niedziela, 3 kwietnia 2011

4 dni

My się z Ewą dobrałyśmy perfekcyjnie. (wybacz, że napiszę tutaj o naszych wadach, Ewcia) Miałyśmy wyjść o 18:00, ale jakoś tak się przedłużyło... No, to parę minut przed 19:00 była u mnie. Miałam tutaj teraz sypnąć tym zajebistym tekstem Ewki z Lidla, ale zapomniałam, ona też. Zacznę sobie to wszystko zapisywać. No i pani z kasy, która nie dość, że wtrąciła się do rozmowy, wzięła nas za uczennice klasy maturalnej, to jeszcze uwierzyła w to, że na studniówkę nie można wziąć partnera spoza szkoły. Facepalm. I swoją drogą, kojarzę tych dwóch, co za nami stało. Ewa, znasz ich?
Za dokładnie trzy miesiące, kończąc szkołę jedziemy do kraju oliwek, palaczy, ciepła, tańca sirtaki i sera feta. Jeszcze tylko sześć godzin fizyki. Jakie to romantyczne. Aż pójdę zapalić świeczkę. Nie, znicz będzie bardziej adekwatny do sytuacji.
A teraz załóżmy coś takiego. Macie do wyboru: pójść dobrą drogą, ale robić coś, co Was nie zadowala i pójść złą drogą, ale robić to, co Was satysfakcjonuje i co Was w pewnym sensie łechce. (Tomasz, Ty nie odpowiadaj, Twoją odpowiedź znam :P)

Jest 19 stopni, roztapiam się. Zaczynam sezon bluzek na ramiączka. Jest gorąco. 

2 komentarze:

  1. zła droga! :D najważniejsze to robić w życiu to, co się naprawdę lubi, a nie coś na przymus! :)

    zapomniałaś dodać, że jedziecie do kraju bankructwa. aye.

    OdpowiedzUsuń