czwartek, 28 lipca 2011

7/28/2011, chillin'

Okej, to jestem już na działce. Po wczorajszej przeprowadzce jestem masakrycznie padnięta, a to jeszcze nie koniec sprzątania w blokach. Co roku nie obchodziło mnie to, co się dzieje w blokach, ale tym razem będzie inaczej. Trzeba wszystko wyjąć z półek, bo będzie remont. Szczerze powiedziawszy mam już dość tych remontów. Do tego całą noc było mi zimno, a dopiero rano zobaczyłam, że nie zamknęłam okna na noc...
Położyłam się przed piątą, bo oglądałam Burlesque. Nie będę ciągnąć, dlaczego to oglądałam, bo stanę się maksymalnie monotematyczna.
Obiecane zdjęcie dla Jaśmy :D
Read More

poniedziałek, 25 lipca 2011

sobota, 23 lipca 2011

almost two weeks

Jakie są wartości innych ludzi? Czy można je ot tak nagle diametralnie zmienić? Chyba jednak można.

Nie było mnie tutaj prawie dwa tygodnie. Tyle się działo, ale cholernie nie chciało mi się tutaj zaglądać. To znaczy zaglądałam, ale o pisaniu nie było mowy. Powiem szczerze, że nawet przeszło mi przez myśl, żeby tą przygodę z blogiem zakończyć, ale jednak czasami on mi się przydaje. Chociażby jako ostatnia deska ratunku, kiedy pożera mnie gigantyczna nuda. Nuda? Tyle rzeczy do zrobienia non stop, a ja śmiem mówić o czymś, co ludzie nazywają nudą...
10 lipca było ognisko. Z pewnością nie ostatnie w takim składzie. Było fajnie, pomijając mój gnój zamiast trampek po nocy. Jednak uprałam je i nadają się do pokazania na zewnątrz. 13-15 lipca to dni spędzone w Łodzi. Z tego miejsca, choć nie wiem, czy to czyta, chciałam pozdrowić i podziękować za użyczenie łóżka w swoim mieszkaniu Kasi. Mój świadek z bierzmowania, super dziewczyna, studentka drugiego roku Europeistyki na UŁ, najlepsza i najukochańsza kuzynka na ziemi. No i w Łodzi mają fajnych murzynów. :D Powrót nie obył się bez utrudnień, bo nasze polskie PKP nie byłoby polskim PKP, gdyby coś nie poszło nie po naszej myśli. Tak więc spędziłyśmy fajne popołudnie na dworcu w Koluszkach zajadając się bułkami, twarożkiem i parówkami.
Zleciał już miesiąc wakacji, a ja ich kompletnie nie czuję. Może to przez to, że wciąż mieszkam jeszcze blokach, zamiast na działce? Niestety, ale przez remont nie dane było nam wynieść się do domku letniskowego na działce, więc cały lipiec spędzimy chyba w blokach. Brakuje mi tego, że mogę o dziewiątej rano wyjść w samej piżamie na trawę, położyć się na łóżku polowym i zjeść na dworze śniadanie. Brakuje mi też tego, że mogę do drugiej w nocy siedzieć na tarasie (po remoncie jest jeszcze większy!), pić herbatę, rozmawiać z Kasią i innymi, grać w Scrabble i w ogóle. Ponoć już w poniedziałek idziemy tam sprzątać, a we wtorek mama chce już tam spać. Ja w to nie wierzę, no ale jak ona tak mówi, to coś w tym musi być hahahah...
No tak, było jeszcze parę spraw, które przyprawiły mnie o szybsze bicie serca, wymioty czy łzy. No cóż, nasze życie nie zawsze jest jak kraj mlekiem i miodem płynące.

Teraz tylko jakiś sierpniowy wyjazd, bo nie WYTRZYMIĘ tutaj dłużej.
Poza tym, wyszłabym gdzieś.
Read More

niedziela, 10 lipca 2011

#82

No i mamy kolejną niedzielę wakacji prawie za sobą. 
Z utęsknieniem i zanikającą wręcz nadzieją czekam jutro na bluzę, która została wysłana priorytetem w zeszły czwartek. 
Jutro w nocy ognisko, które zapowiada się całkiem całkiem. 
W środę wyruszam do Łodzi na noc lub dwie. Do kuzynki.
Chyba zakończę pewien etap w moim życiu. Ten, co do którego miałam wiele wątpliwości. To już zaczyna nie mieć sensu.
Od jutra nie ma rodziców.
Nie będę miała dużego łóżka. 
Nie ssę ślimakom i nie połykam. Jasne?
RICHIE SAMBORA MA DZISIAJ 52 URODZINY. OCH! HAPPY BIRTHDAY, RICHIE! ♥



Jego głos jest jak afrodyzjak. I działa dość dobrze. 
Read More

sobota, 9 lipca 2011

it's hot here, my friend

Ciepło dziś. Mogłabym powiedzieć, że za ciepło, ale to w sumie nic, co było w Grecji. :P Ach, wróciłabym tam... Dziewięć dni totalnego chilloutu, plażowania, opalania, kąpania się, picia, tańczenia i śmiania się. I to w jakim doborowym towarzystwie. Nie ma bata, za rok jedziemy jako absolwenci.
Po raz kolejny powiem, że duży wzrost nie jest fajny, a co dopiero długie nogi. Cycki przynajmniej się przydają, kiedy w godzinach szczytu trzeba przejść przez pasy...
A dzisiaj pół dnia spędziłam na działce. Inauguracja sezonu grillowego dopiero. 




Poszłam spać przed piątą. I tylko śmiać mi się zachciało z tych wszystkich ludzi, który o tej porze w szlafrokach czy kurtkach wychodzili z psami przed blokiem. Chciało się pieska w blokach, to się ma.

4:42
Read More

piątek, 8 lipca 2011

*gone*

A co sobie nie napiszę posta o 0:38, jak sobie napiszę.
Przez ostatnie trzy godziny narkotyzowałam się lakierami do paznokci. Teoretycznie próbowałam doprowadzić je do stanu używalności. Jak mogłam się spodziewać, gówno z tego wyszło. Zachciało się Ali water marble... Mam tylko uwalone biurko, ręce, wszystko dookoła. Super. Good job, Ala!
W poniedziałek rodzice jadą na Węgry. Do piątku ich nie będzie. ♥ A, i grilla nie będzie chyba, bo panowie dalej pod nieobecność moich rodzicieli będą remontować dach. No chyba, że koło czwartku.

Mała Ala na dziś: 


PS. Niemiłosiernie wkurwia mnie, kiedy ktoś, kogo w życiu nie słyszałam na uszy, na oczy nie widziałam, dłonią nie dotknęłam czy z jednej michy nie jedliśmy, zaprasza mnie do znajomych na fejsie. Taki czelendż? Im więcej znajomych tym lepiej? Nawet jeśli mieszkam w NYC, a dodaję ludzi z Polski? No ogar...

PS. 2 TOMASZ, NIE WCHODŹ NA DRPG :D 
Read More

czwartek, 7 lipca 2011

środa, 6 lipca 2011

#77

Mamy prawie koniec pierwszego tygodnia lipca. A ja go równo przej... ekhm! zepsułam. Przespałam. Przegadałam. Przegrałam. I w ogóle. Muszę to zmienić jak najszybciej, bo w taki sposób to wakacji nie planowałam.
A dzisiaj posprzątałam w pokoju z myślą, że najpiękniejsza, najśliczniejsza, najinteligentniejsza, najbardziej pociągająca, najbardziej zabawna osoba pod słońcem (w pewnych kręgach zwana po prostu Ewą, ale tak mogą na nią mówić tylko wiajpis) wpadnie na moje M-3, a tu lipa. Wolborza jej się zachciało. Ja Ci to wypomnę. I będę Ci dokuczać. A jutro widzę Cię u mnie. Ten porządek długo trwał nie będzie... :P Nawet głośniki naprawiłam, co by nam muzyka grała w tle. No cóż, będziesz mi to musiała wynagrodzić, moja droga.
Tymczasem nie ma ciepłej wody. Ech...

A tak mi się zebrało na wspomnienia i odkopałam stare pudło. Tyyyle fajnych rzeczy w nim znalazłam. :) 

Miś, który był przyczepiony do torebki, którą dostałam od Magdy 9 lat temu. Torebka przepadła, ale on został.

Prezent od tatusia z 2000 roku. Pierwsze wczasy w Skowronkach, mała Alusia (lat pięć) dzielnie asystowała tacie, kiedy ten babrał się w wikolu tylko po to, żebym się uśmiechnęła i go wyściskała.

A teraz mała reklama. Super zespół, polecam. :)


A teraz dziękuję, dobranoc.
Nad szablonem pracuję. Jak na razie bez efektów.
Read More

wtorek, 5 lipca 2011

#76

No to tak. Wypadałoby nadrobić tą nieobecność na blogu przez parę dni. Co się wydarzyło? Oj wiele. Malowanie rancza w Teksasie z Ewą w parku, szarlota z Ewą (przy której obrobiłyśmy dupę wielu osobom, TOBIE też :D), były listy przyjętych w szkołach ponadgimnazjalnych. Była super pizza z klasą i gościem honorowym. Było spotkanie inaugurujące wakacje. Jej, tylko pogoda ostatnio się zepsuła. Jaśma wyleciała do Stanów. Tęsknię i zazdroszczę.

A Ewa jest na DRPG

Dziękuję, dobranoc.
Read More

#75

Nowy szablon. Jeszcze wygląda trochę chustkowo, ale dopracuję go wieczorem.

Zapomniałam dodać, że jestem już uczennicą II LO im. Stefana Żeromskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Tylko kuźwa nie ten profil... Ale ja to ogarnę. Na pewno nie zostanę w tej GIejowskiej klasie. O.
Read More