piątek, 4 stycznia 2013

red marathon


Plac. Bus. Dworzec. Taxi. Kino. Smyk. Kino. Film. Żarcie. H&M. Dworzec.Bus. Alibi. McDonald's. Przystanek.

Kolejny raz przekonałam się, że nie warto. Cholerne polskie filmy. Ugh. Teraz ciągnie mnie na "Sępa" i "Kolekcjonera". Ten drugi w 3D. 
Tak dużo przecen, tak duża dupa, tak mało pieniędzy.

"007 Quantum of Solace" czas zacząć. Uwielbiam weekendowe, filmowe noce z Craigiem.



Follow my blog with Bloglovin
Read More

wtorek, 1 stycznia 2013

hello, my beloved

Wraz z 2013 rokiem przychodzi wiele spraw do załatwienia. Nowe cele, nowe obowiązki, nowe marzenia nawet. Tyle pracy, ale zarazem dużo energii i chęci do działania. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wszystko zawiązać z dniem 31 grudnia 2013.
Wczoraj przeżyłam swój najdziwniejszy Sylwester w swoim życiu - w domu, z bratem, niedobrym szampanem, z wyciskanym własnoręcznie sokiem z pomarańczy i niemalże grając w Scrabble. Z tego wszystkiego o północy nie mogłam wyjść z podziwu, jakimi niektórzy są debilami, wychodząc po pijaku i odpalając petardy metr od grupki własnych dzieci (które na moje oko zresztą nie przekroczyły jeszcze pięciu lat). Pomijam już fakt, że jedna z petard prawie wleciała nam do domu, bo delikwent najwyraźniej źle ją wbił do ziemi i wszystkie zaczęły wystrzeliwać poziomo, prosto w okna pobliskich bloków. Pogratulować pomysłu, naprawdę.

Pod koniec 2012 roku dane mi było znaleźć w czeluściach niezbadanego internetu pewną niesamowitą osóbkę - Shirley Eniang, prowadzącą bloga Meek~N~Mild. A zauważyłam ją na jednej ze stron z poradami dot. blogów, szablonów itp. Zainteresowała mnie w sumie ze względu na swój layout, ale później zagłębiłam się w treść postów, obejrzałam kilka filmików z jej kanału na YouTube (shirleybeniang) i nieodwracalnie się w niej zauroczyłam. Dane mi było z nią porozmawiać i jest tak niesamowicie ciepłą i pełną empatii osobą. :)
No i mam dzięki niej kolejny powód do spędzenia części wakacji w Londynie. Trzeba się tylko dobrze zorganizować, spakować, kupić bilet i spędzić swoje wakacje życia.

PS. W styczniu blog kończy trzy lata. Aż mi się przypomniał wierszyk z dzieciństwa: "Mam trzy latka, trzy i pół, sięgam głową ponad stół". To niech na tym stole stanie trunek bogów i pijmy za dalszą działalność.

edit:
Błąd merytoryczny się wkradł. Blog w styczniu skończył cztery lata, ponieważ założony został w styczniu 2009, napisanych zostało kilka postów i nastąpiła przerwa. Blogowanie "na dobre" ruszyło po około roku, ale faktycznie, blog został założony w 2009. :)
Read More

piątek, 28 grudnia 2012

Limo Skyfall

1. Limonkowa bluzka, Mango
2. Kolczyki, Mango

Zaczęły się przeceny poświąteczne. Wysiew ludzi jak grzybów po deszczu, kobitki biją się o każdy skrawek materiału, faceci wyrywają sobie drogie zegarki z rąk. A byłam tam tylko 20 minut. Strach pomyśleć, co działo się gdzieś indziej.

No właśnie, nie dane było mi sprawdzić tego na własnej skórze, bo czas gonił - "Skyfall", Cinema City, 18:00. Jestem pod wrażeniem, ogromnym. Z tym, że ja koneserem nie jestem, nie znam się, pewnie nie zauważyłam wielu bubli, słabych momentów, błędów, wpadek, ale dla mnie, dla filmowego laika, film został zrobiony bardzo dobrze, rewelacyjnie wręcz. Po raz kolejny przekonałam się, że uwielbiam chodzić na filmy do kina, bo nie nowina, że duży ekran, dobra aranżacja dźwięku to diametralnie coś innego od komputerowych głośniczków i monitora. Już z T. zwróciliśmy uwagę na lepsze momenty - pociąg, Szanghaj, wyspa, metro. A oglądanie tego filmu ze świadomością, że było się w tych kilku miejscach parę miesięcy temu (Trafalgar Square, National Gallery, stacja Westminister i sama dzielnica City of Westminister) to naprawdę fajne uczucie. Jedno jest pewne - poszłabym jeszcze raz. Chce ktoś?
"Casino Royale", nadchodzę.


Read More

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po Świętach.

Mignęły jak te wszystkie asteroidy na niebie, które ogląda się latem, leżąc na wilgotnej od rosy trawie. Nie ma. Przykre. Nie wiem, co jest powodem tego, że nie zajęły w moim życiu ważniejszego miejsca. Naprawdę. Chciałabym umieć celebrować Święta, jak to było parę lat temu. Może ktoś kiedyś powie mi, jak się to robi. Może mi przypomni.
Jak zapowiadałam, tak zrobiłam. Wygląd się zmienił dość mocno. Ciekawe, ile wytrzymam tym razem. To tylko świadczy o tym, jak bardzo nie lubię zastojów, spraw stałych i niezmiennych. Dlatego po ponad siedemnastu latach życia w tej części świata duszę się. Chcę ten stan rzeczy zmienić, ale niestety to nie jest takie proste. Biorąc jednak pod uwagę moją upartość i chęć dążenia do celu, dopnę swego. Sooner or later.
Planuję nieco zmienić koncepcję prowadzenia bloga. Chyba za dużo się dzisiaj naoglądałam tych zagranicznych i jakieś nieograniczone ambicje się we mnie obudziły. Wróciły też postanowienia z przeszłości. Oh god... Ten Londyn. Tak bardzo w wakacje chcę do niego wrócić, że chyba po raz kolejny postawię na swoim i nie wiem jak, nie wiem z kim, ale spędzę tam najlepsze dni swoich pierwszych pełnoletnich wakacji.
Tymczasem żegnam się czule, słuchając Florence + The Machine. Tak bardzo smutek, tęsknota i pragnienie. Never let me go.
Read More

piątek, 21 grudnia 2012

let's begin again

Majowie przełożyli koniec świata, więc mogę spokojnie powiedzieć, że mam jeszcze trochę czasu na zrealizowanie trochę wczesnych postanowień noworocznych. A trochę ich jest. Nowo poznani ludzie zmotywowali mnie do działania, za co im bardzo, bardzo dziękuję.
Prawda jest taka, że przewartościowałam wiele spraw ostatnio. Z perspektywy czasu patrzę na kilka zdarzeń z minionego roku i trochę ze smutkiem, trochę z ulgą stwierdzam, że dobrze, że szybko były i szybko minęły. Sad but true. Czy ten rok był lepszy od 2011? Chyba jednak nie, niestety. Owszem, było wiele niesamowitych chwil, ale 2011 trudno będzie przebić. 2013 ma predyspozycje do wykonania tego zadania - koncert Bon Jovi w Gdańsku 19 czerwca. Marzenia się spełniają. :) Nie chcę dzisiaj pisać podsumowań (prawie) minionego roku, ale... ja chyba dorosłam. Tak, to cholernie patetycznie brzmi, ale to prawda. Nie nowina, że każdy dorasta. Ja tylko mocno to odczułam ostatnimi czasy.
Z Dżoaną tworzę listę "must to watch during Christmas". Niesamowite, że Niemiec może być taki przystojny. Chociaż w sumie w Berlinie dało się to trochę zauważyć. Dlatego też na pierwszy ogień idzie "Miłość z dzieciństwa".

Czasem warto przemilczeć pewne kwestie, aż ucichną, a nie bez sensu wywlekać coś na światło dzienne i borykać się z konsekwencjami własnych czynów. Czasem ktoś nie powinien się o czymś po prostu dowiedzieć.
Read More

czwartek, 29 listopada 2012

YT Narnia

Czwarta w nocy. W sumie to minuta po czwartej. Auć, dźwięk wyłączanego Windowsa zabrzmiał w głośnikach i mam nadzieję, że nie obudził rodziców. Jakaś wróżka genowefa od trzech godzin gada mi za głową. Pora ją uciszyć, pościelać łóżko i spróbować zasnąć. Ale najpierw nie obudzić rodziców...

