niedziela, 20 lipca 2014

mieszkanie, brak mieszkania, mieszkanie

   Z zamiarem napisania tego wpisu nosiłam się dłuższy czas. Chciałam o tym napisać, kiedy już wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, kiedy wszystko będzie pewne. Słowem, kiedy dostanę klucze do mieszkania. Sprawy niestety potoczyły się trochę gorzej i obecnie znajduję się w jakimś życiowym zawieszeniu, czekając na szybkie rozwiązanie sytuacji. Dni mijają nieubłaganie, czasu coraz mniej, a trzeciej współlokatorki (tudzież współlokatora, co jak teraz myślę, byłoby całkiem dobrą opcją) nadal nie ma. W sumie, korzystając z sytuacji, zaanonsuję - gdyby ktoś był zainteresowany przestronnym lokum blisko centrum w Krakowie za porównywalnie niewielką cenę, odsyłam do wpisu z 18 lipca na moim prywatnym koncie. 

   Siedzę teraz w pokoju kuzynki na piętrze ich domu. Otoczona wszystkimi gadżetami, jakie typowa jedenastolatka posiada, wspominam sobie moje dzieciństwo. Och, jak bardzo dorośle teraz zabrzmiałam, doprawdy, do porzygu. Nic nie poradzę, że tęsknię za tymi czasami, kiedy uciekało się przed mamą, bo chciała zawiązać mi kitę z włosów, albo kiedy kotleta chowało się pod ziemniaki. Teraz żyję ze świadomością, że za mniej więcej miesiąc wyprowadzam się z domu. I nie chodzi mi o to, że nie chcę. Nie. Chcę bardzo i każdy, kto ostatnimi czasy (tu mam na myśli nawet kilka lat) przebywał w moim otoczeniu, wie, że to prawda. Po prostu zwykła, ludzka nostalgia mnie bierze, jak ten czas zachrzania, nie zważając na wszystko inne. Wracając do mieszkania i studiów, bo o tym dzisiaj chciałam, to chyba trafiłam całkiem nieźle.


   Jest środa, 16 lipca. Budzik wrzeszczy nieubłaganie, jakby chciał zbudzić wszystkich w promieniu dwóch kilometrów. Słysząc Carlosa Santanę, wzdrygam się mimowolnie i po omacku próbuję spojrzeć na wyświetlacz telefonu. 5:01, o nie, nie. Nikt mnie w wakacje nie zmusi do wstawania w środku nocy. Nie ma takiej mowy, opcji, czegokolwiek. Moje lenistwo spowodowało, że jedziemy z małym, półgodzinnym poślizgiem. Słońce piecze przez szybę, jakby chciało ze mnie zrobić kolejną porcję kurczaka z rożna w przydrożnych barach. Z zamkniętymi oczami dziękuję Bogu, że pozwolił narodzić się temu, kto wynalazł klimatyzację. (Google prawi, że pierwsze zarysy istoty klimatyzatorów pojawiały się już w starożytnym Egipcie) Czyżbym słyszała Poparzonych Kawą Trzy, lecących z głośników? Kojący dźwięk saksofonu niczym miód na moje uszy? Mamo, dziękuję Ci i kocham Cię za to, jaką playlistę przygotowałaś na dzisiejszą podróż. Tak mija kilkaset kilometrów, kilka godzin i mijamy zieloną, uwielbianą już przeze mnie tabliczkę z napisem "Kraków". Ha, teraz to dopiero wyzwanie. Słuchać się nawigacji, czy na czuja szukać celu? My, jak widać, miksujemy te dwie opcje, co skutkuje prawie godzinnym krążeniem po wąskich krakowskich ulicach (wspominałam już, że są nieziemsko urokliwe?), by potem szybko znaleźć się przypadkiem pod campusem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Tętno zaczyna wariować, bo nadal nie mogę uwierzyć, że tu jestem, że tu będę spędzać niemałą ilość swojego czasu. No po prostu cudownie! Siedząc z wlepioną twarzą w szybę samochodową niczym dziecko przy witrynie sklepu z zabawkami, nie zauważam, że tata nieświadomie kieruje się w stronę wjazdu na campus, co dozwolone jest tylko dla pracowników i ludzi z kartą parkingową. Splot nieoczekiwanych wydarzeń powoduje znalezienie się naszej trójki na parkingu na terenie campusu wśród reszty samochodów, należących zresztą do wykładowców i innych ważniaków z aktówkami. Okej, w sumie czuję się jak sześć lat temu w Monako, kiedy grupą dzieci z pierwszej klasy gimnazjum weszliśmy do butiku Prady czy Versace i ostentacyjnie oglądaliśmy metki rzeczy droższych od auta moich rodziców. Pokrótce - czuję się dziwnie. 
Trzymając kurczowo w dłoni teczkę z wymaganymi dokumentami, dwoma zdjęciami w formacie dowodowym i długopisem, idę pewnym krokiem przed siebie, udając, że wiem, w którym kierunku powinnam zmierzać. Tak, skoro już zaparkowaliśmy jak ważniaki, zachowujmy się chociaż jak oni. Dobrze, wykażmy chociaż namiastkę wyższości. Bam, wszystko ucieka, kiedy znajduję się między namiotami jakichś organizacji. Po lewej chyba widzę studenckie radio, po prawej NZS i mnóstwo plakatów związanych z Obozem Beana, a przed sobą stoliki i ławki. Jest tam mnóstwo wystraszonych pierwszoroczniaków, wypełniających skrupulatnie jakieś papiery. Wszyscy się uśmiechają, pytają, czy nie potrzebuję pomocy. Nie, jest dobrze, chcę tylko wejść do odpowiedniego pomieszczenia, zdać wszystkie formalności i mieć to z głowy. Nie lubię być w centrum zainteresowania. Nadal wierzę, że to dobra decyzja. Stany nie uciekną, Setki lat stoją w miejscu, nie licząc nieznaczących ruchów tektonicznych, więc postoją jeszcze kilka miesięcy. Pokonuję trzy czy cztery schodki i znajduję się w kolejnym skupieniu zestresowanych młodziaków. Mama pyta, czemu jestem spięta, czemu szybko zaprzeczam, ale wiem, że jej nie przekonałam. Cóż, trudno. Jej, jak tu ładnie. Biały, lekko kremowy kolor ścian stapia się z jasnym parkietem na podłodze, który ma już swoje lata. I nie skrzypi, kiedy poszczególni ludzie wstają od stolików i zmierzają ku wyjściu. Zapatrzona w to stylowe wnętrze nie słyszę, jak ktoś mówi do mnie, jak mniemam, coś ważnego. Aha, jak zwykle musiałam coś schrzanić. Nie wzięłam jakiejś super mega ważnej teczki, którą rozdawał nie wiem kto w miejscu, o którym nie mam pojęcia. Kropelki potu zbierają mi się na skroniach, poziom adrenaliny zaczyna być podobny do tego, kiedy pierwszy raz przekraczałam mury Żeromszczaka. Muszę wyjść i to znaleźć. Przechodzę przez próg drzwi wejściowych i lekko zdezorientowana zastygam w bezruchu, bo wiem, że gdzie bym nie poszła, to i tak będzie zły kierunek. Dochodzi do mnie muzyka z głośników. Jakiś nowy hit radiowy. Nie wiem, kto to śpiewa, ale znam cały tekst. Jak zwykle. Szkoda, że tak szybko i łatwo nie chłonę potrzebnej mi do życia wiedzy. Wreszcie decyduję się iść przed siebie. Podchodzę do stolika, przy którym siedzi jakaś ciemnowłosa dziewczyna, która kiedy mnie zauważa, posyła mi serdeczny uśmiech, odsłaniający perfekcyjne, rażąco białe uzębienie. Myślę sobie, że pewnie niełatwo będzie uzyskać od niej jakiekolwiek informacje. I tu łapie mnie zaskoczenie, bo dziewczyna bez ani jednego mojego słowa mówi: "Tam rozdaje teczki ta w spódniczce, o tam. Widzisz? Weź od niej.". Odwracam się niepewnie i oczywiście moim oczom ukazuje się widok mnóstwa dziewczyn, ale każda jedna nosi spodnie. Tak, Alu, zawsze miałaś pod górkę, to czemu teraz miałoby być inaczej? Sama sobie odpowiedz. Zakręcam się między nimi, udając, że tylko oglądam. Nie mija minuta, kiedy podchodzi do mnie niższa o głowę blondynka i zaskakuje mnie krókim: "Proszę!" i po minucie już mam w dłoni potrzebną teczkę. Po jej wypełnieniu wracam do pomieszczenia ze stolikami. Ku mojej uciesze tata zajął mi miejsce w kolejce, więc mogę wyrzucić wizję stania godziny czy dwóch ze świadomości. Wreszcie ja. Pani w koszuli, której do bieli to już bardzo daleko, wyczytuje moje nazwisko, prosi o dowód i teczkę. Rozmowa nie trwa nawet pięciu minut. Na koniec słyszę: "Gratuluję Pani, witam wśród studentów pierwszego roku Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie na kierunku ekonomia". Czuję się zajebiście dumnie. Tak dumnie, że wychodząc, zapominam o tacie, który zostaje w tyle.

Reszta następnym razem. Dam Wam żyć. Chociaż mamy wakacje, po co to życie oszczędzać, co? Mimo wszystko... Jest trzecia w nocy, oczy mi się same zamykają. Dobranoc.

PS Tak bardzo się cieszę z nowej domeny! Serdeczne dzięki dla Macieja za pomoc. Jesteś niezastąpiony!


Ściskam,
A.

6 komentarzy:

  1. Planuję wprowadzić vlogowe wywiady :P
    Byłabyś chętna na udzielenie kilku odpowiedzi pod koniec października nt. Krakowa i nie tylko? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Podjęłyśmy więc tę samą decyzje- au pair kiedyś tam później, teraz studia.
    Pozdrawiam,
    studentka filologii angielskiej, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Ja planuję lipiec 2015. Oby mi się udało! :)
      Tobie też życzę powodzenia, jeśli chodzi o studia i kiedyś-tam-au-pair.

      Pozdrawiam,
      studentka ekonomii, o! :)

      Usuń
  3. powodzenia z mieszkaniem :)

    OdpowiedzUsuń