piątek, 29 marca 2013

I'm a lonely bo...


Powiem szczerze, że muszę niemalże odgrzebywać klawiaturę spod sterty pierdół, papierków i przeróżnych innych śmieci, które zalegają na biurku. A nie powinny. Niedawno obiecałam sobie, że będę żyć w porządku i ładzie, jak na miłą i przykładną licealistkę przystało. Muszę mieć równowagę życiową, żeby móc w przyjaznym otoczeniu oddawać się godzinom nauki. Tak, skończyło się na tym, że nie wiem, co gdzie mam, a ubrania i inne drobiazgi giną jeden po drugim. Zapewne są gdzieś za którymś kubkiem czy tam książką. Cholera, miałam zwinnie nawiązać do tego, że Wielkanoc za pasem, a ja nadal nie posprzątałam ani skrawka pokoju, a nie rozpisywać się na temat swoich złych nawyków. Zła Ala, zła.
Chodzi mi po głowie sprawdzenie siebie w nowym projekcie. Nie chcę mówić, o co chodzi, żeby nie zapeszyć, ale byłoby naprawdę fajnie, gdyby się udało. Nie wiem tylko, czy jestem na tyle odważna, by spróbować. Póki co nadal śpiewam w domowym zaciszu, wstydząc się z tym wyjść poza cztery ściany. Nadal robię wiele rzeczy, z którymi się nie ujawniam. To skrywanie części swojej osobowości jest całkiem zabawne. 

Powoli zawijam się do szorowania i zamiatania, ale zanim to nastąpi, to chciałam tylko życzyć wszystkim wszystkiego najlepszego, o. :)


PS. Tyle wrażeń w ciągu jednego tygodnia to dawka co najmniej zabójcza.

2 komentarze: