Czas leci jak szalony. Zasuwa nieubłaganie. Niektórym kończą się właśnie wakacje. Ostatnia Omega, w poniedziałek wyprasowana przez mamę biała koszula, a w poniedziałek "udaję, że się uczę". Nie dla każdego, bo są tacy, którzy są już na emeryturze, podróżują, pracują, albo idą na studia.
Cholernie się cieszę, że ten czas tak leci, bo to tylko przybliża mnie do 21 września, czyli do dnia, w którym sprowadzę się na stałe do miasta, które kocham całym serduszkiem. Do Krakowa. Fakt jest faktem, że będę tam już wcześniej, bo za dwa dni, aczkolwiek 4. podbijam Murzasichle na ŚwieŻAKu. Wszystkie informacje na temat tego wyjazdu, które dostawałam do tej pory, upewniały mnie w tym, że decyzja o uczestnictwie była jedną z lepszych. A potem dostałam mejla z większą ilością informacji i skreśliłam w myślach stwierdzenie lepiej być nie może.
Do zobaczenia w Krakowie!

0 komentarze:
Prześlij komentarz