piątek, 1 kwietnia 2011

6 dni

Jej, ale tu ciepło. Wreszcie rozpoczęła się normalna wiosna, bez zimnych poranków i chłodnych wieczorów. Ciągle ponad 10 stopni. Niech tak zostanie, proooszę.
Zwykłam zaczynać od tematów szkolnych, więc tak też i teraz niech będzie.
Komentować chemii nie będę, jej zachowanie jest po prostu żenujące. Niestety, wśród grona nauczycielskiego wciąż panuje zasada "Nauczyciel ma zawsze rację. Jeśli nie - patrz punkt pierwszy". Wszystko byłoby OK, gdyby oni wszyscy zawsze mieli rację. A niestety, tak nie jest. Żywy dowód, brnie w swoim poniżaniu się głębiej i głębiej. Ale nie, miałam nie poruszać tego tematu. Nie chcę się zdenerwować w ten piękny piątkowy wieczór.
Z tych pozytywniejszych aspektów życia codziennego. Mamy wiosnę. Za sześć dni są moje urodziny. Kończę 16 lat. I prawdopodobnie rodzice założą mi konto w banku. Nie, nie jestem jakąś rozpieszczoną nastolatką i nie mówię do rodziców "Chcę mieć konto, załóżcie mi!", nie. To ułatwiłoby mi tą całą sprawę z Avonem. Płatności online są zdecydowanie szybsze, wygodniejsze i bez ruszania się z domu. Plus mogłabym sobie założyć konto na Allegro. W sumie nic więcej mi nie potrzeba. No, prócz małych kilku spraw. Ale tego też nie chcę wywlekać na światło dzienne. Niech będzie tak, jak jest. Jest dobrze. Chyba. Mam nadzieję.
Perfidnie mnie dzisiaj wkręcono. Wstaję rano, jak codziennie. Nie ogarnęłam faktu, że dziś jest 1 kwietnia. Wpada mama do pokoju i poważnym tonem "Ala, rozmawialiśmy z tatą w nocy. Postanowiliśmy zgodzić się i wysłać Cię na kurs językowy do Chicago." Na co ja podskoczyłam cała w skowronkach, uśmiech od ucha do ucha, jak małe dziecko. Oczy mi się ze szczęścia zaszkliły. A potem usłyszałam najpodlejsze słowa ostatnich dni... "Nie no, co Ty, dzisiaj tylko 1 kwietnia!". To było podłe i chamskie. Nie chcę tak nigdy więcej. Już raz pół roku żyłam faktem, że zgodzili się na wymianę międzynarodową, to mi powiedzieli w ostatniej chwili, że jednak się nie godzą. Tak samo było parę lat temu, kiedy chciałam mieć psa. Mama dała warunek, że mi go kupią, jak będę wychodzić ze smyczą codziennie rano i wieczorem przez miesiąc. Oczywiście ona nie myślała, że się na to zgodzę i faktycznie będę chodzić na spacery, jak głupia z samą smyczą. Wychodziłam, trzy tygodnie. Po trzech tygodniach tata przerażony faktem, że będą musieli kupić mi psa, zakomunikował mi, że to był żart. Bardzo śmieszny, nie?

Na koniec będą skany najnowszego numeru Vivy. Zajebista wręcz sesja zdjęciowa Mai Sablewskiej. Ona jest niesamowita sama w sobie. Plus dobry fotograf. Zdjęcia są nieziemskie.










Pierwsze i trzecie, moje ulubione! Plus (już nie skan) okładka i jej boskie portki.


2 komentarze:

  1. sablewska to botox. a botox nie jest pięknem. :PP

    OdpowiedzUsuń
  2. przecież ona jest brzydkaaaa...weź się za facetów -,-

    OdpowiedzUsuń