środa, 9 stycznia 2013

LonDream

Po kilku rozmowach z paroma osobami wizja kilku tygodni w Londynie tego lata staje się coraz bardziej realna. Teraz tylko trzeba czekać, aż trochę czasu minie i będzie bliżej czerwca, lipca. W sumie byłyby to chyba jedne z najlepszych wakacji. Biorąc pod uwagę, że zobaczyłabym na spokojnie wiele miejsc, których nie udało nam się zwiedzić w kwietniu, albo najzwyczajniej w świecie nie mieliśmy już siły i zostaliśmy w hotelu, albo przed wejściem, pobyt tam zapowiada się jeszcze bardziej ekscytujący. Nie mówię o wieczorach/nocach. Tak.
Dopiero teraz, przeglądając przeróżne strony i blogi, dowiaduję się, jak niesamowite jest wewnątrz Tate Modern. A przepraszam, byliśmy wewnątrz. Na kawie i w toalecie. No ale byliśmy tak totalnie wycieńczeni po kilkugodzinnym maratonie, że marzyliśmy już tylko metrze powrotnym na Hounslow i ciepłym łóżeczku. Z tego, co pamiętam, to to był też ten sam dzień, w którym część z nas w nocy odzyskała siły i zawędrowaliśmy na Soho o północy. Pięknie. Bosko. Zjawiskowo.
Właśnie, gdyby ktoś znał jakieś namiary na w miarę tani nocleg na okres minimum miesiąca w Londynie, niech da znać. 




Read More

poniedziałek, 7 stycznia 2013

not as hard as they say

Siedząc dzisiaj nad zeszytami, przeszła mi taka myśl przez głowę, że mogło być gorzej. Dochodzę do wniosku, że jutrzejszy dzień to pikuś. Przeżyje się. Jakoś. I pojutrze będzie lepiej. Oby.

Smutny zawód po "007 Quantum of Solace" większy, niż się spodziewałam. Będę chyba sobie musiała zapodać większą dawkę dobrych filmów niebawem. Ach, może powtórka ze "Skyfall" plus domowo "Casino Royale". Liczyłam na kino w sobotę, ale chyba na tym się skończy. Czemu dobra nie trwa 30 godzin? Wtedy oprócz spotkania informacyjnego na temat Au Pair i zakupów zobaczyłabym wreszcie "Annę Kareninę". Złośliwość rzeczy martwych.
Read More

piątek, 4 stycznia 2013

red marathon


Plac. Bus. Dworzec. Taxi. Kino. Smyk. Kino. Film. Żarcie. H&M. Dworzec.Bus. Alibi. McDonald's. Przystanek.

Kolejny raz przekonałam się, że nie warto. Cholerne polskie filmy. Ugh. Teraz ciągnie mnie na "Sępa" i "Kolekcjonera". Ten drugi w 3D. 
Tak dużo przecen, tak duża dupa, tak mało pieniędzy.

"007 Quantum of Solace" czas zacząć. Uwielbiam weekendowe, filmowe noce z Craigiem.



Follow my blog with Bloglovin
Read More

wtorek, 1 stycznia 2013

hello, my beloved

Wraz z 2013 rokiem przychodzi wiele spraw do załatwienia. Nowe cele, nowe obowiązki, nowe marzenia nawet. Tyle pracy, ale zarazem dużo energii i chęci do działania. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wszystko zawiązać z dniem 31 grudnia 2013.
Wczoraj przeżyłam swój najdziwniejszy Sylwester w swoim życiu - w domu, z bratem, niedobrym szampanem, z wyciskanym własnoręcznie sokiem z pomarańczy i niemalże grając w Scrabble. Z tego wszystkiego o północy nie mogłam wyjść z podziwu, jakimi niektórzy są debilami, wychodząc po pijaku i odpalając petardy metr od grupki własnych dzieci (które na moje oko zresztą nie przekroczyły jeszcze pięciu lat). Pomijam już fakt, że jedna z petard prawie wleciała nam do domu, bo delikwent najwyraźniej źle ją wbił do ziemi i wszystkie zaczęły wystrzeliwać poziomo, prosto w okna pobliskich bloków. Pogratulować pomysłu, naprawdę.

Pod koniec 2012 roku dane mi było znaleźć w czeluściach niezbadanego internetu pewną niesamowitą osóbkę - Shirley Eniang, prowadzącą bloga Meek~N~Mild. A zauważyłam ją na jednej ze stron z poradami dot. blogów, szablonów itp. Zainteresowała mnie w sumie ze względu na swój layout, ale później zagłębiłam się w treść postów, obejrzałam kilka filmików z jej kanału na YouTube (shirleybeniang) i nieodwracalnie się w niej zauroczyłam. Dane mi było z nią porozmawiać i jest tak niesamowicie ciepłą i pełną empatii osobą. :)
No i mam dzięki niej kolejny powód do spędzenia części wakacji w Londynie. Trzeba się tylko dobrze zorganizować, spakować, kupić bilet i spędzić swoje wakacje życia.

