Siedząc dzisiaj nad zeszytami, przeszła mi taka myśl przez głowę, że mogło być gorzej. Dochodzę do wniosku, że jutrzejszy dzień to pikuś. Przeżyje się. Jakoś. I pojutrze będzie lepiej. Oby.
Smutny zawód po "007 Quantum of Solace" większy, niż się spodziewałam. Będę chyba sobie musiała zapodać większą dawkę dobrych filmów niebawem. Ach, może powtórka ze "Skyfall" plus domowo "Casino Royale". Liczyłam na kino w sobotę, ale chyba na tym się skończy. Czemu dobra nie trwa 30 godzin? Wtedy oprócz spotkania informacyjnego na temat Au Pair i zakupów zobaczyłabym wreszcie "Annę Kareninę". Złośliwość rzeczy martwych.
0 komentarze:
Prześlij komentarz