niedziela, 22 maja 2011

Dzień dobry. Do widzenia.


Nie pisałam trzy dni. Znikam na trzy dni. Biwak się skroił i jutro się zaczyna. Byle tylko pogoda rano była znośna, bo jedziemy tam rowerami. Dzisiaj dopiero zajarzyłam, że przerzutki od 1 do 4 włącznie na tylnym kole przeskakują. Czy górka, czy dołek, będę musiała jechać na piątce albo szóstce. Ale nic, zdjęcia będą, no. :P
Ale od początku.
W piątek zakupy. Aż mnie głowa boli od tego, ile kasy poszło w te cichy. Ale ja je kocham. 
Wczoraj komunia w Warszawie. Prężnie, szybko, po godzinie już siedziałam w samochodzie.  Potem do Leszna na działkę, na tą całą imprezę komunistki. Była fontanna z czekoladą. I były owoce w kawałeczkach. I patyczki były. I się nadziewało i maczało. Pyyycha! Poznałam na nowo Magdę i Asię. Ostatnio widziałyśmy się dziewięć lat temu, na chrzcinach tegorocznej komunistki. I fajną mają chatę, zajebiste oświetlenie.
A teraz dzisiaj. Powinnam była posprzątać, pouczyć się na czwartek. Na piątek zresztą też. A tu nic, nawet się jeszcze nie spakowałam. I z pewnością czegoś zapomnę, jak zwykle. Jak zwykle...


♥ 

1 komentarz: