wtorek, 29 marca 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
10 dni
Sok z pomidora zdecydowanie nie powinien skapywać perfidnie na klawiaturę i touchpada laptopa. Sok z pomidora to napój szatana. Nie działa mi teraz przez niego touchpad. No to teraz trzeba powiedzieć o tym mamie...
Z racji, że wstałam jakieś piętnaście minut po siódmej, nie było opcji pójścia na pierwszą lekcję. A że mama szła na dziewiątą na indywidualne, to jej coś wkręciłam i był spokój. Matematyczka zabiła mnie parę razy wzrokiem na przerwie. No, nie było mnie na matematyce. I była wojna. Na wychowawczej. O chemię. Bo tak to już jest, jak ktoś zdaje sobie sprawę, że nie ma racji, a i tak dalej upiera się przy swoim. Tylko, że my mieliśmy przewagę 28:1. Głupia baba, niech idzie niańczyć dzieci, wyrodna matka.
Przyszła uczennica (powtarzam, jak się dostanę, co graniczy z cudem) pierwszej klasy o profilu menadżerskim w II LO dostała bojowe zadanie. Zarezerwować bilety do kina, zorganizować autokar i zebrać pieniądze. I tydzień na to mam, ogarnę to. Plus parę spraw z lekcją otwartą w ZSP 6. No nic, trzeba spiąć poślady i działać.
AC/DC - You Shook Me All Night Long
Do pierwszego egzaminu zostało 15 dni. Po egzaminach pocisnąć do połowy maja, a później total chillout. Koniec roku przewiduję na 31 maja. Później "bal", wyjazd, powrót, poranki nad Pilicą i rozdanie świadectw. Wakacje szykują się pozytywnie. Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, czekają mnie dwa wyjazdy plus rodzice zgarną mnie gdzieś. Tylko chcę w góry. Tam można dopiero poczuć, że się żyje. Stojąc na jakimś szczycie można poczuć dystans do całego tego zgiełku, zabieganego życia i w ogóle. Chcę w tym roku zaliczyć wszystkie szczyty Czerwonych Wierchów, wejść znów na Kasprowy i przejść gdzieś w Tatry Wysokie. Jak tu nie kochać gór? I w zimie i w lecie, zawsze.
A jak tak się idzie szlakiem, to można pomyśleć o wielu rzeczach.
Uczucia? Czuję presję, zniesmaczenie, zażenowanie i strach.
PS. Druga część wczorajszej notki to wizja mojego życia ZA ROK. No, podkoloryzowałam trochę, pomarzyłam i wyszłam narcystycznie. Trudno.
"Nie bądź komercyjna"
Nie będę, obiecuję.
PS. Druga część wczorajszej notki to wizja mojego życia ZA ROK. No, podkoloryzowałam trochę, pomarzyłam i wyszłam narcystycznie. Trudno.
"Nie bądź komercyjna"
Nie będę, obiecuję.
niedziela, 27 marca 2011
11 dni
Znowu przepieprzyłam cały weekend. Powinnam przepisać zeszyt od polskiego i matematyki, nauczyć się geografii, bo jutro nie zdążę. No, a poszłam na zakupy. Powinnam była zrobić arkusz z części ścisłej, a nie zrobiłam. Mama mnie teraz ściga wkurzona, że się nie uczę. No, normalka.
Zaczyna się kolejny ciężki tydzień. O dziwo nie przeraża mnie sprawdzian z fizyki. Gorzej z tą geografią, ale muszę spiąć poślady i dać radę, bo w końcu będę ją miała na rozszerzeniu, no.
27 marca 2012
Muszę wymyślić jakąś ciekawą audycję na następny tydzień. Ostatnio chyba im się podobało. Zapuszczę później Queen, oni to lubią.
Ciągnę z nauką, ale bez przesady. Nie będę się tak przemęczać. To dopiero pierwsza klasa, rozkręcam się. I w sumie fajnie tutaj jest. Już minęło pierwsze półrocze, nie było źle chyba. Jedni działają mi na nerwy, koło innych przechodzę obojętnie. (tutaj bym coś napisała, ale nie napiszę, bo ten temat miał być nie poruszany)
Życie towarzyskie kwitnie. Dopiero tutaj jest zajebista atmosfera. Zero niedopowiedzianych zdań i czarnych słów za plecami. Zaskoczyło mnie to w pewnym sensie, pozytywnie. Właśnie, w weekend osiemnastka kolegi z drugiej klasy. Byle się nie spili po dwóch godzinach. Może postoję za konsoletą, o.
sobota, 26 marca 2011
12 dni
Wyspałam się.
To takie fajne i niespotykane w moim życiu, że aż musiałam o tym napisać. Jeszcze raz - wyspałam się. Och, dobra, koniec.
Poszłam spać z myślą, że pieprzę dni otwarte w I LO, bo i tak tam nie idę. No, to pojechaliśmy do Focusa. Rodziców wysłałam na Czarny Czwartek. Ja, "wyposzczona" od Empiku, polazłam tam i siedziałam między książkami chyba z godzinę. Fakt faktem, nie kupiłam żadnej (chyba, że zaliczymy zakupiony słownik do angielskiego), ale lubię tam siedzieć. Zamiast książek kupiłam trochę czasopism/magazynów.
