poniedziałek, 31 października 2011

środa, 26 października 2011

#125

Dopiero dzisiaj ogarnęłam fakt, że ten weekend będzie faktycznie długim weekendem, że nawet we wtorek będzie wolne. Biorąc pod uwagę, że w piątek jedziemy do Oświęcimia, jeszcze tylko dzień jutrzejszy i wreszcie porządnie się wyśpię. Dzisiaj już trochę podładowałam akumulatory, fakt, ale to tylko na dzisiejszy wieczór i dzisiejszą noc, bo czwartek będzie ciężkim dniem, oj ciężkim.

A do świąt, po odliczeniu wszystkich świąt i te pe, został mi dokładnie miesiąc i jeden tydzień chodzenia do szkoły. I już powoli robi się tak pięknie. O osiemnastej jest już ciemno. 30 października przesuwamy zegarki o godzinę wstecz, więc już o siedemnastej będzie mrok. Super, mi się podoba. Jeszcze tylko ktoś tam mógłby wcisnąć przycisk ON przy napisie śnieg

Dziękuję, dobranoc. Idę się uczyć.
Read More

wtorek, 25 października 2011

#124

Dobra, biorę się w garść. Zwiększam obroty, zacznę się wysypiać, regularnie jeść i jeszcze coś tam zdrowego. No, zacznę się uczyć. To też. Dlatego teraz idę pisać polski, robić matmę i zerknę w fizykę. Jeszcze angielski. I do Mieszka też. Cholera...

Chcę te buty.
Read More

poniedziałek, 24 października 2011

#123

Dobry wieczór. Dziś krótko. Znów zmieniłam szablon. Cierpię na jakąś chorobę czy coś? Nudzą mnie rzeczy, tak też znudził mnie ten beżowy szablon. Ten sobie powisi z miesiąc. Mam przygotowany kolejny, ale to jak już będzie ładna zimna. Taka, której chcę i wyczekuję z zapartym tchem każdego ranka.

Moje plany, żeby nauczyć się wszystkiego zanim zajdzie słońce oczywiście padły z fiaskiem. Leży przede mną jabłko, herbatka i zeszyt od niemieckiego. Piszę jutro kartkówkę. I sprawdzian z informatyki. Pozdro szejset, zaczynam zerówką, na którą pewnie i tak nie wstanę. Do tego dwie godziny polskiego, how nice.

Żałuję tylko, że nie mogę być ciałem na urodzinach Klaudii. Duchem będę, no. Ale te erotyczne gry towarzyskie kuszą. :(

A na koniec dodam, że nie przenoszę się z Drugiego do żadnej innej szkoły. Jest za bardzo wyjebana w kosmos, żeby iść gdzieś indziej. I nigdzie indziej nie ma takich fajnych du... no właśnie. Oldżi, prawda? Zostajemy. Choćby dla tego powodu.

:*
Read More

#122

Cześć. Namiastki świątecznego klimatu nadal utrzymują się całkiem dobrze. Thank God It's Christmas jakoś tak szczególnie dziś. Dokładnie dzisiaj mija dziesięć lat od śmierci Freddiego. Nie będzie już takiego drugiego człowieka. I to puste miejsce w Queen powinno pozostać. Swoisty hołd dla mistrza. Średnio przejmuję się zmianami wokalistek w Varius Manx, serio, ale Lady GaGa w Queen... Z całym szacunkiem, nie ujmuję jej jakiegoś tam talentu i pomysłu na siebie, ale w Queen to ona może co najwyżej butelki z wodą mineralną nosić.

Po seansie filmu 1920 Bitwa Warszawska jestem w pozytywnym szoku. Ale zacznę od początku. Pomijając fakt, że niemalże pierwsza mig i druga ak nie weszłaby na seans, bo nasze szanowne panie profesor spóźniły się z biletami, weszliśmy na salę prawie punktualnie. Pierwszy szok to panowie w drzwiach rozdający okulary do filmów w 3D. Słyszałam coś wcześniej, że ten film można sobie obejrzeć w trójwymiarze, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, że nasze zapyziałe kino mogłoby takie filmy puszczać.
Produkcja sama w sobie bardzo mi się spodobała. Nie jestem fanką filmów stricte wojennych, dlatego byłam nastawiona dość sceptycznie. Szczerze powiedziawszy myślałam, że przez te dwie godziny się zdrzemnę, wstanę po dziesiątej i pójdę na angielski. Tylko że od samego początku akcja mnie wciągnęła. Nie chcę spoilerować, więc nie powiem co, gdzie i jak. Niektórych (mnie w sumie też) irytowała Natasza Urbańska odgrywająca jedną z głównych ról. No cóż, nie dziwię się producentom, dlaczego ją wybrano. Wnioskuję, że zgodnie ze scenariuszem potrzebowali kogoś, kto i śpiewa, i tańczy i posiada jakiś tam chociaż minimalny warsztat aktorski. Co do jej aktorstwa wypowiadać się nie będę, bo prócz tego filmu nie widziałam żadnego innego z jej udziałem, ale dwa pozostałe kryteria spełnia niemalże najlepiej. Potrzebowali kogoś z Buffo, więc wzięli ją.
Zakończenie typowe, szczęśliwe. Wzruszające? Może i tak, ale gdybym oglądała ten film w domowym zaciszu, nie w kinie, nie ze szkołą.
No i niezmiennie boski Borys Szyc... Huehue.

Dobra, a teraz zassałam Lejdis, bo jeszcze tego nie widziałam. Później Vicky Christina Barcelona, a na koniec Dziennik Nimfomanki (który obejrzę, jak zwolnię miejsce na dysku, bo właśnie wyskoczył błąd o braku pamięci, lawli).


PS. To chyba dziś jest ten dzień, kiedy Ala ma tak mało zadane i ogarnie się tak szybko, że skończy, nim się ściemni. Wish me luck!
Read More

niedziela, 23 października 2011

#121

¡Buenas tardes! Ala kolejny wieczór spędza siedząc przed komputerem, otwartym zeszytem od polskiego i robiąc kompletnie nic.



No, Ala słucha sobie Maroon 5 teraz i rozmyśla, że kolejny weekend nie przyniósł tego, czego chciała. Piątek był miły, fakt, nawet całkiem bardzo. Przyjdzie poniedziałek, Ala będzie musiała zebrać się w kupę i dalej pierdolić szkołę, jak robiła to wcześniej. No bo co, że niby teraz ma się wszystko zmienić? Nie tak szybko, nie gwałtownie. Na wszystko przyjdzie czas. Jeszcze tylko kuje jedno - ciężko jest patrzeć, jak innym spełniają się Twoje marzenia, Twoje potrzeby, uczucia znajdują "odbicie w sobie". Ale nie to, że ja się nie cieszę, że innym jest dobrze. Nie, naprawdę jest miło. Tylko coś jeszcze mogłoby się zmienić. Tak jakoś, no. Ugh, to coś powyżej zostało spłodzone przypadkowo, brak głębokiego przekazu może zostać usprawiedliwiony.

Kocham Ewę. Bo wprowadziła mnie już w świąteczny klimat. Bo mi rzuciła Last Christmasem i opowiadała o pieczeniu pierniczków, jeżdżeniu na łyżwach, kakałku na parapecie, kiedy za oknem prószy, o śnieżkach, o wieczornych spacerach. ♥ 
Read More

czwartek, 20 października 2011

#120

Dobry wieczór. Za chwilę dwudziesta druga. Ala sobie słucha The Pretender Foo Fighters. I tak sobie myślę, że naprawdę jest mi dobrze w tej szkole. Spodziewałam się czegoś innego, spodziewałam się swego rodzaju codziennego zapierdolu. No i niby tak jest, że codziennie chodzę spać koło trzeciej w nocy, nie wysypiam się, pijam kawę hektolitrami i generalnie wyglądam jak trup człowieka, ale to wszystko tylko z mojego niezorganizowania. Tylko i wyłącznie. Bo niby wymagają, plują się, rzucają jedynkami na lewo i prawo, ale tak na dobrą sprawę nie jest strasznie. Ktoś mnie nawet ostatnio zapytał, czy nie wolałabym być teraz w gimnazjum, czy nie wolałabym tam wrócić. Tylko, że liceum a gimnazjum to jak niebo a ziemia. Byłam tam ostatnio. Nawet parę razy, sprawy różne tego wymagały. I mówię mocne "nie" na pytania, czy nie chciałabym wrócić do gimnazjum. Może to kwestia mojego podejścia? Może to takie moje lekkie wyjebanie na wszystko? No dobra, nie na wszystko, bo jest parę, a nawet dużo spraw, na których cholernie mi zależy. Żebym tylko się na tym moim wyjebaniu nie przejechała, bo rocznik niżej jest troszkę... No... Nie wszyscy, ale no... No muszę zdać tą pierwszą klasę, tyle.


Z czymś takim fajnie się zasypia.

Cieszy mnie tylko fakt, że najcięższa część tygodnia jest za mną. Tygodnia, który tak sprytnie sobie znika z szybkością nadzwyczajną. No i dzisiaj miła niespodzianka. Miłe to było, nawet jeśli wymuszone, albo tylko dlatego, bo "tak wypada". Whatever, miło dzisiaj było. Tak generalnie, miły dzień. Lekki. Taki normalny. Wszystkie powinny być takie. Nawet sprawdzian z geo był miły. Mieszko na koniec dnia wprawił mnie w spazmatyczne śmiechy. Że co? Że ludzie z drugiego jak nie mają kasy, to piją denaturat? Spoko!

No i ten, Maczek sobie wraca ze Stanów, a ja sobie myślę, jak to fajnie byłoby tam polecieć. I nawet sobie pomyślałam, że jak już będę na tym AGH, SGH albo AON-nie, to sobie polecę tak jak Maczek na trzy miesiące. I sobie tam będę mieszkać. Tylko ja się nie wpakuję w więzienne hostele. :P

Wanna have a champagne shower?
Read More