wtorek, 31 maja 2011

hothothot

Wracam ze szkoły, patrzę na termometr, a tam:




Ta ciężko zapowiadana lekcja biologii wcale nie była aż taka straszna. Posiedzieliśmy od 13:30 do 15:30, pogadaliśmy, dostaliśmy piątki, poszliśmy. Z drugiej strony trochę mi smutno, bo to była w moim przypadku ostatnia już lekcja biologii w gimnazjum. I mimo tych wszystkich niepowodzeń, "Ala, przestań rozmawiać", zawalonych kartkówek, "Ala, mówiłam, przestań rozmawiać", będzie mi brakować Heniuty...
Ale za trzy dni będę już siedzieć w autokarze, z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, będzie chędogo wręcz. Szlachta musi balować.

A teraz Kuba. Dobranoc. 

Read More

poniedziałek, 30 maja 2011

sobota, 28 maja 2011

saturday-ay-ay

Zakichana sobota. Od niepamiętnych czasów wstałam przed ósmą w ten dzień tygodnia, a o 11:00 byłam już po zakupach, zmęczona, śpiąca. Przynajmniej sukienkę będę miała zajebistą.
Zdjęć z biwaku jeszcze nie będzie, bo nie zebrało mi się, żeby je w ogóle zrzucić na dysk. Ale postaram się to zrobić dzisiaj.
Jak ogarnę ten burdel w moim pokoju (i nie tylko w sumie), to zacznę ogarniać to wszystko, co muszę zrobić na poniedziałek. A trochę tego jest. I jak zwykle pewnie się nie wyrobię, bo jam jest w końcu Alicja.

A teraz proszę, spójrzcie na to, co znalazłam. Przed Wami Jamie Dornan
(kliknijcie w zdjęcia, są w dużej rozdzielczości, widać super fajne detale hohoho) 



Read More

piątek, 27 maja 2011

chemia chemią, ale jest piątek!

Od razu napiszę coś o kolejnej zmianie. Nowy szablon to tylko chwilowe. Poprzedni miał coś w kodzie nie tak, jak powinno być i lista blogów źle się wyświetlała. Dość wkurzające to było, więc postanowiłam na jakiś czas załadować inny szablon. Naprawimy, to powróci stary.
Na chemii zatrzymało mi się na chwilę serce. Każdy pewny, że da z tej samej książki co zawsze, a ona zrobiła nas w bambuko i ułożyła swój... Wczoraj miałam przeczucia, że coś odpieprzy i nie da tego z Ciekawej Chemii, to było w sumie bardzo prawdopodobne, że chce nas udupić na koniec. Ale co, byli tacy, którzy się nauczyli. I z całego serca im za to dziękuję. :)
Za tydzień Grecja. Wyjeżdżamy 3.06, wracamy 12.06 (ale to tylko plany, w zeszłym roku "opóźniło" nam się trochę i wróciliśmy dwa dni po planowanej dacie przyjazdu). Ostatnie zakupy przede mną. Teraz pracuję na wyjście z twarzą z gimnazjum. A jest trochę trudno, bo moje lenistwo wzięło górę ostatnio i narobiłam sobie zaległości jak stąd do Warszawy.
I ciągle chce mi się spać. Zaczęłam regularnie pić kawę, co jest w sumie szokujące jak na mnie.

Fotorelacja z biwaku i coś jeszcze będzie wieczorem. Teraz zabieram dupę w troki i robię mały out. Sobota i niedziela zapowiadają się ku@#$%ko pracowicie.




biwakowa piosenka, jejeje 

Read More

czwartek, 26 maja 2011

po biwaku, zero snu

Okej, wróciłam. Chodzę i śpię jednocześnie. Fajnie, co? Ale od początku.
W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam jakieś cztery godziny, bo zaczęłam się pakować dość późno. Rano wstałam za późno i pakowanie ostateczne było w dość ekspresowy tempie. Przez to mieszkanie wyglądało jak po przejściu Katriny w Stanach. Tyle dobrego, że przywiozłam sobie dzień wcześniej rower do bloków, rano nie zdążyłabym jeszcze po niego iść na działkę. I tak rano jeszcze po chleb do sklepu i do wulkanizacji podpompować opony. Ale stawiłam się na zbiórkę. I pojechaliśmy. 
Dojechaliśmy. W piątkę w domku mieszkaliśmy. Iście studencki domek. Przedpokój, salon, sypialnia, garderoba, łazienka i kuchnia, w której rozkręcały się najlepsze imprezy, a kończyły w salonie (ewentualnie nad ranem na tarasie o szóstej rano). Nasza "sypialnia" od pierwszych pięciu minut nie pasowała nam ułożeniem mebli. Więc szafę się przesunęło, łóżka w jeden koniec pokoju, stolik do naszej "garderoby" (na oko 1,50 m x 1,50 m) na biurko. W kuchni przestawiłyśmy lodówkę w inną stronę, bo niewygodnie się ją otwierało. Drzwi też wystawiłyśmy :P
No i co, fajnie było. Pierwszy dzień minął nam na opalaniu się, graniu w bilarda na naszym tarasie, bujaniu się na huśtawce i spacerze, na którym obtarłam sobie stopy od trampek i opaliłam dekolt (tylko został mi biały ślad po pasku od torebki). Było sobie ognisko, szlachta przybyła o dziwo. Wieczorem rozeszliśmy się do domków i... No ej, w tamtą noc nic takiego fajnego nie było. Poza tym, że zostałam osądzona o bycie pijaną (nie, nie byłam), musiałam chuchać Wyższej Mocy i Ta tylko się w tym ubzduranym stwierdzeniu rzekomo utwierdziła. Tylko jestem ciekawa, co mi tam się w żołądku aż tak sfermentowało, że po chuchnięciu jebało alkoholem... No ale nic, poszła. Koło drugiej w nocy zaczęłam padać na twarz. Przyszedł później Biskup z Arkiem i sobie poleżeliśmy. I przyszedł Fabian schlany w trzy dupy. Krzyczał, że wszystkich kocha, "upadł" na Darii łóżko, nie potknął się o próg, o który potykałyśmy się na trzeźwo. Wynieśli go później i poszliśmy spać. :P
We wtorek było fajniej. Do 9:00 rano w łóżku. Później jakieś burżujskie śniadanie na tarasie, opalanie się, bilard, naleśniki w barze mlecznym, opalanie się, bilard, opalanie się, bilard, opalanie się, ognisko. No i tutaj było fajnie. Pomijając fakt, że na to ognisko zostali zaproszeni rodzice przez naszą wspaniałomyślną Panią Ewę... Przyjechało może ich z dziesięć. Tata wziął gitarę i to był może jedyny plus tej całej szopki, bo fajnie śpiewał, fajnie grał, podobało się innym chyba. Przynajmniej Ewce, bo po ognisku wzięła mnie na stronę i powiedziała Wiesz co, Ala? Ja to Ci chyba obniżę ocenę z zachowania za to, że przez trzy lata nie przyznawałaś się do takiego skarbu, jaki trzymasz w domu... :P Posiedzieliśmy jeszcze trochę, poopalaliśmy się, jak się ściemniło, to graliśmy w bilarda. Później przy sprzątaniu znowu wzięła mnie na stronę. - To Ci się stary udał, Ala. No, fajnego masz tatę... - No. - Mamę też masz fajną. - No. (tutaj chwila ciszy) - Ja też jestem fajna... I się zaczęła śmiać. Chciała mnie przytulić z tego wszystkiego, ale zamiast tego zrobić, to jebnęła mnie czołem w czoło... Później ktoś pojechał do domu. :( Posprzątałyśmy, pograłyśmy w bilarda i poszłyśmy do domku. No i powiedzieliśmy sobie, że nie śpimy i przychodzą do nas chłopaki. Kilka inspekcji Ewy było na początku. Najpierw posiedziałśmy w naszym "salonie" i przy naszych wszystkich słodyczach obgadałyśmy po kolei każdego z klasy. Między 3:00 a 4:00 zjawił się Arek ze świeżo obudzonym Rafałem. Ten drugi siedział później jak potłuczony na tym łóżku. Ala, nie śpij! też parę razy było. Po 5:00 przyszedł Biskup. I tak siedzieliśmy. Była jeszcze "sesja z wieprzową konserwą" i Paulina śpiąca na chlebie. To to dopiero jest burżuazja. Przed szóstą, kiedy zbliżała się godzina, kiedy chłopcy mogli być u nas już w pełni legalnie, zgłodnieliśmy. 5:50 zjedliśmy śniadanie. I te pasożyty niewyżyte, zamiast pomóc sprzątać, poszły spać... No to ogarnęłyśmy coś tam (dobra, nie, nie ogarnęłyśmy) i tak siedziałyśmy do przed ósmą. Obudziłam Biskupa i co? Poszliśmy grać w bilarda. Zdążyłam w wpięć minut rozwalić jeden z kijów (z tego miejsca pragnę pozdrowić i podziękować naszemu kolarzowi Arkowi, który pożyczył mi czarną izolację). Ale cicho, nic nie widać. Tylko trochę czubek chodzi na wszystkie strony. :P Koło dziewiątej zadzwoniłyśmy do Pauliny, która pojechała koło siódmej do ortodonty, żeby kupiła kawę. Nadszedł czas na "coffe time". Usiedliśmy na naszym tarasie i z paczką Oreo i Delicji popijaliśmy tą mocną kawę, żebyśmy nie zasnęli na stojąco/siedząco/chodząco etc. Przyszła tamta Siła Wyższa i znowu zaczęła sypać aluzjami to mojego rzekomego bycia nietrzeźwym noc wcześniej. No i przyszedł czas na pakowanie i doprowadzenie domku do stanu, w którym był przed naszym przyjazdem. Ogarnęliśmy się i koło trzynastej wyjechaliśmy z Iłek.
Przyjechałam do domu, stanęłam w progu i powiedziałam do taty, że idę spać. No, to przespałam się jakoś po przyjeździe z trzy godzinki, a jak zaległam po południu, to tak spałam do 7:30. Spóźniłam się na fizykę, spałam na fizyce resztę lekcji. Później dwa polskie, budziliśmy się nawzajem. Na matmie było już trochę lepiej. Ale geografia to już taka totalna zamuła i spanie na ławce.
Na koniec jeszcze dodam, bo mi się przypomniało, że pierwszego popołudnia straciliśmy rolkę srajtaśmy, bo mi wpadła do ubikacji jakoś tak no...
I dostałam gitarę akustyczną Epiphone Gibson. Ach!


Zdjęcia będą jutro :P 
Read More

niedziela, 22 maja 2011

Dzień dobry. Do widzenia.


Nie pisałam trzy dni. Znikam na trzy dni. Biwak się skroił i jutro się zaczyna. Byle tylko pogoda rano była znośna, bo jedziemy tam rowerami. Dzisiaj dopiero zajarzyłam, że przerzutki od 1 do 4 włącznie na tylnym kole przeskakują. Czy górka, czy dołek, będę musiała jechać na piątce albo szóstce. Ale nic, zdjęcia będą, no. :P
Ale od początku.
W piątek zakupy. Aż mnie głowa boli od tego, ile kasy poszło w te cichy. Ale ja je kocham. 
Wczoraj komunia w Warszawie. Prężnie, szybko, po godzinie już siedziałam w samochodzie.  Potem do Leszna na działkę, na tą całą imprezę komunistki. Była fontanna z czekoladą. I były owoce w kawałeczkach. I patyczki były. I się nadziewało i maczało. Pyyycha! Poznałam na nowo Magdę i Asię. Ostatnio widziałyśmy się dziewięć lat temu, na chrzcinach tegorocznej komunistki. I fajną mają chatę, zajebiste oświetlenie.
A teraz dzisiaj. Powinnam była posprzątać, pouczyć się na czwartek. Na piątek zresztą też. A tu nic, nawet się jeszcze nie spakowałam. I z pewnością czegoś zapomnę, jak zwykle. Jak zwykle...


♥ 
Read More

czwartek, 19 maja 2011

i'm burning

Płynę, płonę, gorąco, skwar, upał! No nie, tak jeszcze chyba nie było. Z trzydzieści stopni w cieniu. Ale to oczywiste, że w takim razie będzie padać w weekend. A tu komunia w sobotę pod Warszawą. I zakuuupy. Muszę ogarnąć, co jeszcze potrzebuję do Grecji, bo zostały tylko... dwa tygodnie i jeden dzień! Poniedziałek, wtorek, środa - biwak. Wszystko.
Dziękuję Pani od chemii, że wzięła sobie zwolnienie na dzisiaj i na jutro, że nie mamy w takim razie jutrzejszego sprawdzianu, że nie muszę jej przepraszać, wszystko.
Sprawdzian z historii ostro pocisnęłam, będą trzy piątki. Wszystko.
Kupiłam nową koszulkę z Kapitanem Ameryką z H&M za 16 zł. Wszystko.

Totalny chillout. Jedną nogą jestem już na wakacjach. Miłość. 
Read More

środa, 18 maja 2011

no life tonight

  • referat z geografii (właściwie to jeszcze nie wiem, o czym on ma być)
  • któraś z kolei próba podejścia do nauki historii, a nie tylko zrobienie kolejnych, ulepszonych ściąg
  • wykucie fizyki, której nigdy nie zrozumiem (jeśli Twoje dziecko zrozumiało fizykę, to wiedz, że coś się dzieje)
  • nadrobienie polskiego, bo będzie gorąco jutro


Powróciła Alicja. Och. ♥
Read More

Rysunki Lekko Religijne

Notka very speszyl.

Ostatnio moje lekcje religii są... lekko nudne. Ale czy one zawsze takie nie były? Chyba tak, ale nie o tym chciałam. Ala ostatnio wzbogaciła swój piórnik w kolorowe cienkopisy, które na tej lekcji ostatnio nadzwyczajnie bardzo się przydają. Rozpoczynam serię Rysunków Lekko Religijnych
Nie pytajcie. Sama nie wiem, co mnie wzięło na serduszko z rączkami...

Mężczyźni w melonikach i w kociołku.
Myszka Miki w Najaczach.
Andrzej, nigeryjski uchodźca z Afryki na drzewie.
Read More

wtorek, 17 maja 2011

5/17

Dzień dobry wieczór, dziś wtorek, opierdalania się początek. I co z tego, że się nie rymuje i nie jest to prawdą. Lepiej sobie coś wmówić czasami. Więc tak:
  • Znów upiekło mi się z historią. Piszę ją w czwartek, znów nie z mojej winy.
  • Wygoniono mnie z kółka geograficznego tekstem "Jak chcesz zapracować na ocenę, to napisz jakiś referat, bo ja tutaj z pierwszakami pracuję".
  • Ciągle walczę z widgetem z listą blogów. Coś się zje...psuło poważniejszego. Z tej racji szukam kogoś, kto ogarnia CSS i mógłby spojrzeć na szablon w celu rozpoznania problemu.
  • Chciałabym usiąść w pewnym momencie na dupie z laptopem i nadrobić zaległości w serialach, ale zawsze mam coś ważniejszego. A to już przecież po finałowych, a ja nie wiem, jak się co skończyło... Słyszałam, że w Pamiętnikach Wampirów ktoś ma/miał umrzeć, coś czytałam, że niby Damon. Jeśli to by się potwierdziło, to kupuję ekspresowy bez powrotu do Stanów i robię sieczkę u tych, którzy na to wpadli pewnego dnia przy kolejnej whisky.
  • Jenny powinna być z Natem, ale nie będzie, wiem.
  • Za bardzo się przejmuję niektórymi sprawami.
  • Nikt, do cholery, z ludzi, których znam, nie będzie papieżem. No litości...
  • W sobotę kolejna komunia, ma być burzowo i deszczowo. Chcę słońca. Chcę już non stop w topach na dwór wychodzić. Chcę krótkie spodenki i japonki. Chcę ciepło. Chcę już 3 czerwca. CHCĘ GRECJĘ.
  • A W WEEKEND ZAKUPY! 
Dziękuję za uwagę, dobranoc. Powinnam w sumie pouczyć się jeszcze geografii. Mogłabym się jutro zgłosić. Ale to się zobaczy.
Read More

sobota, 14 maja 2011

mecz i w ogóle

Przedwczoraj tata podarował mi dwa bilety na mecz siatkówki kadra Polski vs. wychowankowie SMS w Spale. I nikt nie mógł iść. Ale znalazła się Asia i poszła. I wzięła znajomego. I było fajnie.
Zdjęcia nie są rewelacyjne, bo nie miałam lampy, przez co są rozmazane. 

Rozgrzewka. Kadra.

Kurek. Zaciesz.

SMS Spała

Kurek miał fajne buty.

I miał dziwną rękę.

Na klaty!

Pełne skupienie w wykonaniu Bartosza.

Na klaty! vol. 2

Te biedne małe dziewczynki latały ze szmatami, kiedy tylko zawodnik machnął ręką... OK, ale ja też bym tak mogła ze szmatą podbiec, gdyby Kurek machnął na mnie ręką.

Jebudu.

Blok!

Takie fajne coś wystrzeliło nagle z podłogi. 

Nowakowski ♥

Te pindy czirliderki od razu do niego podbiegły, a jak ja chciałam zdjęcie, to "Muszę już iść, przepraszam"...

Spała. "-Idziemy do Tomaszowa na piechtę? -OK, a za ile będziemy? -Za jakieś dwie godziny. -To nie."

Eurowizja 2011. Żal. Azerbejdżan. Za rok w Baku? (tak, znam stolicę Azerbejdżanu, kolego) Chyba śmiech na sali. Ale nie mi decydować. Ja lubię Lenę. I tyle.

Read More

środa, 11 maja 2011

geografia moim całym życiem i moich kolegów

Chcę wakacje. Dziękuję.
  
Pozdrawiam Pana od geografii. Pozdro, wiem, gdzie leży Kraków. Nie tam, gdzie Opole. Wiem. 
Po bierzmowaniu. Jak już tam gdzieś tam pisałam. Prawie zemdlałam, prawie wywaliłam się na środku kościoła, prawie spadłam ze schodów. Ale przeżyłam. I Amelią jestem. 
Chcę nowy statyw, osłonę przeciwsłoneczną i filtr. Chcęchcęchcę. Chcę!


było sobie zdjęcie
 
JESZCZE TYLKO TRZY TYGODNIE! 
Read More

poniedziałek, 9 maja 2011

i don't like mondays


Nie lubię tych dni, kiedy nasza szanowna pani magister, która uczy nas historii, ma akurat zły dzień/okres/mąż ją bije/etc. Jeszcze ma pretensje do mnie, że ONA nie wzięła dla mnie sprawdzianu. Później, kiedy odpowiadam jej negatywnie na pytanie, czy jestem przygotowana na lekcję, żeby odpowiadać z poprzedniej lekcji mówi mi, że jestem śmieszna. Super, że mam zdolność wprawiania innych ludzi w radość bez kiwnięcia palcem, ale jednak wolałabym wiedzieć co i jak. Wyszło na to, że odpowiadam w piątek. Z II wojny światowej. FAIL. DEATH.
(jest mi zimno, powinnam zamknąć okno, ale nie chce mi się ruszyć tyłka, niech marznę)
Ruszył sezon fotografowania w plenerze bez wielkiego zachodu, jak to było w zimie. Biorę aparat na ramię, zakładam buty i wychodzę. A u nas jest tyle fajnych miejsc. I aż chyba w weekend pójdę gdzieś się przejść. Przed 3 czerwca muszę jeszcze zamówić osłonę przeciwsłoneczną na obiektyw i statyw porządny by się przydał. A właśnie, jeszcze tylko 14 roboczych dni szkoły...

Z pozdrowieniami dla Maczka!
Read More

niedziela, 8 maja 2011

bloody sunday


Kolejna niedziela. I tak, cholera, miałeś rację. Nie zrobię ćwiczeń. Nie chce mi się. Mam czas do środy, a i tak zginę. I nawet dzisiejsze zakupy nie poprawiły mi humoru. Nienawidzę niedziel bardziej, niż poniedziałków. 

I teraz tak. Coś się zmieniło. Coś powstało nowego. Coś się oddaliło. Ale mam nadzieję, że coś dobrego z tego wszystkiego wyniknie. I tak sobie obiecywałam dłuższą notkę dzisiaj. Że jest koniec tygodnia, że dawno nie pisałam, że coś fajnego napiszę. A nie, przepraaaszam. Ewa & company. Dwa wyjścia. Szczególnie to drugie. I serio, boję się chodzić Polną przed 22:00. Możecie się ze mnie śmiać, ludzie, ale ja mam wrażenie, że zaraz z jakiejś klatki wyjdą dresy i dostanę w ryj. I jeszcze później sama dobrowolnie skręciłam w ten zaułek koło klubu NO.1... Pozdro, Ala daje sobie radę w nocy w Tomaszowie.
I w piątek nordic walking. Hahahahahah, tak, popierdalamy do Spały z kijkami.  
Read More

sobota, 7 maja 2011

piątek, 6 maja 2011