PS. W styczniu blog kończy trzy lata. Aż mi się przypomniał wierszyk z dzieciństwa: "Mam trzy latka, trzy i pół, sięgam głową ponad stół". To niech na tym stole stanie trunek bogów i pijmy za dalszą działalność.

edit:
Błąd merytoryczny się wkradł. Blog w styczniu skończył cztery lata, ponieważ założony został w styczniu 2009, napisanych zostało kilka postów i nastąpiła przerwa. Blogowanie "na dobre" ruszyło po około roku, ale faktycznie, blog został założony w 2009. :)
Read More

piątek, 28 grudnia 2012

Limo Skyfall

1. Limonkowa bluzka, Mango
2. Kolczyki, Mango

Zaczęły się przeceny poświąteczne. Wysiew ludzi jak grzybów po deszczu, kobitki biją się o każdy skrawek materiału, faceci wyrywają sobie drogie zegarki z rąk. A byłam tam tylko 20 minut. Strach pomyśleć, co działo się gdzieś indziej.

No właśnie, nie dane było mi sprawdzić tego na własnej skórze, bo czas gonił - "Skyfall", Cinema City, 18:00. Jestem pod wrażeniem, ogromnym. Z tym, że ja koneserem nie jestem, nie znam się, pewnie nie zauważyłam wielu bubli, słabych momentów, błędów, wpadek, ale dla mnie, dla filmowego laika, film został zrobiony bardzo dobrze, rewelacyjnie wręcz. Po raz kolejny przekonałam się, że uwielbiam chodzić na filmy do kina, bo nie nowina, że duży ekran, dobra aranżacja dźwięku to diametralnie coś innego od komputerowych głośniczków i monitora. Już z T. zwróciliśmy uwagę na lepsze momenty - pociąg, Szanghaj, wyspa, metro. A oglądanie tego filmu ze świadomością, że było się w tych kilku miejscach parę miesięcy temu (Trafalgar Square, National Gallery, stacja Westminister i sama dzielnica City of Westminister) to naprawdę fajne uczucie. Jedno jest pewne - poszłabym jeszcze raz. Chce ktoś?
"Casino Royale", nadchodzę.


Read More

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, Święta i po Świętach.

Mignęły jak te wszystkie asteroidy na niebie, które ogląda się latem, leżąc na wilgotnej od rosy trawie. Nie ma. Przykre. Nie wiem, co jest powodem tego, że nie zajęły w moim życiu ważniejszego miejsca. Naprawdę. Chciałabym umieć celebrować Święta, jak to było parę lat temu. Może ktoś kiedyś powie mi, jak się to robi. Może mi przypomni.
Jak zapowiadałam, tak zrobiłam. Wygląd się zmienił dość mocno. Ciekawe, ile wytrzymam tym razem. To tylko świadczy o tym, jak bardzo nie lubię zastojów, spraw stałych i niezmiennych. Dlatego po ponad siedemnastu latach życia w tej części świata duszę się. Chcę ten stan rzeczy zmienić, ale niestety to nie jest takie proste. Biorąc jednak pod uwagę moją upartość i chęć dążenia do celu, dopnę swego. Sooner or later.
Planuję nieco zmienić koncepcję prowadzenia bloga. Chyba za dużo się dzisiaj naoglądałam tych zagranicznych i jakieś nieograniczone ambicje się we mnie obudziły. Wróciły też postanowienia z przeszłości. Oh god... Ten Londyn. Tak bardzo w wakacje chcę do niego wrócić, że chyba po raz kolejny postawię na swoim i nie wiem jak, nie wiem z kim, ale spędzę tam najlepsze dni swoich pierwszych pełnoletnich wakacji.
Tymczasem żegnam się czule, słuchając Florence + The Machine. Tak bardzo smutek, tęsknota i pragnienie. Never let me go.
Read More

piątek, 21 grudnia 2012

let's begin again

Majowie przełożyli koniec świata, więc mogę spokojnie powiedzieć, że mam jeszcze trochę czasu na zrealizowanie trochę wczesnych postanowień noworocznych. A trochę ich jest. Nowo poznani ludzie zmotywowali mnie do działania, za co im bardzo, bardzo dziękuję.
Prawda jest taka, że przewartościowałam wiele spraw ostatnio. Z perspektywy czasu patrzę na kilka zdarzeń z minionego roku i trochę ze smutkiem, trochę z ulgą stwierdzam, że dobrze, że szybko były i szybko minęły. Sad but true. Czy ten rok był lepszy od 2011? Chyba jednak nie, niestety. Owszem, było wiele niesamowitych chwil, ale 2011 trudno będzie przebić. 2013 ma predyspozycje do wykonania tego zadania - koncert Bon Jovi w Gdańsku 19 czerwca. Marzenia się spełniają. :) Nie chcę dzisiaj pisać podsumowań (prawie) minionego roku, ale... ja chyba dorosłam. Tak, to cholernie patetycznie brzmi, ale to prawda. Nie nowina, że każdy dorasta. Ja tylko mocno to odczułam ostatnimi czasy.
Z Dżoaną tworzę listę "must to watch during Christmas". Niesamowite, że Niemiec może być taki przystojny. Chociaż w sumie w Berlinie dało się to trochę zauważyć. Dlatego też na pierwszy ogień idzie "Miłość z dzieciństwa".

Czasem warto przemilczeć pewne kwestie, aż ucichną, a nie bez sensu wywlekać coś na światło dzienne i borykać się z konsekwencjami własnych czynów. Czasem ktoś nie powinien się o czymś po prostu dowiedzieć.
Read More