wtorek, 17 września 2013

España, por favor!

Alcia, będzie wpis na blogu o Hiszpanii? Będzie!
   Takie pytanie padło któregoś dnia, między którymś a którymś łykiem napoju bogów, po którymś z kolei napadzie śmiechu, tuż przed na pewno nie ostatnim uściskiem radości. 

   Dlaczego było tak świetnie? Bo zapierające dech w piersiach widoki? Bo architektura, jakiej nie spotkasz w Polsce? Bo morze ciepłe, a piasek wygodny? Bo super hotel z panoramiczną windą? Bo wieczorki tematyczne? Bo słynne już tri personen i pan w nienagannie białej koszuli pukający do drzwi o drugiej w nocy? Bo Kacper ma łeb jak sklep i pamięta pierdyliard zwrotek różnych śmiesznych piosenek do picia? Bo tylko ja potrafię w niekoniecznie trzeźwym stanie zatrzasnąć kartę i śpiocha w pokoju, a zarazem wyjść bez butów i na bosaka po północy próbować dogadać się z jakimś recepcjonistą w podeszłym wieku bez dolnych i górnych jedynek? (a, Karol, jeśli to czytasz, to dzięki, że poszedłeś wtedy ze mną, bo sama bym się chyba bała tam koło niego stać) Było niesamowicie, bo Murzyni myśleli, że napiją się wody, a to była wódka i pluli dalej, niż widzieli? Bo cały wyjazd kręcił się wokół wódki i najbardziej krypto-parze, o której każdy wie, a sami zainteresowani myślą, że nikt o nich nie wie? Bo prześwietna Juanita codziennie sprzątała ten syf, który zostawialiśmy w pokoju? Bo poznaliśmy Alexa? Też. Ale najbardziej liczą się ludzie, w gronie których spędzasz czas. A ludzie, wokół których ja się obracałam od piątku do następnej soboty, byli najlepszymi na świecie. Aż się ciśnie na usta popularne stwierdzenie "nie ocenia się książki po okładce".

   Zdecydowanie każdy chce powtórki, każdemu jest pusto samemu w pokoju, a nocami przypomina sobie, jak to było kilka dni temu i aż się łza w oku kręci. Teraz pora wywołać zdjęcia, oprawić w ramkę i cieszyć ryja przy każdym rzuceniu okiem na te cudeńka. A do wszystkich, którzy czytają koniec tego wpisu i jednocześnie byli na tym wypadzie ze mną:

JESTEŚCIE WSPANIALI!






1 komentarz: