piątek, 25 listopada 2011

W przeciągu ostatniego tygodnia umarłam jakoś trzykrotnie. Za każdym pieprzonym razem się podnosiłam. Choć lepiej brzmi "wskrzeszałam". 
Oddycham głęboko, stawiam piedestały.
Jeszcze raz. Cześć. Śmiem twierdzić, że jestem człowiekiem sukcesu. Tak po części. Bo jakby nie patrzeć, osiągam w życiu swoje cele. Powoli, po trupach, niejednokrotnie jest ciężko, nawet bardzo, ale dopinam swego. Teraz też tak będzie.
I nienawidzę generalizowania. Wsadzanie ludzi do jednego worka jest jak mówienie "Cola" na Pepsi i Coca-Colę. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku też, że nie wszystkie dziewczyny lubią "Romea i Julię", wiesz? :D No, ale ja mogę sobie tak mówić/pisać, krytykować innych, a sama nie zachowuję się czasem lepiej. Ale jednego nie dam sobie wmówić - ja nie obgaduję, ja stwierdzam fakty. Swoją drogą, to ciekawe jak środowisko potrafi zmienić osoby nie do poznania. Prawie zawsze sprawdza się przysłowie "Kiedy wpadniesz między wrony, musisz krakać jak i one". Dobrze, że ja mam zajebiste środowisko. Skromna Ala.
The more I see the less I know
The more I'd like to let it go
"Mniej wiesz, będziesz zdrowszy" / "Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany" - popieram.


Niedawno ponownie dało się we znaki moje zboczenie do saksofonu. I może "Pjanoo" nie jest czymś dobrym w oryginale, tak ten cover pokochałam całym sercem.


PS Jutro Ala kupuje sobie zegarek. Może wreszcie przestanę się spóźniać na lekcje. :)
Read More

poniedziałek, 21 listopada 2011

Biorąc pod uwagę zapowiadający się tydzień, wątpię w posiadanie choć trochę więcej wolnego czasu, żeby móc tutaj wkrótce cokolwiek napisać. Bo mija dzień za dniem, wszystko kręci się jak w kołowrotku, mała chwila na wzięcie powietrza do płuc i lecimy dalej. I tak niby było dotychczas, od września. Szkoda tylko, że tak jak mówiłam wcześniej, ten tydzień będzie gorszy. Dzisiaj w pewien sposób mi się upiekło z geografią, ale to nie znaczy, że odkładanie ciągle tego sprawdzianu na później jest dobrym rozwiązaniem. Jutro analiza z polskiego, czyli coś, na widok czego mam drgawki i niemalże wysypkę nerwową. Dwie godziny pisania o niczym. Ala i jej dopracowane do perfekcji lanie wody. W środę sprawdzian z chemii. I tutaj już nie jest "pod górkę", tu jest pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Byłam na maksymalnie dwóch lekcjach. Nie umiem nic. Żadna nowość. W czwartek sprawdzian z polskiego ZE WSZYSTKIEGO od początku roku. Już widzę tą piękną, kształtną i jędrną jedyneczkę. Plus wyżej wspomniany sprawdzian z geografii. W piątek robimy z siebie debili na czarno-biało, a od poniedziałku znowu. O, zapomniałabym, jutro sprawdzian z niemieckiego.
Dlatego też trzeba wziąć się w kupę i ociekając szczęściem, spiąć poślady i zacząć się uczyć.

Arbuz narzekający na swój żywot. To takie mainstreamowe...
Read More

sobota, 19 listopada 2011

Muszę się chyba jednak zgodzić z tym, że życie to jedna wielka huśtawka. Tylko taka bez ograniczników wychylenia. Taka, która ma możliwość obrotu 360 stopni. Czasem, jak zakręci, jest super. Wiatr we włosach, uśmiech na ustach, jest adrenalina. Tylko czasami jest tak, że od tych obrotów ma się potworne wzdęcia. I nie, nie będzie to żadna kolejna notka przesiąknięta patosem. Chciałam tylko wspomnieć, że dziękuję wszystkim za ich żywot. Jestem co raz szczęśliwsza.

I mogłabym coś tu jeszcze napiasać, ale nie wiem, czy czasem tego nie czytasz. Dziękuję.
Read More

czwartek, 17 listopada 2011

piątek, 11 listopada 2011

poniedziałek, 7 listopada 2011

Więc tak jak już pisałam na Facebooku, tak napiszę i tutaj - nie pijcie czegokolwiek z kofeiną po północy, jeśli chcecie normalnie funkcjonować. Alusia wypiła sobie coś takiego o pierwszej, do tego kawa o północy i poszła spać po czwartej, a wstała po szóstej. Na hiszpańskim zasypiałam na siedząco, a jak wróciłam, to tylko 15 minut przy komputerze i w kimę na półtorej godziny. Potem tylko śmierć Hanki, jogurcik, rozmowa z mamą i tak zleciało do północy. Teoretycznie na jutro nie mam chyba nic do nauki. Teoretycznie. Na polski wypadałoby powtórzyć, ale czy ja nie mam ciekawszych rzeczy do roboty? Siódmy odcinek 90210 sam się nie obejrzy. Zadania z matmy? Zrobię zaraz ze dwa, a resztę się ogarnie przed matmą. Niemiecki? To nie wymaga większego komentarza. Pozostaje jeszcze kwestia taka, czy idę na zerówkę. Paradoksalnie lubię (ta, "lubię", na razie tylko raz szłam na zerówkę do szkoły) chodzenie na siódmą, bo wtedy jest jeszcze nieco ciemno, zimno, mróz, mgła, wszystko śpi. Ale ja też chcę się wyspać. Może w końcu mi się to uda.

No i chyba rozpoczynam urządzanie pokoju. Wreszcie!
Read More

niedziela, 6 listopada 2011

Co za dzień... Od rana coś robię. Poważnie. Szkoda, że od rana nie robię tego, co powinnam zrobić już w piątek, a nawet w środę. Ale o tyle dobrze, że w ogóle przypomniało mi się o tym wszystkim wcześniej, niż o 23:00 na przykład. No bo sprawa wygląda tak, że mamy wpół do jedenastej, a ja w sumie nie wiem, czy jestem dopiero na półmetku lekcji. Ale muszę Wam powiedzieć, że o niebo lepiej jest, kiedy zapalisz podgrzewacze w całym pokoju, puścisz nastrojową muzykę, popijesz to wszystko naturalnym kakałkiem, spojrzysz przez okno i zobaczysz, że z drzew spadły już niemalże wszystkie liście. No, niedługo zima. Porządna zima i z porządnymi mrozami. Może nie aż tak porządne, ale już pierwsze przymrozki mają być w ten weekend. Czekam z niecierpliwością. Do tego nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam powyższy suwaczek, który będzie tutaj wisiał aż do 24 grudnia.

Read More