piątek, 29 marca 2013

I'm a lonely bo...


Powiem szczerze, że muszę niemalże odgrzebywać klawiaturę spod sterty pierdół, papierków i przeróżnych innych śmieci, które zalegają na biurku. A nie powinny. Niedawno obiecałam sobie, że będę żyć w porządku i ładzie, jak na miłą i przykładną licealistkę przystało. Muszę mieć równowagę życiową, żeby móc w przyjaznym otoczeniu oddawać się godzinom nauki. Tak, skończyło się na tym, że nie wiem, co gdzie mam, a ubrania i inne drobiazgi giną jeden po drugim. Zapewne są gdzieś za którymś kubkiem czy tam książką. Cholera, miałam zwinnie nawiązać do tego, że Wielkanoc za pasem, a ja nadal nie posprzątałam ani skrawka pokoju, a nie rozpisywać się na temat swoich złych nawyków. Zła Ala, zła.
Chodzi mi po głowie sprawdzenie siebie w nowym projekcie. Nie chcę mówić, o co chodzi, żeby nie zapeszyć, ale byłoby naprawdę fajnie, gdyby się udało. Nie wiem tylko, czy jestem na tyle odważna, by spróbować. Póki co nadal śpiewam w domowym zaciszu, wstydząc się z tym wyjść poza cztery ściany. Nadal robię wiele rzeczy, z którymi się nie ujawniam. To skrywanie części swojej osobowości jest całkiem zabawne. 

Powoli zawijam się do szorowania i zamiatania, ale zanim to nastąpi, to chciałam tylko życzyć wszystkim wszystkiego najlepszego, o. :)


PS. Tyle wrażeń w ciągu jednego tygodnia to dawka co najmniej zabójcza.
Read More

sobota, 23 marca 2013

one day baby, we'll be old


jak mi nie padnie komputer przed końcem pisania tego posta, to będzie 1:0 dla mnie

Wstaję rano (rano, 6:40), idę do kuchni spojrzeć na termometr. Kurwica mnie strzela, bo widzę 13 stopni pod zerem. Jak tu teraz doprowadzić się do porządku i z uśmiechem na ustach wyjść z domu za dwie godziny? No nic, szybka kawa, jogurcik, łazienkowe sprawy i przed dziewiątą byłam już poza domem. Ale przed jedenastą zaczęło się rozjaśniać. Wyszło słońce. I to wtedy, siedząc z farbą na głowie, zaczęłam rozkminiać, że w sumie, to ta minusowa temperatura ładuje mi akumulatory. Dzień był (i trochę poniekąd nadal jest) senny, ale teraz wreszcie czuję, że coś zaczyna. Coś dobrego. Chyba wiosna wreszcie zawitała w mojej głowie. Oby zagościła na długo. 


Starzeję się.
Read More

wtorek, 19 marca 2013

the 20/20 experience

Cześć. Dziś jakoś tak nie mam większego tematu do omówienia. Nic też nadzwyczajnego nie wydarzyło się w moim nudnym życiu. Dlaczego więc piszę? 
Ano tak mnie natchnęło, bo siedzę pod kocykiem, z ciepłą herbatą earl grey od Liptona (którą ubóstwiam wręcz, ale nazwy nie pamiętam) i słucham nowego krążka Justina Timberlake'a. Dlatego tytuł wpisu jest taki, a nie inny. Minęłam już połowę płyty. Co mogę napisać na ten temat? Cóż, to ponoć jego "wielki powrót" po sześciu latach pracy. Czy owocnej? O tym później. W sumie sześć lat to dużo. Sześć lat temu miałam 12 lat, szłam do gimnazjum. Mój gust muzyczny z perspektywy czasu był, jaki był - słaby. Ale pewnie każdy patrzy w ten sposób na swoją "dziecinną" przeszłość. Każdy z nas był mały. Chłonęłam to, co podsuwało mi pod nos MTV czy VIVA. Niekoniecznie słuchałabym tej muzyki dzisiaj. Czemu wracam do tych zamierzchłych czasów? Jakoś wtedy pierwszy raz usłyszałam kawałki, które stworzył Timberlake. Później był duet z Madonną, później coś jeszcze. Cholera, podziwiam faceta. Nie chcę się rozwodzić nad tym, jaki jest. Chociaż w sumie gdyby ktoś nie chciał tego czytać, wyłączyłby kartę przeglądarki już po czwartym zdaniu, kiedy smęciłam o herbacie i kocyku. Ale wracając do Justina. Ma 32 lata (aż musiałam się upewnić i sprawdzić w Google, bo dla mnie wciąż jest dwudziestopięciolatkiem), żonę, żadnych skandali na koncie i najważniejsze - talent. ALE wracając do płyty tym razem... Czytając zapowiedzi, spodziewałam się czegoś wielkiego. Czegoś, po czym po przesłuchaniu dwóch, góra trzech piosenek usiądę, kopara mi opadnie i krzyknę "WOW!", albo z drugiej strony zaniemówię i będę próbowała się pozbierać po kilku minutach. No niestety tak nie było. Hmm, "niestety" może nie do końca jest dobrym słowem. Ani nie jestem koneserem tego typu muzyki, ani nie znam jego twórczości na tyle, by móc bez wahania odnieść się do jego wcześniejszych... "tworów". Po prostu jak dla mnie to jest dalej ten sam świetny J. T. ze swoim nieziemskim flow, wpadającym w ucho bitem, a na teledyskach wciąż niezmiennie nieziemsko się rusza.
Obecnie w tle leci dziesiąta piosenka. Mogę stwierdzić, że to dobry krążek do samochodu, niekoniecznie do sprzątania mieszkania. Jest dobrze, bo mam przeczucie, że niedługo znów włączę sobie go od nowa i przesłucham, odkrywając nowe perełki. Także tego... Polecam. :)

I po raz kolejny chwalę sobie Spotify. Bez problemu w dniu premiery mogę przesłuchać całą płytę w świetnej jakości, nie łamiąc jednocześnie praw autorskich. Oczywiście złamię je, kiedy będę chciała wrzucić ją na iPoda, ale w tym momencie czuję się jakoś lepiej. :)




PS. Ostatnia piosenka na krążku najbardziej oddaje jego charakterystyczny klimat, klimat Timberlake'a. Polecam.
Read More

czwartek, 14 marca 2013

jerk it out


Tak bardzo mi się nic nie chce. Leniwe śpiewanie I need a dollar dollar, a dollar is what I need to jedyne, na co mnie stać dziś wieczorem. Jak pomyślę o jutrzejszej geografii, to mnie krew zalewa. Kolejna w tym tygodniu? Seriously?

Znalezienie swojego kolejnego "ulubionego czegoś" to chyba jedno z lepszych doświadczeń w życiu człowieka. I wiem to z autopsji, Ty pewnie też. Ciekawość zżera "jak będzie następnym razem". Nie możesz doczekać się terminów, co chwilę sprawdzasz w kalendarzu, kiedy wreszcie "ten" dzień. Jeden lubi pomarańcze, inny jak mu nogi śmierdzą, a ja lubię jeździć.


Read More

środa, 6 marca 2013

years


No disrespect but that's how I am.

Dziś będzie krótko, a przynajmniej krócej niż ostatnio, bo i czasu mniej. Szkoła goni, kurs na prawo jazdy doszedł w międzyczasie, pozaszkolne obowiązki też dają o sobie znać i czasem zapominam, jak się nazywam. Ale znajduję przynajmniej czas na wysypianie się - minimum siedem godzin i do tej pory idzie mi nieźle.
Czując pustkę po minionych feriach w kwestii deski, zaczęłam szukać jakiejś alternatywy na ciepłe dni wiosny czy lata. No i wyszperany został LONGBOARD (<- klik), często mylony ze zwykłą deskorolką. Na razie robię rozeznanie w temacie, przeszukuję fora, wypytuję ludzi, szacuję, jaki majątek czeka na mnie do wydania... Z tym majątkiem to nieco przesadzone stwierdzenie, ale niestety fakt jest faktem, że ten sport, jak na przykład bierki, do najtańszych nie należy. Dlatego czeka mnie przemyślenie wszystkich "za" i "przeciw", a potem podjęcie decyzji. Oby była z dobrem dla ogółu. Pod TYM linkiem można zobaczyć dziewczyny z Longboard Girls Crew Poland w akcji. 





Read More