sobota, 16 lutego 2013

that's not my name



Pakowanko pełną parą. Przynajmniej za ścianą U mnie natomiast busz i burdel od samego rana. Czy tylko ja nie potrafię i nie lubię się pakować? Siedzę od rana, czytam cholernie dobrze aspirującą książkę, muzyka w tle umila mi czas, ale za nic nie mogę się ogarnąć, by coś tam wrzucić do walizki. Do tego siedzę teraz ze świadomością, że przespałam, przeleżałam, przesiedziałam, przepiłam, przesłuchałam całą połowę ferii, zamiast uczyć się Roalda Dahla, pisać FCE i rozwiązywać arkusze z IELTS-a. Biorę książki w góry i przynajmniej będę stwarzać pozory. 

Słuchając radia Spotify, do głowy zaczęły mi przychodzić pewne fakty z przeszłości. Przypomniał mi się James Morrison, którego słuchałam, będąc w szóstej klasie podstawówki, czy tam w pierwszej klasie gimnazjum. Gwen Stefani, ideał piękna z wczesnego gimnazjum. The Cardigans, bo oglądaliśmy "Romea i Julię" w gimnazjum. Dido, ale to już środek podstawówki. Poza tym odkryty na nowo John Mayer, The Killers i Franz Ferdinand. Tylko czemu życzą sobie 20 dolców za możliwość mobilnego słuchania...?

0 komentarze:

Prześlij komentarz