Och, życie!
Aż musiałam sprawdzić, kiedy ostatnio coś tutaj pisałam. 29 marca. Niby wcale nie taki duży kawał czasu, a wydarzyło się tyle, że mogłabym napisać tom jakiejś niesamowicie zawiłej sagi. Święta jak Święta, takie to dziwne wszystko. Śnieg? Rly? Przez parę godzin było śmiesznie, potem w sumie smutłam, bo po tak długiej zimie marzyłam o przyjemnym świątecznym spacerku, z zachodzącym słońcem, okularami na nosie i uśmiechem na buzi. No cóż, nie było mi to dane tego roku.
Tak mi właśnie zleciał ten tydzień i parę dni. Święta, impreza urodzinowa, trochę rozruchu i znów weekend. I właściwe urodziny. I było bardzo przyjemnie. Chociaż nic się raczej nie zmieniło. Żadnych wielkich rewolucji z tym związanych nie planuję. No, chyba, że rewolucją nazwać można założenie sobie konta w banku i, tfu tfu, zdanie egzaminu na prawo jazdy. Ot, urodziny. Wszyscy wkoło je teraz obchodzą, żaden wyjątek. Ja nawet człowiekiem nerwowym nie jestem, żeby powiedzieć "wreszcie pójdę na piwo bez stresu, że zapytają o dowód" (który notabene mam już od początku gimnazjum, teraz to w sumie nawet już drugi). Fakt, jakaś większa przestrzeń się otworzyła, więcej możliwości, ale to tylko złudzenia jak mniemam. Life goes on. Było, minęło. Oby do wakacji.
osiemnastkowego stuffu część pierwsza

przestrzeń biurokracji! :)
OdpowiedzUsuńNooo dokładnie, ja też juz tylko czekam na wakacje!!!! jejku słonce, trampki!!!
OdpowiedzUsuńojj tak byle do lata:D
OdpowiedzUsuń