środa, 6 marca 2013

years


No disrespect but that's how I am.

Dziś będzie krótko, a przynajmniej krócej niż ostatnio, bo i czasu mniej. Szkoła goni, kurs na prawo jazdy doszedł w międzyczasie, pozaszkolne obowiązki też dają o sobie znać i czasem zapominam, jak się nazywam. Ale znajduję przynajmniej czas na wysypianie się - minimum siedem godzin i do tej pory idzie mi nieźle.
Czując pustkę po minionych feriach w kwestii deski, zaczęłam szukać jakiejś alternatywy na ciepłe dni wiosny czy lata. No i wyszperany został LONGBOARD (<- klik), często mylony ze zwykłą deskorolką. Na razie robię rozeznanie w temacie, przeszukuję fora, wypytuję ludzi, szacuję, jaki majątek czeka na mnie do wydania... Z tym majątkiem to nieco przesadzone stwierdzenie, ale niestety fakt jest faktem, że ten sport, jak na przykład bierki, do najtańszych nie należy. Dlatego czeka mnie przemyślenie wszystkich "za" i "przeciw", a potem podjęcie decyzji. Oby była z dobrem dla ogółu. Pod TYM linkiem można zobaczyć dziewczyny z Longboard Girls Crew Poland w akcji. 





Read More

wtorek, 26 lutego 2013

wildcat


Także tego. Było, minęło. Choleeera, było niesamowicie, co ja gadam! Co prawda nie udało mi się przezwyciężyć własnego lenistwa i zgodnie z przewidywaniami pierwszy tydzień ferii minął mi na leżeniu, spaniu, oglądaniu filmów czy seriali, wychodzeniu wieczorami ze znajomymi. A miałam takie ambitne plany godne Einsteina. No teraz to już się nie zdziwię, jeśli mnie nie nominują do Nobla. Sama sobie na to zapracowałam.
Ale góry... Cóż, nie ma nic piękniejszego od gór. Naprawdę. Trudno mi uwierzyć w to, że ktoś mógłby nigdy ich nie odwiedzić w życiu choć raz. Jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś, Drogi Czytelniku, to zrób to najszybciej, jak tylko się da. I ja mimo wszystko najbardziej kocham Tatry. Polskie czy słowackie, są niesamowite. Zimą czy latem, wiosną czy jesienią, zawsze powalają na kolana, a dech zapiera w piersiach. Do tego są wielozadaniowe - latem niezmierzone wędrówki szlakami, zimą sport. Nie twierdzę, że w zimie chodzenie po górach nie jest fajne. Dla mnie chyba jest to jeszcze zbyt niebezpieczne. Nie mam sprzętu, doświadczenia i chyba jednak odwagi. Ale chęci są! Zimą wskakuję na deskę i katuję się do upadłego. Podchodzi to trochę pod masochizm, bo po kilku dniach umieram z bólu każdego skrawka mięśni mego ciała, ale to jeden z tych satysfakcjonujących bóli. Leżysz wieczorem w łóżku i mimo bolączki myślisz sobie, że takie życie ma sens i jest fajnie. I szkoda, że hajsu nie ma na dwa tygodnie w zimie. Tydzień zdecydowanie za szybko zleciał. Pocieszający jest fakt, że następne ferie zimowe za niecałe 11 miesięcy. Dzięki Ci, K., za cierpliwość przez te trzy dni. :) Do zobaczenia zatem!


A jeśli chodzi o powyższe zdjęcie, to nadal ślicznie proszę o klikanie "Lubię to!" pod nim w galerii konkursowej - KLIK. Obecnie idę łeb w łeb z kimś innym w walce o trzecie miejsce. Naprawdę byłoby miło sprawić mamie niespodziankę. Liczę na Was. :)
Read More

sobota, 16 lutego 2013

that's not my name



Pakowanko pełną parą. Przynajmniej za ścianą U mnie natomiast busz i burdel od samego rana. Czy tylko ja nie potrafię i nie lubię się pakować? Siedzę od rana, czytam cholernie dobrze aspirującą książkę, muzyka w tle umila mi czas, ale za nic nie mogę się ogarnąć, by coś tam wrzucić do walizki. Do tego siedzę teraz ze świadomością, że przespałam, przeleżałam, przesiedziałam, przepiłam, przesłuchałam całą połowę ferii, zamiast uczyć się Roalda Dahla, pisać FCE i rozwiązywać arkusze z IELTS-a. Biorę książki w góry i przynajmniej będę stwarzać pozory. 

Słuchając radia Spotify, do głowy zaczęły mi przychodzić pewne fakty z przeszłości. Przypomniał mi się James Morrison, którego słuchałam, będąc w szóstej klasie podstawówki, czy tam w pierwszej klasie gimnazjum. Gwen Stefani, ideał piękna z wczesnego gimnazjum. The Cardigans, bo oglądaliśmy "Romea i Julię" w gimnazjum. Dido, ale to już środek podstawówki. Poza tym odkryty na nowo John Mayer, The Killers i Franz Ferdinand. Tylko czemu życzą sobie 20 dolców za możliwość mobilnego słuchania...?
Read More

wtorek, 12 lutego 2013

one step closer

Zaraz, zaraz... Przecież przedwczoraj były Święta. Ach, tak. Zapomniałam, że czas zapieprza nieubłaganie i już ferie zimowe, na które i tak kazano nam czekać najdłużej, bo takie małopolskie już dawno zapomniało, że je w ogóle miało. No cóż, nam przystało kiwnąć głową w podziękowaniu, że są i modlić się, że Ślązacy jednak zostaną w domach i nie wyruszą na stoki, bo wtedy to już kaszanka do sześcianu.

I'm doin' fine.

Papież abdykował, kolejny gorący temat dla mediów. Pomijając fakt, że obecnie Kwejk składa się tylko z Grey, kotów i memów o Benedykcie XVI, to ma to pewną dobrą stronę - nastał dzień, w którym na Pudelku nie było cycków Siwiec. O losie,  tyle czekaliśmy.


Białko, nadchodzę. Czekałam o rok za długo.
Read More

sobota, 2 lutego 2013

25 faktów o mnie

1. Będąc małym dzieckiem rozklejałam się przy "Lulajże Jezuniu". Trwało to chyba do końca pierwszej czy drugiej klasy szkoły podstawowej.
2. Miałam okres w swoim krótkim życiu, kiedy byłam święcie przekonana, że chcę iść do
PWSFTViT czy ASP.
3. Nienawidzę, gdy ktoś się spóźnia, a sama nigdy nie przychodzę na czas.
4. Kiedyś maniakalnie grałam w "Zagadki Lwa Leona".
5. Kocham śpiewać, ale publicznie zjada mnie trema.
6. Przy pierwszym spotkaniu z nieznajomą osobą jestem trochę wycofana i trzymam dystans, ale po jakimś czasie zachowuję się tak, że można by uznać mnie za jakieś psycho.
7. Przez pierwsze siedem lat swojego życia miałam proste włosy. :)
8. Mój gust w wszelakich dziedzinach cyklicznie się zmienia.
9. Często płaczę.
10. Nie potrafię przyznawać racji.
11. Zdarza się, że zadaję pytanie, znając na nie odpowiedź.
12. Nie umiem pracować w grupie.
13. Jestem niesamowicie zaborcza i zazdrosna, jeśli w grę wchodzą bliskie mi osoby.
14. Nigdy nie byłam na koncercie "większego kalibru".
15. Z ulubionych przedmiotów mam najgorsze oceny.
16. Uwielbiam tańce latynoamerykańskie.
17. W wielu kwestiach trudno mi obrać daną stronę. Chodzi o to, że czasem dwa zupełnie skrajne i przeciwstawne stanowiska wydają mi się być dobre.
18. Chciałabym kiedyś napisać książkę. Ale kiedyś.
 19. Lubiłam Jacksona, zanim to było modne.
20. Fascynują mnie rzeczy handmade, scrapbooking, wszelakie DIY, ale wydaje mi się, że mam kompletnie dwie lewe ręce i zero wyobraźni.
21. Z jednej strony nie chciałabym mieć dzieci przed trzydziestką, a z drugiej chciałabym, żeby moje dzieci miały młodych rodziców.
22. Połowa nauczycieli w mieście to znajomi moich rodziców.
23. Nie ma dalszego wyjazdu, na który bym czegoś nie zapomniała spakować do walizki.
24. Przez osiem lat jeździliśmy z rodzicami na wakacje lub zimą do tego samego miejsca (łącznie byliśmy tam chyba z 20 razy). Czarna Góra koło Bukowiny Tatrzańskiej, polecam.
25. Nie lubię mówić o sobie.
Read More

środa, 23 stycznia 2013

give a little more

Szkoła pochłonęła mnie w całości, a i tak wszyscy i wszystko wokoło mówi mi, że mogłoby być lepiej. Ale czy zawsze tak nie jest? I tu nie chodzi tym razem o moje wygórowane ambicje, bo w tej kwestii ostatnio spuściłam z tonu.
Z tego co pamiętam, nie wspomniałam w tym roku o żadnych "noworocznych postanowieniach", które będąc w istocie bujdą na kółkach, wciąż tak popularne wypisywane są w pamiętnikach, na blogach i ustanawiane "na gębę" gdzieś tam w głębi serca przez ludzi różnej maści. Przypomina mi się od razu styczeń zeszłego roku, mnóstwo obietnic zmian, poszerzania horyzontów i licytowania się z bliskimi, kto w grudniu będzie mógł się pochwalić dobrnięciem do ustalonej sobie "mety". Dlatego ten zwyczaj traktuję bardziej jako elastyczne pomysły na przyszłe dni czy miesiące, a nie jako cele, do których kurczowo i bez wyjątków muszę dążyć. Jeśli się uda, to fajnie. Jeśli nie, to zawsze jest rok 2014. :) Ale co Ziółkowska chciałaby poczynić w tym, który dopiero co się rozpoczął? O losie... Podróże. Zdecydowanie. Jeden kierunek jest już i mi, i Wam chyba dobrze znany. Wyspy odwiedzę najprawdopodobniej w wakacje. Zostaje jeszcze Paryż, aczkolwiek powiedziałabym raczej, że to cel bardzo ciężki do zrealizowania. I pod względem funduszy, jak i czasu. Niestety, jestem ciut za półmetkiem mojej licealnej edukacji i nie wchodzi w grę wypad na weekend do Paryża w roku szkolnym. Dzieci nauczycieli także wiedzą, o co mi chodzi. ;)
A co ze mną? To raczej nie jest postanowienie, ani żaden cel. To mus. Nie mogę się tak przejmować. Czymkolwiek. Na równi znajduje się wyeliminowanie podłego nawyku, który niech jednak pozostanie moją prywatną tajemnicą. Jednocześnie dziękuję pewnej osobie za wczorajszą rozmowę, która chyba uzmysłowiła mi, gdzie leży złoty środek w tym wszystkim. Ostatnią zmianę na 2013 rok wdrożyłam w życie już tydzień temu. 

