środa, 18 kwietnia 2012

No i co. Wróciłam. Nigdy nie sądziłam, że tak się stanie, ale zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Szalenie mi się spodobało. I jestem bardziej niż pewna, że tam wrócę. Szybciej niż mi się to wydaje. Łezka się w oku kręci, że się wróciło do tego zasranego Tomaszówka. Koło mnie leżą bilety z metra, anglojęzyczne Glamour i parę innych świstków, które będą mi przypominać o tym magicznym miejscu.
Woah! Zupełnie się tego nie spodziewałam. A jednak... 

Teraz wypadałoby się rozpakować, ogarnąć w pokoju, coś szybkiego zjeść i pouczyć się geografii. Pora wrócić do normalności. 



Read More

wtorek, 10 kwietnia 2012

Pakowanie, pakowanie, ogarnianie. Nic mi się nie chce, a tym bardziej wstawać jutro o czwartej. Nie chce mi się wracać potem i w jeden dzień ogarniać cztery lekcje geografii. Umrę, jak wrócę. Ona mnie zniszczy. A ogrom niezaliczonych sprawdzianów dobije.

Nie wiem, czy tam będzie darmowy dostęp do Internetu, także si ju lejter.

Read More

sobota, 7 kwietnia 2012

Brzydka dziś pogoda, wszyscy albo chorzy, albo gdzieś powyjeżdżali. Z tej okazji, tak urodzinowo, oglądam Alicję w Krainie Czarów.
Londyn zbliża się wielkimi krokami. Od tej pory szkołę zostawiam za sobą. Będzie, co ma być. Teraz zaczyna się zabawa. Powinnam się zacząć pakować, czyż nie? No tak, ale Ziółkowska jak zwykle zacznie się pakować w noc przed wycieczką.




Ziółkowska szaleje.

/Boże, jaki ten film jest świetny.
Read More

niedziela, 1 kwietnia 2012

Lubię niedziele jak ta. Rzadko się zdarzają, bo zwykle nie lubię tego dnia tygodnia. Sok z czarnej porzeczki, Pod słońcem Toskanii i świadomość, że jutro czeka mnie całkiem luźny dzień... Tak, to całkiem miłe uczucie. No, to wracam do filmu. Później Prima Aprillis. Dobranoc.



10 dni
Read More

piątek, 30 marca 2012

Takim sposobem minął kolejny tydzień. Kolejny tydzień z życia. Nie będę powielać schematu dygresji na temat przemijania, jak to napisała u siebie Ewa, bo w sumie nie ma już sensu, ale to cholernie prawdziwe. Za pięć lat będę śmiać się z siebie, mając przed oczami obraz 17-letniej Ali, ale tak to już jest. Chyba nie w tych kręgach społecznych w tym wieku ma się samoistną sielankę. And you know what? Wbrew pozorom przystaję na to, co jest. Jakoś nigdy nie chciałam zostać próżną i rozpieszczoną dziewuchą, której rodzice srają forsą, ma wszystko, czego zapragnie etc. Podoba mi się obecny stan rzeczy MIMO WSZYSTKO. Patetycznie mówiąc - mam wokół siebie wspaniałych ludzi, często gęsto wspaniałą atmosferę. No, lubię swoje życie.
A wracając do bardziej przyziemnych rzeczy, to po raz kolejny stwierdzam, że nawet jeśli nie jestem wzorem pedantycznego człowieka, który wszystko ma zapisane w terminarzu na kilka miesięcy do przodu, tak nie lubię mieć niejasnych sytuacji. Bo tak to na przykład jest z tym całym wyjazdem za niecałe dwa tygodnie. Jak na kilka miesięcy wstecz żyłam pewnym faktem, że mogę się pakować, tak teraz, tak z dupy nagle wyskoczyło milion powodów, dla których powinnam zrezygnować. I bądź tu człowieku mądry...

Czytnik e-booków czy namacalny papier? No i tu jest kolejna zagwozdka na przyszłe dni.


PS. Piszesz do mnie, że jesteś na dworcu w Piotrkowie w celu, żebym tam do Ciebie przyjechała czy jak? No bo chwalenie się zwiedzaniem atrakcji turystycznych tego miejsca jest co najmniej bezcelowe. :D
Read More

piątek, 23 marca 2012

czwartek, 22 marca 2012