czwartek, 28 kwietnia 2011
Ano, koniec kwietnia. Przychodzi maj. Tylko miesiąc nauki jeszcze. Ale nie ma lekko, no niestety. Są na szczęście rzeczy i sytuacje, które potrafią przyśpieszyć bicie mojego serca, dodać mi skrzydeł i zapuścić motyle w brzuchu.
Taaaka okazja przeleciała mi przed nosem. Aghrw...
czwartek, 21 kwietnia 2011
pierwsze prawdziwe zdjęcie rodzinne
Tak sobie pomyślałam (tak, serio, pomyślałam), że dodam zdjęcie z moim dzieckiem. Ale tu pojawił się problem. Zauważyliście pewną zależność? Zawsze, ale to zawsze, pierwsze zdjęcie matki z dzieckiem to zdjęcie przy cycu (no, w sensie, że karmienie piersią). Ja tutaj poprzestanę na zdjęciu face to face. Bożydar.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
easy, easy...
Nie wiem, w co mam mam ręce włożyć. Po pierwsze plakat z fizyki. Szlag! Jeszcze nawet nie zaczęłam tego przyklejać ani nic. Jutrzejszy sprawdzian z drugiej wojny światowej widzę kiepsko (mam tylko nadzieję, że jednak nie zdążymy wrócić z gastro). Jak patrzę na zeszyt od polskiego, to mam ciarki. To samo z matematyką (chociaż ja tak na dobrą sprawę to nie mam zeszytu od matematyki). Do tego jakąś kartkę wielkanocną mam zrobić. Ehe, ciekawe kiedy. Pocieszam się tylko myślą, że jutro trzy godziny, w środę dwie i znowu będę mogła spać po dwanaście godzin, zasypiając notabene po czwartej w nocy.
Mam ochotę na granitę. Cytrynową. Taką z Santa Susanna. Ach...
niedziela, 17 kwietnia 2011
sobota, 16 kwietnia 2011
happiness is in the air
Zaczęłam chyba wierzyć w te wszystkie gadki, że szczęście no i takie tam dobre uczynki są jak bumerang, że wracają. Bo jak wyjaśnić inaczej fakt, że sprawiłam komuś radość, sama czując się szczęśliwsza od niego? I powiem Wam, że to jest zajebiście fajne uczucie. Polecam, nie musicie skonsultować niczego z lekarzem czy farmaceutą. Dawać i brać garściami.
Mało co i bym nie pisała tego posta teraz. Wypadłabym z okna podczas mycia okien. -10 od koordynacji ruchów. Do tego jakiś facet stał cały czas i się patrzył na to, co robię. Następnym razem chyba nie założę bluzki na ramiączka. Nie wiem, może po prostu lubi oglądać ludzi myjących okna. Taki fetysz może. Nie wiem, naprawdę...
Moja zdobycz. 6 zł, żal było nie wziąć. Kocham ją.
Taa, szlag, że od lustra. Jedno z nielicznych, które mi się podoba i jest w miarę aktualne.
czwartek, 14 kwietnia 2011
NIENAWIDZĘ...
...kiedy blokują mi możliwość komentowania wpisów publicznych na Facebooku. No jakim prawem? Kiedy taka interesująca rozmowa na profilu Radia Zet. No cholera by to trzasła. Jeszcze dzisiaj z domu wyjść nie mogłam. Szczęście do kwadratu. I dzisiaj już mnie Tomek Miara nie pozdrowi o północy po imieniu :(
koniec
Ostatni egzamin za mną. Jestem cholernie szczęśliwa. Już mi nawet chyba nawet zły humor po wczoraj przeszedł. Bo wczoraj to była tragedia... A dzisiaj? Transkrypcja 15 minut, 5 minut na pozostałe zadania, sprawdzenie wszystkiego, zerknięcie na kartę odpowiedzi i do domu. Pocisnęłam na maks punktów. Ach, uwielbiam angielski.
Cytat z dzisiejszych rekolekcji? "- Jaki jest prezent, jakiego nie chcielibyście dostać? - Ciąża!"
Poznaje się tylko to, co się oswaja.
Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książę
środa, 13 kwietnia 2011
prawie jak piątek trzynastego
Emocje trochę opadły. Nadal czuję okropny niesmak. Że mogło być lepiej. Że mogłam dać z siebie więcej. No ale cóż, było i minęło. Paradoksem jest, że dla mnie wczorajszy egzamin humanistyczny olimpiada historyczna była lżejsza od dzisiejszego egzaminu ścisłego. I mam natłok myśli w tym momencie. Wizja ewentualnego bycia humanistą napawa mnie o mdłości. Próbuję nie dopuścić tego do świadomości, ale widać los wali drzwiami i oknami, żeby mi to udowodnić. Nie dam się, idę do menu. I choćby się waliło i paliło, zdam rozszerzoną matematykę.
Skończyłam to, co dopracowywałam przez ostatnich parę dni. Z braku potrzebnych... rzeczy do użycia. Ale nic już więcej nie powiem. Nic.
Pomimo tych wszystkich egzaminowych niepowodzeń, znam wspaniałych ludzi. Naprawdę. A Tobie, Ewuniu, obiecuję, że najszybciej, jak się da, pójdziemy gdzieś większą grupą. I, o ironio, poznasz mnie z moim sąsiadem. Ale ciii...
I pozdrawiam (chociaż on i tak tego nie przeczyta) kolegę z poczty. Fajne masz dready i to nic, że wysyłasz 50-centymetrowe wibratory obklejone czarną taśmą. LOL
Na co czas?
A ta piosenka jest fajna. Tak się czuję, o.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! :D
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! :D
wtorek, 12 kwietnia 2011
olimpiada historyczna
Zacznę od tego, że zgapiłam wygląd na bloga od TEJ osoby. Tamten szablon zapisałam, może do niego wrócę.
Teraz trochę ponarzekam, żeby nie było tak nudno.
Masakra. Uczniobójstwo w zwiększonym stopniu. Jedyna radość to dość łatwa rozprawka i banalne podanie. Pytanie z Wojtyłą też ujdzie. Z zamkniętych 16 punktów. Nie jest źle, mogło być lepiej. Podanie można napisać na maks 13 punktów, rozprawkę 16. Teraz będę narcystyczna, ale powiem, że chciałabym z tych dwóch form wypowiedzi łącznie zgarnąć tak 22-25 punktów. Co razem z zamkniętymi daje mi 38-41, co baaardzo by mnie ucieszyło. Zadanie z hymnem dość głośno komentowano po wyjściu z sal. Trzeba było zaznaczyć poprawną odpowiedź przy pytaniu, ile różnic jest między pierwszą zwrotką "Pieśni legionów polskich we Włoszech" a naszym narodowym hymnem. I tutaj jedni mówili, że cztery, inni pięć, a zdarzyła się osoba, która zaznaczyła, że sześć. No, przynajmniej to mam dobrze... Jeszcze coś. Według mnie Monte Cassino znajduje się we Francji, a "Mazurek Dąbrowskiego" to krakowiak.
Siedziałam do końca. Na rozprawkę nie starczyło mi miejsca. Podanie napisałam chyba dobrze. Siedziałam w pierwszej ławce, ale to chyba mi w sumie nie przeszkadzało. I mimo tego wszystkiego, tych wszystkich głupich i wyssanych z palca pytań, jestem z siebie dumna. Dziękuję Bogu, że nie było praktycznie w ogóle lektur, a jako długą formę wypowiedzi nie kazali napisać charakterystyki. Amen.
A jak przed jutrem? Luz. Już wiem, że można się spodziewać wszystkiego i tego się spodziewam. Już nawet mnie ta fizyka nie przeraża, bo i tak wiem, że coś dowalą, co mnie zwali z nóg. Przynajmniej buty mam ładne. I paznokcie też. A resztę niech szlag trafi. (ostatnio mi się to stwierdzenie baaardzo podoba)
A co jeszcze? Kończę moje... dzieło. Ups, trochę się wygadałam. Ale i tak nie idzie się domyśleć, więc nawet nie próbuj. :P I poświęciłam dla tego jakże ważne (!) spotkanie ze znajomymi. (tutaj z całego mojego wielkiego i gorącego 16-letniego serca chcę przeprosić Ewę♥) Ale prawie skończyłam i z tego też jestem dumna. W ogóle jakoś ostatnio duma mnie rozpiera. Może to ta pogoda? W sensie, że już się robi coraz cieplej i człowiek tak chodzi po ulicach tak... No, ja przynajmniej tak się czuję pewniej. Tylko tak nie czuję się pewnie w tych butach, mając 188,5 cm wzrostu. Toż to już brat jest ode mnie wtedy niższy! Ale co tam, były dzisiaj wyższe :P
EDIT
Sooooorry, podanie za 5 punktów. No to super.
EDIT
Sooooorry, podanie za 5 punktów. No to super.
sobota, 9 kwietnia 2011
WWK - Wielka Wymiana Książkowa
No, tośmy poszli.
Zadziwiająco jest dobrze. Trzy dni do egzaminu. Trzęsę już portkami. Pierdolona presja.
System kartkowy - przynosisz jedną książkę, dostajesz jedną kartkę (powyżej), możesz wziąć jedną książkę. Analogicznie do większej ilości. No, my przynieśliśmy dużo książek i nam trochę kartek zostało.
Ona mnie woła. Ale ja jestem głucha. Leży sobie obok i skomle o przeczytanie.
Wbrew pozorom to nie jest zdjęcie kartki WWK, a reklama naszego forum.
Zadziwiająco jest dobrze. Trzy dni do egzaminu. Trzęsę już portkami. Pierdolona presja.
Ale ktoś mnie motywuje. To taki motor napędowy. Daje ci kopa, żebyś mógł zrobić coś lepiej. W przypadku konkursu z angielskiego pomogło, 8. miejsce. No, ja chcę jeszcze więcej takiej motywcji.
A teraz dziękuję, idę zrobić coś pożytecznego. Będę dalej gnić przed ekranem.
piątek, 8 kwietnia 2011
more than words
Extreme - More Than Words
(piosenka, której notabene szukałam przez pół dnia, nikt nie wiedział, o którą chodzi, którą znalazłam dzięki podobieństwom do Mr. Big na YT)
Wreszcie cisza... Nie ma Anki krzyczącej nad uchem, biegającej po całym domu i ciągnącej za koszulkę. Ja kocham dzieci, ale do czasu. A ten... Było tak miło, że aż mobilnie pod stołem. Bo ja chyba nie lubię być w centrum uwagi. I każdy tylko mi życzył powodzenia na egzaminach, powodzenia w doborze szkoły itd. Kiedy ja naprawdę nie wiem, co wybrać! Tego jest tyle, że mózg mi paruje... A co, jeśli źle wybiorę? Co, jeśli trafię na jakieś dno? Co, jeśli trafię do... szkoły mojego taty czy mojej mamy? Nie, to się w sumie nie zdarzy, bo nie złożę tam papierów. I dla jaj na pierwsze miejsce wrzucę jakieś łódzkie LO, może IV LO z klasą dwujęzyczną. Zobaczymy, mam na ostateczny wybór jeszcze jakiś czas. Chociaż Radzyńska i tak się rzuca, że mamy już się zdecydować na po egzaminach. Ta kobieta to chyba wiecznie ma PMS...
Najbardziej zawstydzające momenty ever? Kiedy święcie przekonana, że jestem sama w pokoju, śpiewam w zaparte ze słowami z internetu przeróżne piosenki, a tu mama stoi za plecami. Bo ja generalnie wstydliwa jestem. I taka niespodzianka to nie jest najfajniejsza rzecz w życiu. A ja śpiewając, to mam taką manierę, że się... wczuwam, no. I to komicznie z boku chyba wygląda. Jeszcze kiedyś miałam ochotę nagrywać się na iSing,pl, ale ostatecznie poszłam po rozum do głowy i zrezygnowałam. Gdzie mi tam się nagrywać, no... O, mikrofon mi się zepsuł, właśnie, nie mam jak. :P
Do tego mama myślała, że palę, lol. Hm, wyjmujemy tort z lodówki, wkładamy świeczki. No i przyszło je podpalić. Mama szuka zapałek. Mi się przypomniało, że mam zapalniczkę od jakiegoś czasu. W sumie nie wiem, dlaczego ją mam, jakoś się przybłędała. No to Ala entuzjastycznie "Mamo! Ja przyniosę moją zapalniczkę!" i dopiero po wypowiedzeniu tych słów ugryzła się z język. Wyraz twarzy Pani Ziółkowskiej - bezcenny. No ale chyba mi uwierzyła, bo później nie było jednej z tych poważnych rozmów.
Fajne, nie? Bo ja dostałam. I teraz serio poczułam się staro, bo ja zwykle robiłam laurki babciom.
czwartek, 7 kwietnia 2011
no to mamy 7 kwietnia
Ten, no... Cześć, tu szesnastka. Ano, zrobiono mi o pierwszej w nocy mini-koncert:
Ale to wszystko nie umywa się do wczorajszej radości, o! Prezent i życzenia i za to "Pani" i za "18 til i die" i w ogóle. Uśmiech od ucha do ucha. Dziękuję jeszcze raz! :* A treść tego liściku zachowam dla siebie. :p
Dzisiaj jakoś tak było normalnie. Byłam u lekarza, znowu noga mi się rozwaliła. Ale będę żyć. Nawet mi dr Sławek złożył życzenia. Lubię gościa. Zna się na rzeczy, jest miły i w ogóle. Aż się miło (jeśli w ogóle można iść do lekarza z... radością?) idzie do gabinetu.
Jutro jest przewidywana jakaś... impreza (RODZINNA)? No, będą ludzie.
środa, 6 kwietnia 2011
jutro
No tak, jutro moje urodziny, ale ja chyba zaczynam przeżywać coś innego. Już niecały tydzień i egzaminy. Szlag by to jasny trafił, wcześniej się nie bałam, no! Teraz tak jakoś przyszło i nie chce odejść. Moja osoba we wtorek o 8:50... To dopiero będzie poezja śpiewana, cholera. A żeby było jeszcze śmieszniej, to po egzaminach rekolekcje o 11:00. Tak, chyba po to, żeby pomodlić się o dobre wyniki.
I czemu punkty z egzaminu z języka nie wliczają się do ogólnej punktacji, no?!
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
4 dni
My się z Ewą dobrałyśmy perfekcyjnie. (wybacz, że napiszę tutaj o naszych wadach, Ewcia) Miałyśmy wyjść o 18:00, ale jakoś tak się przedłużyło... No, to parę minut przed 19:00 była u mnie. Miałam tutaj teraz sypnąć tym zajebistym tekstem Ewki z Lidla, ale zapomniałam, ona też. Zacznę sobie to wszystko zapisywać. No i pani z kasy, która nie dość, że wtrąciła się do rozmowy, wzięła nas za uczennice klasy maturalnej, to jeszcze uwierzyła w to, że na studniówkę nie można wziąć partnera spoza szkoły. Facepalm. I swoją drogą, kojarzę tych dwóch, co za nami stało. Ewa, znasz ich?
Za dokładnie trzy miesiące, kończąc szkołę jedziemy do kraju oliwek, palaczy, ciepła, tańca sirtaki i sera feta. Jeszcze tylko sześć godzin fizyki. Jakie to romantyczne. Aż pójdę zapalić świeczkę. Nie, znicz będzie bardziej adekwatny do sytuacji.
A teraz załóżmy coś takiego. Macie do wyboru: pójść dobrą drogą, ale robić coś, co Was nie zadowala i pójść złą drogą, ale robić to, co Was satysfakcjonuje i co Was w pewnym sensie łechce. (Tomasz, Ty nie odpowiadaj, Twoją odpowiedź znam :P)
Jest 19 stopni, roztapiam się. Zaczynam sezon bluzek na ramiączka. Jest gorąco.
piątek, 1 kwietnia 2011
6 dni
Jej, ale tu ciepło. Wreszcie rozpoczęła się normalna wiosna, bez zimnych poranków i chłodnych wieczorów. Ciągle ponad 10 stopni. Niech tak zostanie, proooszę.
Zwykłam zaczynać od tematów szkolnych, więc tak też i teraz niech będzie.
Komentować chemii nie będę, jej zachowanie jest po prostu żenujące. Niestety, wśród grona nauczycielskiego wciąż panuje zasada "Nauczyciel ma zawsze rację. Jeśli nie - patrz punkt pierwszy". Wszystko byłoby OK, gdyby oni wszyscy zawsze mieli rację. A niestety, tak nie jest. Żywy dowód, brnie w swoim poniżaniu się głębiej i głębiej. Ale nie, miałam nie poruszać tego tematu. Nie chcę się zdenerwować w ten piękny piątkowy wieczór.
Z tych pozytywniejszych aspektów życia codziennego. Mamy wiosnę. Za sześć dni są moje urodziny. Kończę 16 lat. I prawdopodobnie rodzice założą mi konto w banku. Nie, nie jestem jakąś rozpieszczoną nastolatką i nie mówię do rodziców "Chcę mieć konto, załóżcie mi!", nie. To ułatwiłoby mi tą całą sprawę z Avonem. Płatności online są zdecydowanie szybsze, wygodniejsze i bez ruszania się z domu. Plus mogłabym sobie założyć konto na Allegro. W sumie nic więcej mi nie potrzeba. No, prócz małych kilku spraw. Ale tego też nie chcę wywlekać na światło dzienne. Niech będzie tak, jak jest. Jest dobrze. Chyba. Mam nadzieję.
Perfidnie mnie dzisiaj wkręcono. Wstaję rano, jak codziennie. Nie ogarnęłam faktu, że dziś jest 1 kwietnia. Wpada mama do pokoju i poważnym tonem "Ala, rozmawialiśmy z tatą w nocy. Postanowiliśmy zgodzić się i wysłać Cię na kurs językowy do Chicago." Na co ja podskoczyłam cała w skowronkach, uśmiech od ucha do ucha, jak małe dziecko. Oczy mi się ze szczęścia zaszkliły. A potem usłyszałam najpodlejsze słowa ostatnich dni... "Nie no, co Ty, dzisiaj tylko 1 kwietnia!". To było podłe i chamskie. Nie chcę tak nigdy więcej. Już raz pół roku żyłam faktem, że zgodzili się na wymianę międzynarodową, to mi powiedzieli w ostatniej chwili, że jednak się nie godzą. Tak samo było parę lat temu, kiedy chciałam mieć psa. Mama dała warunek, że mi go kupią, jak będę wychodzić ze smyczą codziennie rano i wieczorem przez miesiąc. Oczywiście ona nie myślała, że się na to zgodzę i faktycznie będę chodzić na spacery, jak głupia z samą smyczą. Wychodziłam, trzy tygodnie. Po trzech tygodniach tata przerażony faktem, że będą musieli kupić mi psa, zakomunikował mi, że to był żart. Bardzo śmieszny, nie?
Na koniec będą skany najnowszego numeru Vivy. Zajebista wręcz sesja zdjęciowa Mai Sablewskiej. Ona jest niesamowita sama w sobie. Plus dobry fotograf. Zdjęcia są nieziemskie.
Pierwsze i trzecie, moje ulubione! Plus (już nie skan) okładka i jej boskie portki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