I pamiętajcie - dwa litry wody mineralnej wody dziennie!


Read More

sobota, 12 stycznia 2013

sweet home, little home

Mówią, że dom jest tam, gdzie rodzina i bliscy. Tak, zgadzam się z tym, ale dla mnie "dom" jest też gliną, z której można rzeźbić niesamowite rzeczy, a samo jego urządzanie, dekorowanie, "odpicowywanie" może być swego rodzaju rzemiosłem. Dopiero od niedawna zainteresował mnie ten temat - DIY, home makeover, dodatki, zdobycze etc. Z jednej strony może to być drogie hobby, ale z drugiej wcale nie musi. Można porównać to do fashionistek - jedne wsiadają do samolotu, lecą do Los Angeles i na Rodeo Drive robią zakupy u Valentino, Chanel i LV na niekiedy pięciocyfrowy rachunek; inne natomiast cenią sobie oryginalność i niekoniecznie z powodu braku funduszy nadają zwykłym ciuchom niezwykły wygląd i charakter (zapewniam, że czasami takie ubrania wyglądają identycznie jak te z drogich butików). Oczywiście nie krytykuję tych dziewczyn, które gustują w luksusowych zakupach, ale próbuję zwrócić uwagę na to, że "modnie" nie zawsze idzie w parze z "drogo".
Owszem, home design nieraz jest jedną z droższych zajawek, nie licząc kolekcjonowania coraz to nowszych Jaguarów i posiadłości na Bali, ale staram się szukać na to rozwiązań. Dlatego na liście moich ulubionych blogów znajduje się mnóstwo Do It Yourself. I tutaj napotykam się na przeszkody, bo zdolna manualnie to ja chyba nie jestem, a chwalenie się umiejętnością składania komody z Ikei nie należy do tych wartych umieszczenia w CV, dlatego do tej pory jedyne zrobione przeze mnie "dzieło" to jakaś laurka dla babci wykonana metodą origami w gimnazjum. Teraz jestem na etapie odkrywania, zbierania "inspiracji".
Ostatnio podobają mi się delikatnie urządzone mieszkanka z mnóstwem jasnych, pastelowych detali. Odbiega to zupełnie od obecnego wyglądu mojego pokoju, którego dwie ściany są w kolorze strażackiej czerwieni, na najbardziej odsłoniętej przykleiłam trzy pasy tapety z motywem zebry i cały mój kąt usłany jest czerwonymi, białymi i czarnymi dodatkami. Szalałam, szalałam, rzuciłam się na głęboką wodę i mam. Gdzieś w głębi serca przyznaję ludziom rację, którzy twierdzą, że w takim pokoju fajnie jest pobyć godzinę, dwie lub cztery, ale nigdy mieszkać. Czasem mam wrażenie, że boli mnie głowa, jak za dużo patrzę się na te ostre kolory i wzory. I niestety próżno czekać na jakąkolwiek większą zmianę z mojej strony przed wyprowadzką na studia. Jestem dopiero rok po remoncie, zbyt duże pieniądze poszły na to, żeby pokój wyglądał tak, jak wygląda i w sumie nie widzę sensu, skoro niedługo i tak się wyprowadzam. Chociaż tu koło się zamyka, bo w akademiku lub mieszkaniu wynajmowanym serce się kraje, kiedy przychodzi wkładać niemałe pieniądze w urządzanie M2, którego nawet nie jesteśmy właścicielami. Dlatego szukam, szukam, szukam. Przecież da się tanio, ładnie i modnie. :)
Aktualnie na liście "must have" znajdują się ramki na zdjęcia z Ikei (seria Ribba), żeby wreszcie wykończyć mój zamysł frame wall. Przydałoby się też przemalować biurko wraz z półkami nad nim się znajdującymi. Problem NO.1 jest taki, że rodziciele nie za bardzo widzą moją wizję w realizacji, a NO.2 to kompletny brak pomysłu jak uzyskać matowy, biały blat z prześwitującymi słojami drewna ze zwykłej okleiny forte.

Często odwiedzane blogi ostatnimi czasy to:








Read More