środa, 7 marca 2012
poniedziałek, 5 marca 2012
U la la, dancing in the dark.
Kolejny łyk Żywca. Niegazowanego. Przed oczami staje mi obraz tego, co jeszcze muszę zrobić. Jeśli przetrwam wtorek i środę, możecie mówić na mnie Nieśmiertelna Ziółkowska. Jedyne co mnie pociesza, to jest fakt, że za równe trzy tygodnie robocze rozpoczną się dwa tygodnie wolnego. W maju kolejne. I na dobrą sprawę koniec roku. Teoretycznie jest fajnie, ale patrząc realnie, to został tylko marzec, żeby zwiększyć obroty i wziąć się do roboty. To jest chyba pierwszy raz od rozpoczęcia roku szkolnego, że chcę, żeby czas trochę zwolnił. Żeby miesiąc miał 50 dni, a nie 31. Tym bardziej, że niektóre kwestie czarno widzę.
Jutro threesome. Dobra kawa, dobra gadka. I jeśli to czytasz, to dzisiaj, kiedy za mną szedłeś, to zrobiłam to specjalnie. Taki tam żarcik. Ale przecież uwielbiasz podłą wersję Ziółkowskiej, czyż nie?
niedziela, 4 marca 2012
Raz, dwa, trzy, od dziś Facebooka nie masz TY!
Od dzisiaj zapraszam pod numer GG, telefonu, pod adres e-mail (sprawdzam kilka razy dziennie, więc no problemo) i Twittera. Na dole widnieje już piękny widget. Jak i super pro elo elo reklama bloga Ewy. Będziemy sławne jak Włodziu i Karolek.
Przejrzałam stare zdjęcia i dostałam konkretnego kopa wewnętrznego połączonego z nieziemskim motorem dopingowym. Jak nie teraz, to kiedy? To nigdy. Więc bierzemy dupę w troki i trzeba to ogarnąć. Girls run the world.
piątek, 2 marca 2012
To było najlepsze półtorej minuty w tym... miesiącu? Niech będzie - w roku kalendarzowym. Uwielbiam ten zapach. Mogłabym się nim zaciągać, jak jakiś najgorszy ćpun. Byłoby błogo...
Uwielbiam ten uśmiech.
We all want to be wanted. True story.
czwartek, 1 marca 2012
Ziółkowska czyści kartę pamięci telefonu z niepożądanych zdjęć. Na górze widnieje jedno z nich. Takie tam po rozmowie z Ewą.
Historia lubi się powtarzać. Dzisiaj miały miejsce niemalże takie same sytuacje jak te opisane ostatnio. Jakie to miłe i wkurzające zarazem. Mam ochotę coś z tym zrobić, ale nie wiem, w którą stronę iść. Czuję się jak taki saper, który zostaje wezwany do wielkiego wieżowca, w którym podłożono bombę. Musi przeciąć jeden z dwóch możliwych kabelków. Czerwony i niebieski. Jeśli przetnie ten właściwy, tysiące ludzkich istnień zostanie ocalonych. Jak się pomyli, to wszystko się zjebie. Ziółkowska, Ty nie chcesz być saperem. Nie lubisz takiej odpowiedzialności. Ma być tak, jak Ty chcesz, a nie tak, że musisz wybierać.
A co, jeśli przetnę ten zły?
środa, 29 lutego 2012
Stoję lekko przygarbiona. Setki twarzy przed oczami przelatują co jakiś czas. Najchętniej poszłabym spać. Myślę sobie wypierdalać z mojej głowy. Głośniki na każdym piętrze wydają niezidentyfikowane dźwięki. Po co grają, skoro nie wiadomo nawet co grają? Już nawet przestałam się przejmować kolejnymi szmatami. Znalazłam ważniejsze sprawy, którymi mogę się przejmować.
Ktoś zagaduje, ktoś szturcha, ja jak marionetka. I nagle impuls przeszywający całe ciało na wskroś. Szybsze bicie serca, dziwna miękkość w stawach, zawroty głowy, tętno dwieście. A później znowu spokój. Dochodzę do siebie, twarze się zmieniły, już jest nudno.
Wyglądam przez okno. Tętno dwieście, zdecydowanie zbyt duże. Czerwona twarz, żołądek w gardle, miękkie kończyny i ten uśmiech... Ten dziwny i rzadko spotykany na mej twarzy uśmiech. Uśmiech w każdej sekundzie, gdy Cię widzę.
A teraz jestem tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne. Nie wiem, czy sam tego chcę (...)
I paradoksalnie nie lubię tego czegoś.
But I'm gonna get you. Sooner or later.
wtorek, 28 lutego 2012
- Będziesz, Ziółkowska, Taką osobą, jaką tylko zechcesz.
- Osiągniesz, cokolwiek zechcesz.
- Zdobędziesz, kogokolwiek zechcesz.
Jeszcze świat się o tym przekona. 29 luty dniem przełomowym będzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