W słuchawkach The Boy Least Likely To. Pod ciepłą kołderką, światła zgaszone, spokój.

Ten zakątek YouTube nazywany Narnią. Był ktoś tam już? Tak wspaniałe miejsce z mnóstwem indie, przesympatycznych ludzi i milionem pozytywnych emocji. To był pierwszy raz, kiedy zabłądzenie zaowocowało czymś pozytywnym. Kto wie, może zostanę tu na dłużej.

Nie powinnam była zostawać na nogach do tak późnej godziny. Trzeba się przestawić, ustawić, nastawić na odpowiednie tory. To jak ćwierć wakacji, jak ferie zimowe. A minęło tak szybko, że to naprawdę przerażające. Przerażające, jak można tak marnotrawić czas. To nie jest jedno z tych źródeł nieodnawialnych? Bo dana chwila nigdy się nie powtórzy. Czy nie mówiono, żeby chwytać każdy dzień i cieszyć się każdą chwilą? Może to był Paulo Coelho, może Kartezjusz. Nie wiem, ale miał cholerną rację.

Tak miła niespodzianka dziś. Niespodziewajka wręcz. Mały gest, a cieszy. Do tego rozmowa z moim Guru - Mrs. R. Scrapbooking nie jest zły. Można byłoby spróbować. Czyżby wyzwanie? Czemu nie, chyba nadeszła pora na stawianie odważnych kroków, podejmowanie ryzyka, stąpanie po cienkim lodzie. I nową pasję można po części do tego zaliczyć. Na liście jest jeszcze jedna rzecz do odhaczenia, ale to jest chyba za duży kaliber.


Dobranoc.
Read More

wtorek, 27 listopada 2012

beat it

Chyba polubię to nocne pisanie. Bo lubię pisać, kiedy najdzie mnie ochota, a nie wtedy, kiedy akurat pod ręką mam komputer, a mama akurat nie chce ze mną porozmawiać na, niewątpliwie zresztą, jakiś interesujący czy ważny temat.

Kiedy kończąc gimbazjum wychodziłam po raz ostatni z Szóstki jako uczennica tejże szkoły, spojrzałam na budynek zza siatki i z ekscytacją powiedziałam sobie, że właśnie tam przeżyję swoje najwspanialsze lata wczesnej młodości. No bo jak, przecież każdy mówi, że lata ogólniaka to najlepszy okres w życiu (no chyba, że ten ktoś już się wybrał na studia, to zupełnie inna kwestia imho). Tymczasem kubeł zimnej wody. Wprost na mój rozanielony łeb. Dorosłość. Nie mylić z pełnoletniością. Bo mimo naprawdę młodego wieku wszyscy tutaj ciągle próbują wsadzać nas w spodnie dojrzałości emocjonalnej, społecznej, odpowiedzialności. Resztę dopisać może sobie każdy, kto znajduje się w podobnej sytuacji. To nuży. Ileż można? Jak długo i jak bardzo intensywnie? Niektórzy wysiadają z tego pociągu o kilka stacji za wcześnie, z własnej woli lub przymuszeni. Ja chcę dojechać do końca, choć będzie trudno. Jedni uciekają od tego wszystkiego, oddając się swoim pasjom, udzielając się społecznie, śpiąc, rozmawiając z bliskimi, siedząc z podkulonymi nogami z brodą na kolanach i płacząc. Bo każdy jest inny. Oni tego nie widzą, ale ja dostrzegam to z dnia na dzień bardziej i bardziej. Z jednej strony to fascynujące, ale z drugiej prowadzi do konfliktów interesów. A to, znowu, jest bolesne. Jaka z tego konkluzja? Jeśli ktoś chce stąpać twardo po ziemi, musi przygotować się na ból, cierpienie i rozczarowanie. Ja nie noszę różowych okularów i nie mam twardej dupy. Ja wpadam na te wszystkie murowane ściany za każdym możliwym razem. Ale skoro inni sobie poradzili, ja też temu podołam. W każdym bądź razie, szkoła po półtorej roku z pewnością nie jest jak high school z amerykańskich filmów, to nie jest żadne american dream, na które zresztą Drugie powoli zaczyna się kreować.


Ale nie żałuję. Mimo wszystko.
Read More