czwartek, 30 października 2014

winter is on its way | incoming gigs

   Z bolącą głową, gardłem i zawalona chusteczkami witam po raz kolejny. Na wirusy nie ma mocnych, dopadają każdego, a że mnie ostatnio zbyt często, to już kwestia poboczna. Od zawsze twierdziłam, że w Polsce mamy dwie pory roku i dwie dodatkowe (trwające co najwyżej połowę miesiąca) na doczepkę, żeby nie odczuć zbytniego szoku między letnim upałem i mroźnym, kłującym w płuca mrozem. Jeszcze dwa tygodnie temu pokazywałam TUTAJ jakże urokliwą jesień w Krakowie, a dzisiaj nie ma po niej śladu. I w tym momencie pojawia się w człowieku rozpaczliwa potrzeba śniegu, porządnego mrozu i świątecznego klimatu. Bo to, co jest obecnie, jest do bólu nijakie i brzydkie.

   No, przywitałam się już najbardziej pozytywnie, jak tylko mogłam, więc pora przejść do rzeczy. Dokładnie rok, cztery miesiące i jedenaście dni temu smażyłam się w ogromnym upale, jaki miał miejsce pod PGE Areną w Gdańsku. Wszystko po to, by być jak najwcześniej, być jak najbliżej sceny i przeżywać swój pierwszy koncert Bon Jovi w jak najlepszym stopniu. Cały ten dzień niesamowicie trudno opisać jest słowami. 
Po całym roku koncertowej posuchy wracam na płytę! Zaczynam od The Baseballs w warszawskiej Stodole 17.11, a w kolejce czeka Bryan Adams na Kraków Arena niemalże miesiąc później, bo 16 grudnia. Jak dobrze pójdzie, to z listy To do before I die odhaczę też Robbiego Williamsa dziesięć dni po moich urodzinach w 2015. Boję się jedynie cen biletów, bo to, co zobaczyłam po ogłoszeniu, że w Krakowie będzie duet Sting & Paul Simon, może opisać jedynie ten gif.

   Dziś bez zdjęć, bo nie mam siły sięgnąć ani po telefon, ani po kartę od aparatu. Natomiast wiedziałam, że ten rosół w słoiku zachomikowany na dnie lodówki wreszcie się do czegoś przyda :)

1 komentarz:

  1. Pamiętaj, że zawsze mogłaś dostać na dodatek okres, więc nie miąkaj :3

    OdpowiedzUsuń