No i znowu wsiąknęłam w ten temat. Temat Au Pair Cultural Care krąży w mojej głowie non stop od jakichś dwóch tygodni. Po maturze? Po licencjacie? Ciągłe dylematy, ale cel jeden i niezmienny. Są też myśli, które wcześniej nie przychodziły - a co, jeśli sobie nie poradzę na początku z językiem; co, jeśli trafię na rodzinę, z którą ciężko mi się będzie dogadać (a bywa tak dość często podobno); co, jeśli będę tęsknić (a wiem, że będę, bo zimną suką nie jestem i rodzina z przyjaciółmi znaczą dla mnie wiele). Jaki stan? Ja sobie mogę chcieć, a kto MNIE będzie chciał, do końca będzie zagadką. Oglądając to, co kręci Julita Galwa, czyli była operka (a obecnie została w Stanach i tam też studiuje), Los Angeles robi ogromne wrażenie i zazdrość wielka, że dla niej jest to po prostu codziennością. Były małe wątpliwości, ale teraz, po obejrzeniu kilku filmików na YouTube jestem pewna. Czerwiec 2014 - here I come. Wypadałoby powoli zacząć ogarniać cały proces aplikacji, szukania rodziny i innych. Damn, so excited... :)
Kolejna sprawa, czyli studia. Wszystko się zmienia jak w kołowrotku. Od dawna omawiana geodezja chyba idzie powoli w zapomnienie. Możliwości na maturze mam niewielkie, bo zakres przedmiotów, z których jestem w stanie wyciągnąć satysfakcjonujące wyniki, jest dość wąski. Czas spiąć pośladki i zacząć myśleć poważniej i konkretniej, bo wrzesień praktycznie za pasem, a nie chciałabym obudzić się z ręką w nocniku w styczniu czy tam lutym. Publicznie chyba jeszcze nie będę gadać, co obecnie chodzi mi po głowie. Niech się to stanie najpierw bardziej możliwym, a potem będzie można uchylić rąbka tajemnicy.
czwartek, 25 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz