Nie lubię tych dni, kiedy nasza szanowna pani magister, która uczy nas historii, ma akurat zły dzień/okres/mąż ją bije/etc. Jeszcze ma pretensje do mnie, że ONA nie wzięła dla mnie sprawdzianu. Później, kiedy odpowiadam jej negatywnie na pytanie, czy jestem przygotowana na lekcję, żeby odpowiadać z poprzedniej lekcji mówi mi, że jestem śmieszna. Super, że mam zdolność wprawiania innych ludzi w radość bez kiwnięcia palcem, ale jednak wolałabym wiedzieć co i jak. Wyszło na to, że odpowiadam w piątek. Z II wojny światowej. FAIL. DEATH.
(jest mi zimno, powinnam zamknąć okno, ale nie chce mi się ruszyć tyłka, niech marznę)
Ruszył sezon fotografowania w plenerze bez wielkiego zachodu, jak to było w zimie. Biorę aparat na ramię, zakładam buty i wychodzę. A u nas jest tyle fajnych miejsc. I aż chyba w weekend pójdę gdzieś się przejść. Przed 3 czerwca muszę jeszcze zamówić osłonę przeciwsłoneczną na obiektyw i statyw porządny by się przydał. A właśnie, jeszcze tylko 14 roboczych dni szkoły...
Z pozdrowieniami dla Maczka!
uczyniłaś mój dzień lepszym tą piosenką!
OdpowiedzUsuń