Szkoła pochłonęła mnie w całości, a i tak wszyscy i wszystko wokoło mówi mi, że mogłoby być lepiej. Ale czy zawsze tak nie jest? I tu nie chodzi tym razem o moje wygórowane ambicje, bo w tej kwestii ostatnio spuściłam z tonu.
Z tego co pamiętam, nie wspomniałam w tym roku o żadnych "noworocznych postanowieniach", które będąc w istocie bujdą na kółkach, wciąż tak popularne wypisywane są w pamiętnikach, na blogach i ustanawiane "na gębę" gdzieś tam w głębi serca przez ludzi różnej maści. Przypomina mi się od razu styczeń zeszłego roku, mnóstwo obietnic zmian, poszerzania horyzontów i licytowania się z bliskimi, kto w grudniu będzie mógł się pochwalić dobrnięciem do ustalonej sobie "mety". Dlatego ten zwyczaj traktuję bardziej jako elastyczne pomysły na przyszłe dni czy miesiące, a nie jako cele, do których kurczowo i bez wyjątków muszę dążyć. Jeśli się uda, to fajnie. Jeśli nie, to zawsze jest rok 2014. :) Ale co Ziółkowska chciałaby poczynić w tym, który dopiero co się rozpoczął? O losie... Podróże. Zdecydowanie. Jeden kierunek jest już i mi, i Wam chyba dobrze znany. Wyspy odwiedzę najprawdopodobniej w wakacje. Zostaje jeszcze Paryż, aczkolwiek powiedziałabym raczej, że to cel bardzo ciężki do zrealizowania. I pod względem funduszy, jak i czasu. Niestety, jestem ciut za półmetkiem mojej licealnej edukacji i nie wchodzi w grę wypad na weekend do Paryża w roku szkolnym. Dzieci nauczycieli także wiedzą, o co mi chodzi. ;)
A co ze mną? To raczej nie jest postanowienie, ani żaden cel. To mus. Nie mogę się tak przejmować. Czymkolwiek. Na równi znajduje się wyeliminowanie podłego nawyku, który niech jednak pozostanie moją prywatną tajemnicą. Jednocześnie dziękuję pewnej osobie za wczorajszą rozmowę, która chyba uzmysłowiła mi, gdzie leży złoty środek w tym wszystkim. Ostatnią zmianę na 2013 rok wdrożyłam w życie już tydzień temu.
I pamiętajcie - dwa litry wody mineralnej wody dziennie!
0 komentarze:
Prześlij komentarz