wtorek, 12 kwietnia 2011

olimpiada historyczna

Zacznę od tego, że zgapiłam wygląd na bloga od TEJ osoby. Tamten szablon zapisałam, może do niego wrócę. 

Teraz trochę ponarzekam, żeby nie było tak nudno.
Masakra. Uczniobójstwo w zwiększonym stopniu. Jedyna radość to dość łatwa rozprawka i banalne podanie. Pytanie z Wojtyłą też ujdzie. Z zamkniętych 16 punktów. Nie jest źle, mogło być lepiej. Podanie można napisać na maks 13 punktów, rozprawkę 16. Teraz będę narcystyczna, ale powiem, że chciałabym z tych dwóch form wypowiedzi łącznie zgarnąć tak 22-25 punktów. Co razem z zamkniętymi daje mi 38-41, co baaardzo by mnie ucieszyło. Zadanie z hymnem dość głośno komentowano po wyjściu z sal. Trzeba było zaznaczyć poprawną odpowiedź przy pytaniu, ile różnic jest między pierwszą zwrotką "Pieśni legionów polskich we Włoszech" a naszym narodowym hymnem. I tutaj jedni mówili, że cztery, inni pięć, a zdarzyła się osoba, która zaznaczyła, że sześć. No, przynajmniej to mam dobrze... Jeszcze coś. Według mnie Monte Cassino znajduje się we Francji, a "Mazurek Dąbrowskiego" to krakowiak.
Siedziałam do końca. Na rozprawkę nie starczyło mi miejsca. Podanie napisałam chyba dobrze. Siedziałam w pierwszej ławce, ale to chyba mi w sumie nie przeszkadzało. I mimo tego wszystkiego, tych wszystkich głupich i wyssanych z palca pytań, jestem z siebie dumna. Dziękuję Bogu, że nie było praktycznie w ogóle lektur, a jako długą formę wypowiedzi nie kazali napisać charakterystyki. Amen.

A jak przed jutrem? Luz. Już wiem, że można się spodziewać wszystkiego i tego się spodziewam. Już nawet mnie ta fizyka nie przeraża, bo i tak wiem, że coś dowalą, co mnie zwali z nóg. Przynajmniej buty mam ładne. I paznokcie też. A resztę niech szlag trafi. (ostatnio mi się to stwierdzenie baaardzo podoba)

A co jeszcze? Kończę moje... dzieło. Ups, trochę się wygadałam. Ale i tak nie idzie się domyśleć, więc nawet nie próbuj. :P I poświęciłam dla tego jakże ważne (!) spotkanie ze znajomymi. (tutaj z całego mojego wielkiego i gorącego 16-letniego serca chcę przeprosić Ewę) Ale prawie skończyłam i z tego też jestem dumna. W ogóle jakoś ostatnio duma mnie rozpiera. Może to ta pogoda? W sensie, że już się robi coraz cieplej i człowiek tak chodzi po ulicach tak... No, ja przynajmniej tak się czuję pewniej. Tylko tak nie czuję się pewnie w tych butach, mając 188,5 cm wzrostu. Toż to już brat jest ode mnie wtedy niższy! Ale co tam, były dzisiaj wyższe :P

EDIT
Sooooorry, podanie za 5 punktów. No to super.

1 komentarz: