Ostatnio jeżdżę pociągiem częściej niż przez całe swoje życie. Dobrze, wcześniej ilość moich podróży pociągami można byłoby zliczyć na palcach jednej ręki. Teraz sprawy toczą się tak, że (stety czy niestety) co weekend bywam w moim rodzinnym mieście, którym jest Tomaszów. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wsiadając w poniedziałek do porannego pociągu, zastałam przedział, którego nigdy nie widziałam na oczy. Mam tu na myśli jego standard. Zdecydowanie nie był to jeden z tych wagonów, które pamiętają moi rodzice, kiedy oni sami jeździli na studia do Łodzi. Na początku byłam po prostu zdumiona i mnie zatkało, ale potem przyszedł czas na nerwy, czy aby na pewno nie jadę pierwszą klasą i czy aby na pewno pan konduktor nie podliczy mnie w setkach za tę podróż.
Jeszcze wiele przede mną, jeśli chodzi o jazdy na trasie Tomaszów - Kraków. I na pewno wiele ludzi zdążę poznać. A jeśli mówię o poznawaniu współpodróżujących, to wspomnę o pewnej pani, która dosiadła się do mnie niecałe pół godziny od gwizdka konduktora. Prawie całą drogę była mi obojętna. Po prostu słuchałam muzyki, patrząc przez okno. Na kwadrans przed końcem schowałam telefon do kieszeni, bo bateria była na wyczerpaniu, a nie zauważyłam, że kabel od ładowarki się wypiął, więc uroki kontaktów poszły na marne. I wtedy nawiązała się interakcja między mną a tą kobietą. Serdeczne pozdrowienia, jeśli to pani czyta :) Była wyraźnie zestresowana podróżą. Okazało się, że to jej pierwszy raz. Miała obawy, czy wysiądzie w dobrym miejscu, czy się nie zgubi, jak się zachować. Uspokoiłam ją i zapewniłam, że jeśli tylko będę mogła, to pomogę. Jej, czułam się jak super hero. Przyjemne uczucie! Dowiedziałam się, że ma dwójkę dzieci w dorastającym wieku, że jej mąż pracuje zagranicą, bo niestety w Polsce pracy brak. Ona jechała do Zakopanego. Kiedy dotarłyśmy na dworzec, pomogłam jej dotrzeć na dworzec PKS, skąd miała mieć autobus. Właśnie wtedy też zepsuła się moja DRUGA walizka. Mimo wszystko - żałuję, że tak późno schowałam ten telefon. Życzliwość zdecydowanie potrafi umilić człowiekowi dzień. Polecam :)
A dzisiaj cały dzień spędzony na uczelni. Cudem, bo autobusy z samego rana niestety nie chciały ze mną współpracować i po prostu nie przyjechały. Tak oto powstało moje ponad półgodzinne spóźnienie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W telegraficznym skrócie, bo ten wpis i tak już ma dużo za dużo znaków - na UEK-u miał dzisiaj miejsce Międzynarodowy Dzień Otwarty. Hala widowiskowo-sportowa została zamieniona w dużą powierzchnię wypełnioną standami, przy których można było dowiedzieć się różnych rzeczy o wyjazdach zagranicę, Erasmusie, umowach międzynarodowych z innymi uczelniami i wiele, wiele więcej. Swoje stanowisko miał także PSUEK, czyli Parlament Studencki Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, na którym dane mi było przebywać jako wolontariusz. Przynajmniej na razie :)
Jako że jutro jeden z mniej lubianych przeze mnie dni tygodnia, muszę niestety zamknąć komputer i zrobić coś, dzięki czemu przeżyję do wieczora. Trzymajcie się i do kiedyś!


Pociągi są świetne, gdybym tylko miała więcej okazji żeby się gdziekolwiek przemieszczać, na pewno autobusy by mnie nie widywały zbyt często. Ależ z Ciebie kochane stworzenie! Bezinteresowna pomoc nieznajomemu człowiekowi to +100000(...) do lepszego samopoczucia, a osobiście wierzę, że każde dobro wraca, także Twoja karma na pewno będzie obfita :)
OdpowiedzUsuńjechałaś tym lepszym pociągiem, w moim mieście często są jednak bardziej widziane te stare niż te nowe a szkoda, bo bardzo lubię podróżować koleją gdyż mnie nie mdli :)
OdpowiedzUsuńJa przeważnie miałam to "szczęście", że jadąc pkp przedziały były tak zapchane, że życzliwości u ludzi można by się z lupą doszukiwać, a w pks'ach wśród ludzi
OdpowiedzUsuń