poniedziałek, 26 listopada 2012

it always seems the same

Call you up in the middle of the night
Like a firefly without a light
You were there like a slow torch burning
I was a key that could use a little turning

(...)

Everything seems cut and dry
Day and night, earth and sky
Somehow I just don't believe it



I to wszystko jest takie bolesne. Naprawdę. Takiego cierpienia nie można sobie po prostu wyobrazić. A miliony ludzi każdego dnia to dotyka i nikt się o to nie prosi, nikt dobrowolnie nie zgotowałby sobie takiego losu. Bo najgorsza jest niewiedza.


Coldplay - The Scientist

smutek
Read More

niedziela, 25 listopada 2012

plusplus

Jeden dzień wystarczył, żeby wszystko powoli zaczęło się odmieniać. Oby o te przysłowiowe sto osiemdziesiąt stopni. A i tu z rozbawieniem przywołuję moje mylne spostrzeżenia. Za każdym pierdolonym razem obiecuję sobie, że więcej nie ocenię książki po okładce. A raczej po jej... recenzjach? Cholera, niezbyt ładnie porównywać człowieka do tak przedmiotowego posługiwania się książką. Bo prawda jest taka, że znowu się pomyliłam. Na szczęście. :) Bo jesteś siostrą, której nigdy nie miałam. Niemalże bliźniaczką, choć mówią, że zwykle bliźnięta bardzo się różnią, jeśli nie brać pod uwagę cech zewnętrznych. No nieważne, ja nawet wiem już, komu dziękować!

Szczęka, żyła, silna dłoń,
Odpływamy w męską toń.
Magia w oku, grzywką rzut,
Z ust sczytywać cię jak z nut.

ciąg dalszy nastąpi hehe :>
Read More

środa, 21 listopada 2012

good things

are mostly for bad people
No właśnie. Jak to się stało, że ktoś taki jak ja trafił na takie wydarzenie jak Puls Literatury? Dobra, wyolbrzymiam, ale poniekąd tak jest. Nigdy nie poszłabym na taki event jedynie bazując na szybkim spojrzeniu mimochodem na plakat. Nigdy. A tymczasem znalazł się ktoś, kto zaręczył, że się spodoba i dostatecznie namówił, żebym się tam w końcu znalazła. Chyba nigdy nie przestanę tej osobie dziękować. Dziękuję. Bo gdyby nie to, nie odświeżyłabym swojego spostrzeżenia na temat Tomka Bąka, nie poznałabym pana Marka Bieńczyka  i z pewnością nie natknęłabym się na niesamowitego Jakuba Pawlaka. Kogoś kto z akordeonem robi takie rzeczy, których Nigella Lawson nie powstydziłaby się w swojej kuchni, posługując się garnkami, patelniami i serami pleśniowymi.
Co za dziwne porównanie.
Przez ten wieczór, tak sądzę, siedzę teraz w domu i próbuję nie wypluć płuc, a jednocześnie choć na chwilę przemówić. Niestety, na razie moje plany biorą w łeb. Mam tylko nadzieję szybko wyzdrowieć, bo czeka na spotkanie ktoś, z kim, jak odkryłam, łączy mnie tyle rzeczy, że to tak samo surrealistyczne, jak i niesamowite. No i mamy misję do wykonania, prawda? Wyzwanie to wyzwanie. Odpuszczenie w takim momencie byłoby dyshonorem, poważnym dyshonorem. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Oczekujcie informacji wkrótce.
A w sobotę Akademia Filmowa w Tkaczu. I od soboty pluję sobie w brodę i wytykam fakt, dlaczego dopiero teraz postanowiłam się tam wybrać. No w porządku, dziewiąta rano w sobotę nie napawa optymizmem i gdyby nie to, że miałam mszę o szóstej rano, pewnie bym zaspała i z pewnością nie pisałabym tutaj o sobocie, ale jednak tam byłam. Byłam i chociaż wyszłam stamtąd przed trzynastą, to nie żałuję. Ba, cholernie mi się podobało. Człowiek, który to prowadził, wiedział, o czym mówił. A to się ceni. Bo nie sztuką byłoby zrobić prezentację w Power Point, puścić ją z projektora i czytać, co jest napisane w slajdach. Nie sztuką byłoby chociażby nauczyć się kilka zdań o kinie europejskim i wyrecytować je tym, niech będzie, trzydziestu osobom. Sztuką było to, że kiedy ów facet wypowiedział pierwsze słowa, to odeszła moja senność, odeszła myśl "co ja tu robię?", tylko słuchałam, słuchałam i słuchałam. Później "Nienawiść" i wspólna dyskusja. 1 listopada kino amerykańskie. No i jak mogłabym się oprzeć zaproszeniu na kolejne spotkanie? Odliczam dni.

Tak bardzo kocham Urban Outfitters, tak bardzo boję się kupować przez Internet z zagranicznych sklepów.
Read More

wtorek, 13 listopada 2012

piątek, 2 listopada 2012

undiscovered

Tłumy ludzi. Warszawa opustoszała, wszyscy wyjechali na swoje rodzinne wsie, a rodowici warszawiacy zostali jedynie na Powązkach. Półnagie panie z billboardów nie mają do kogo świecić tyłkiem. A to dlatego, że część społeczeństwa chodzi na cmentarz, żeby na grobach bliskich zostawić zapaloną świeczkę. Inni zaszyli się w domach i chcą to przeczekać. Czy w czasach bezgranicznej bezpruderyjności (której zarazem nie krytykuję po całości) mamy odwagę przyznać się do potrzeby świętowania Dnia Zmarłych i Zaduszek? Czy w czasach wspomnianej wyżej bezpruderyjności (ale ta wywłoka Siwiec naprawdę jest żałosna) wstydem jest powiedzieć, że chce się człowiek pomodlić za kogoś bliskiego? Dobrze, nie w każdym przypadku jest to modlitwa. Niektórzy nie umieją się modlić. Chcą tylko pójść poprzebywać blisko kogoś, kogo stracili. Pomilczeć, albo rzucać w przestrzeń nieme pytania "Dlaczego?", uronić łzę i odejść. Czy listopadowe święto może być porównywane do święta z dnia czternastego lutego? Że pamiętać o zmarłych powinno się cały rok, jak i kochać najbliższych powinno się nie tylko w ten jeden dzień? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. W sumie to jeszcze zbyt bolesne, ale pierdolę wszystkich, którzy uważają, że świętowanie 1 listopada jest passe.
Read More

piątek, 12 października 2012

I want it all!

Mieliście kiedyś takie uczucie, takie małe coś w głębi Waszej duszy, co daje Wam ogromną moc? Czuliście kiedyś, że możecie przenosić góry? Alpy, Himalaje i Kordyliery na raz? Nie wiem, skąd się to bierze, ale uwielbiam postrzegać świat w ten sposób. To tak jak iść chodnikiem wzdłuż jezdni w rytmie muzyki, która wybrzmiewa ze słuchawek odtwarzacza muzyki i czuć się jak bohater rodem z kasowego teledysku zza oceanu. Czujesz, że mimo przeciwności losu z każdej możliwej strony i mimo podrzucanych kłód pod własne nogi możesz zrobić wszystko. Możesz przesuwać horyzonty prawie tak dobrze, jak robi to Martyna Wojciechowska. Uśmiech nie schodzi z ust cały boży dzień, a każda napotkana osoba posądza o chorobę natury psychicznej. A Ty po prostu masz dobry dzień. To zabawne, kiedy wszyscy dookoła przeżywają swoje cyklicznie pojawiające się jesienne depresje, ale nie Ty. Naprawdę nie wiem, czy to sprawka tego jednego, marniutkiego plusika z fizyki, czy kilku wspaniałych i bliskich mi ludzi, czy może jednak przetarta z kurzu dyskografia Queen. Nawet nauczyciele są mniej uciążliwi. A może to po prostu piątek? Mam nadzieję, że zdołam przesłać trochę pozytywnych fluidów przez ekran niektórym z tych, którzy powzięli się na przeczytanie piątkowych wypocin. Ściskam mocno, mocno, z mnóstwem entuzjazmu na weekend. Niech Freddie będzie z Wami. :)

Read More

wtorek, 9 października 2012

sign your name

To naprawdę zadziwiające jak ludzie potrafią się zmienić. Tak diametralnie, nie do rozpoznania wręcz. I nie mówię tu o wyglądzie zewnętrznym, bynajmniej. Mi zostaje tylko stać z boku i z półuśmiechem na twarzy  przyglądać się szopce, która jest rozgrywana na naszych oczach. Ale czy na szopkę nie za wcześnie, toż to nawet Adwentu jeszcze nie ma. Niby kazano pomagać zagubionym, ślepych naprowadzać i te inne, ale to taki rozkoszny widok, kiedy ktoś na własne życzenie wywraca się na skórce od banana, którą sam sobie podłożył paradoksalnie.

Ostatnie miesiące sprawiły, że wyzbyłam się pewnych omamów co do niektórych kwestii. Ludzie to suki, tylko niektórzy dobrze się kryją. Uczą się funkcjonować w tym chorym społeczeństwie, żeby jakoś sobie radzić w życiu. I do każdego podchodzić powinno się chociażby z minimalną rezerwą. Niestety, ale niepewności uczy się na bieżąco.
Ale to nie znaczy, że nie otaczają mnie wspaniali ludzie. Ależ owszem, jest wokół mnie kochająca rodzina i mnóstwo świetnych osób, którym dziękuję niezmiernie za to, że są. Jednakowoż nie zmienia to mojego poglądu. Obecnego poglądu, bo co będzie kiedyś.... Tego nie wie nikt. 

Read More