Za te cztery powyższe rzeczy kocham Empik, o. Co nie zmienia faktu, że niektóre ceny płyt są... co najmniej walące na łeb. Kupiłam w Media Markt płytę Bryana Adamsa unplugged. Dałam za nią 19,90 zł, a w Empiku taka sama miała przyklejoną cenę 39,90 zł. No coś tu jest nie halo.
Siedzę sobie przy stoliku, popijam Mirindę z lodem i czytam Teraz Rocka. Zostało mi jakieś 40 minut filmu rodziców. Dosiada się jakiś chłopak. Na oko 20 lat, strasznie wysoki. Niezły. Pyta, co piszą w tym magazynie i co ciekawego teraz czytam. W sumie mnie zatkało. I tak sobie pogadaliśmy o Queen z piętnaście minut. Powiedział, że musi iść i że fajnie się rozmawiało. Po filmie idziemy z rodzicami, patrzę, idzie ów wysoki nowo poznany kolega. Patrzy na mnie i "cześć", patrzy na mojego tatę i... lekka konsternacja, zakłopotanie i "o, dzień dobry panie profesorze". Znowu mnie zatkało. "Skąd on cię znał, tato?" "No wiesz, to mój uczeń ze Spały, siatkarz, maturalna klasa" ... :P
Uczucia? Niezmiennie zajebiście.
piątek, 25 marca 2011
13 dni
Co za dzień. Począwszy od rzekomego sprawdzianu z geografii, po (nie)zapowiedzianą kartkówkę z chemii. Nawet nie chce mi się o nim pisać.
Po pierwsze, chcę do kina. Są trzy opcje: "Sala samobójców", "Oczy Julii" i "Sucker Punch". Potrzebuję jeszcze kogoś ze sobą, dużą colę i możemy iść. Nie to, żebym desperacko szukała kogoś na blogu. Tak się tylko tym dzielę. :P
Po drugie, w ten weekend muszę przepisać polski i matematykę. Od miesiąca prowadzę te zeszyty (w sumie to nie tylko te, ale tylko te wypadałoby ogarnąć) od tyłu. Sama już się gubię. Czyli z polskiego jakieś pięć wypracowań. Zapowiada się weekendowy fun!
Po trzecie, powinnam posprzątać w pokoju. Ale trzymam się zasady, że lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu. O.
Uczucia? O matko... Jest tak wspaniale. Mimo tego całego popsutego dzisiaj humoru jest wspaniale. Wreszcie czuję, że żyję. Tak pełną parą. Oczywiście, brakuje mi paru czynników do pełnej ekstazy i w ogóle, ale nie jest źle. Jest super. To jest takie uczucie, że wstajesz rano i wiesz, że jak wrócisz ze szkoły, to będzie nieziemsko. Tak po prostu. Że aż chce się iść do tej szkoły, bo im wcześniej się pójdzie, tym szybciej się wróci. To tak, jakby się miało niewidzialne skrzydła przytwierdzone do łopatek i z każdym uśmiechem i przypływem radości one unosiłyby cię pod niebo. Nie chcę, by ten stan się zmienił. Może być tylko lepiej, mam nadzieję.
wtorek, 22 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
17 dni
O Jezu, tyyyyle emocji. Pozytywnych i negatywnych. Ktoś skutecznie próbuje otworzyć mi oczy. Tego komentować nie będę.
Teraz się już inaczej chodzi na spacery po ciemku. Inaczej, niż w grudniu. Po osiemnastej poszłam na główną pocztę, po kawę do McDonald's (tak, można powiedzieć, że chyba się przekonałam do latte) i na mały spacer po mieście. Tylko nie lubię ciszy, więc włączyłam iPoda. W tym czasie oczywiście milion telefonów, których nie słyszałam. I wyjaśniło się, dlaczego ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, przechodząc obok mnie - dzwonił mi telefon w kieszeni, a ja sobie ucieszona szłam chodnikiem nic nie robiąc. Z ciepłą kawą skierowałam się w stronę kościoła, bo na dziewiętnastą mieliśmy spotkanie w sprawie bierzmowania. I w sumie po cholerę szłam... Puściła nam z mp3 rekolekcje księdza jakiegośtam ze studentami w Krakowie. Półtorej godziny słuchania o seksie. Tak, tego mi było trzeba w poniedziałkowy wieczór. Do tego w kościele. Tym bardziej, jeśli tego samego słuchałam już w grudniu.
Moja dzisiejsza nauka biologii skończyła się słuchaniem tej piosenki:
You and me baby, ain't nothin' but mammals
So let's do it like they do on the Discovery Channel
Uczucia? Za dużo ich, żeby je wypisać. Targają mną, jak jakąś marionetką. Aż się nasuwa reklama z Sercem i Rozumem. Ja wybieram urządzenie wielofunkcyjne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
