery do LO w Łodzi. Nie dostanę się, ale przynajmniej przez parę tygodni będę żyć nadzieją. W końcu z Łodzi jest lepsze połączenie do innych miast. W sensie... na koncerty i inne. No, lepiej już skończę, bo za dużo napiszę.
Wyszło jakoś tak smutno. Bo Ashton jest brzydki i mnie odrzucało przy Zupełnie jak miłość. A tak w ogóle, to zaśpiewał jej I'll be there for you, a ona do niego, że się zaręczyła. No WTF?! Jakby mi ktoś tak połechtał zmysły (TAKĄ piosenką), to nie odpowiadałabym za swoje zachowanie.
No, wymiękam.
poniedziałek, 14 marca 2011
podcast #1
No to jak powiedziałam, tak zrobiłam. Wygrzebałam stary mikrofon i wyplułam parę słów do niego. Z technicznej strony przepraszam, dopiero przypominam sobie, jak to wszystko działa. Plus informacja - w 0:21 jest śmiech. Tak, tak właśnie się zaśmiałam. :P Dobra, nie będę się dłużej kompromitować.
Uczucia? Ulga.
niedziela, 13 marca 2011
something new
Dobra, może to pomysł irracjonalny. Może to nie wypali. Zamierzam nagrywać podcasty. Tak mnie ciągnie do pracy w radiu... Głos mam nieradiowy, szkoda, ale tu się będę odsłaniać, o. Najpierw naprawię mikrofon, bo mi kabelki poszły.
Miało być o uczuciach. Jak się czuję? Źle, bo jest trzynasty i jutro jest poniedziałek. Ale też dobrze, bo jest fajnie. Jest mi fajnie, bo sprawy mają się fajnie. Jezu, jestem szczęśliwa. Szczęśliwa mimo tych wszystkich małych nieznaczących epizodów.
Miało być o uczuciach. Jak się czuję? Źle, bo jest trzynasty i jutro jest poniedziałek. Ale też dobrze, bo jest fajnie. Jest mi fajnie, bo sprawy mają się fajnie. Jezu, jestem szczęśliwa. Szczęśliwa mimo tych wszystkich małych nieznaczących epizodów.
sobota, 12 marca 2011
~
Bo ten, tak to bywa, że człowiek popełnia błędy. Dzisiaj na przykład poszłam zostałam zaciągnięta do kina na Skąd wiesz?. Nawet mi się tego recenzować nie chce. Aż zacytuję wypowiedź wysłaną tuż po seansie do kogoś: "Skąd wiesz?" to totalne dno. Nawet Jack Nickolson (jakkolwiek się pisze jego nazwisko) nie pomógł się od niego odbić. No, bo ten film był o niczym. Chociaż w sumie nie, był typowy schemat komedii romantycznej zza oceanu. To było tak przerażająco przewidywalne, że aż śmieszne. Nie, to nawet nie było śmieszne. Ale czego się generalnie spodziewać idąc na taki film? No właśnie...
W drodze do Piotrkowa myślałam nad pewnymi rzeczami. Doszłam do kilku wniosków. Mam nadzieję, że były i są trafne. Okaże się.
Tymczasem pełen chillout. Po tak... mocnym piątku przyszedł czas na lżejszą resztę tygodnia. Prawdę powiedziawszy nie powinno tak być, bo mam cholernie dużo zaległości. Różnych zaległości.
To teraz czas na specjalny akapit. O, to będzie część stała postów. To, co czuję. Co czuję? Tam, tam gdzieś w środku czuję coś, czego nie potrafię opisać. To coś pokroju radości. Ale to taka inna radość. Nie taka, kiedy mama kupi Ci Twój ulubiony jogurt, czy uśmiechniesz się do policjanta i nie dostaniesz mandatu. Z drugiej strony jest jakiś niepokój. Nie wiem nawet o co i po co. Czuję, że coś wyjdzie na jaw i to mnie zaboli. Cóż, na razie oddaję się tej mojej radości. Niech trwa jak najdłużej.
piątek, 11 marca 2011
happiness
Chciałeś uczucia? Chciałeś więcej wewnętrznej mnie? A masz.
Jezu, jak mi dobrze. To najlepszy piątek odkąd pamiętam. Tyyyle radości i szczęścia! To coś w brzuchu to jeszcze nie motyle, ale równie dobrze na mnie działa. Szczęście! To tak fajnie kogoś uszczęśliwiać, a jak jeszcze samemu jest się od tego szczęśliwym, to jest full pakiet opcja. Chcę więcej. Chcę więcej tego szczęścia!
I super, że trafiłam. Powiem szczerze, że nie wiedziałam, czy się uda. A już dzisiaj przed 18:00 to takie miałam odczucia, że to jednak był błąd, no. Że się wygłupiłam i że to dziecinne. A teraz ogarnia mnie wszechobecna radość. Boże, jak ja to lubię.
A to mi tata dzisiaj śpiewał i grał na gitarze. To też lubię. :D
czwartek, 10 marca 2011
I had better...
not to worry. No bo ten... przeżywam wszystko jak mrówka okres. I to na dłuższą metę mnie wykańcza. Dzisiaj angielski. Rano wstałam dwie godziny za wcześnie, bo się przebudziłam ze stresu. Później się spóźniłam na zbiórkę, bo przy zakładaniu butów niemiłosiernie trzęsły mi się ręce. Do tego dla większości osób robię dobrą minę do złej gry. Wielu ludzi nic nie zauważa, bo potrafię to ukryć, zataić. Muszę się zmienić, od zaraz.
Tyle mojego wywodu na temat własnej osoby. Wróćmy do normalności.
Konkurs czy olimpiada (jak zwał, tak zwał) to było coś... czego paradoksalnie się chyba spodziewałam. Na pierwszy rzut oka mało zadań. 90 minut. Później, po zerknięciu "głębiej" w podpunkty trochę mnie zatkało, zbierałam szczękę z podłogi.
Po dzisiejszym dniu doszłam też do wniosku, że już mam spore referencje jako niańka. I to w sumie z całkiem szerokim przedziałem wiekowym dzieci. Jakieś dwa lata temu tydzień z kilkumiesięcznym dzieckiem, dzisiaj malowanie wirtualnych paznokci, zabijanie pingwinów w śnieżnej krainie i Jesteś Szalona w karaoke na Youtube z ośmioletnią kuzynką. Dzieci mnie lubią :P To ten... jak ktoś potrzebuje niani dla dziecka, to ja mogę być chętna w sumie. I nic za friko, tu jest Polska, tu się żyje. A cukier drożeje!
Plus, dzisiaj była fizyka i mnie na niej nie było. Jestem the happiest man ever.
środa, 9 marca 2011
127 hours
Niedawno obejrzałam "127 godzin". Nawet zrecenzowałam ten film na forum. A co, zacytuję siebie samą:
Film "127 godzin" zdecydowanie nie był takim filmem, jakiego się spodziewałam. Po przeczytaniu krótkiej recenzji myślałam, że będzie to coś a'la "Cast away: poza światem", tylko w innej scenerii. Szczerze powiedziawszy nie za bardzo mnie ciekawił. Obejrzałam z zupełnie innego, prywatnego powodu. Ale bardzo się zaskoczyłam. To było zupełnie coś innego. Film miażdży. Pod każdym tego słowa znaczeniem. Nie takiego zakończenia się spodziewałam. Wyszło na jaw też, że nie mam tak mocnych nerwów, jakie myślałam, że mam. Praktycznie film jednego aktora (wyłączając pierwsze dziesięć minut, wtedy były z głównym bohaterem dwie kobiety). Wciąga. Czasami w trakcie filmu idę zrobić sobie kolację, herbatę czy odgrzać zupę. Ale tutaj nie, nie da się.
Polecam film przez wielkie "P".
9/10
To powyżej zostało ocenione przez kolegę jako coś bardzo emocjonalnego. Pisałam to "na gorąco", pod wpływem chwili, więc może są jakieś emocje. Lubię tak, tak na świeżo. Później, jak one opadną, to to nie jest to samo. Piszę jak połamana. Skończę lepiej.
Nie pisałam o Oscarach. Później. Nie-mam-cza-su.
Polecam film przez wielkie "P".
9/10
To powyżej zostało ocenione przez kolegę jako coś bardzo emocjonalnego. Pisałam to "na gorąco", pod wpływem chwili, więc może są jakieś emocje. Lubię tak, tak na świeżo. Później, jak one opadną, to to nie jest to samo. Piszę jak połamana. Skończę lepiej.
Nie pisałam o Oscarach. Później. Nie-mam-cza-su.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

